Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

"DOŚWIADCZENIE BOŻEJ MIŁOŚCI"

AKTUALNOŚCI ZE ŚWIATA | 31/08/2012 | jk

W przeciwieństwie do uczestników żywych dyskusji i aktorów odgrywających scenki teatralne, którzy zajmowali scenę przez większość sobotniego poranka – podczas kazania scena należała do Wintleya Phippsa. Tylko i wyłącznie Wintleya Phippsa.

Trzeba nie lada talentu, aby skupić na sobie uwagę słuchaczy, zwłaszcza na tak dużej scenie, jak ta na Europejskiej Konferencji Pastorów. Phippsowi się to udało. Oczywiście, nie bez pomocy swojego niesamowitego głosu. Pieśń pt. „I believe” wykonał fantastycznie, i to nie tylko pod względem warsztatu muzycznego oraz ekspresji, ale przede wszystkim dlatego, że utożsamiał się ze śpiewanymi słowami. Kiedy skończył utwór i przystąpił do kazania, wszelkie wątpliwości co do tego, że naprawdę wierzył w to, co śpiewał – zniknęły.

– Cała ludzkość musi doświadczyć Bożej miłości poprzez jego lud – zaczął. – Pan włożył mi w serce przesłanie, że pomoże nam pozbyć się z życia wszelkich śmieci, które uniemożliwiają innym doświadczyć Bożej miłości za naszym pośrednictwem.

Taki był właśnie temat kazania, wygłoszonego taktownie i delikatnie, przynajmniej na początku. – Być może orędzie, które przedstawię, nie znajduje zastosowania na waszym terenie – zaznaczył, ale nawet na tym etapie kazania zgromadzeni pastorzy w to wątpili.

Przypominając historię syna marnotrawnego, Phipps opowiedział swoimi słowami o tym, jak młodszy syn urodził się otoczony przepychem i przywilejami. Jak w jego mniemaniu krępowały go oczekiwania i zasady domowników. Jak rady ojca w końcu tak go zmęczyły, że miał do niego pretensje o wciskanie się do jego prywatnych spraw.

– Jak to jest, że dzieciom gwiżdżącym na wszystkich dookoła zdaje się, że im dłużej człowiek żyje, tym mniej wie o życiu? – spytał.

„Zbierz księgowych, niech wycenią majątek – powiedział młodszy syn. – Sprzedaj ziemię i daj mi dział, który mi się należy. Daj mi żyć tak, jak mi się podoba”. – Na tym etapie ojciec wiedział, że nie ma kontroli nad synem – oznajmił Phipps – ale ponieważ szanował jego niezależność, postanowił pozwolić mu pójść własną drogą.

Kaznodzieja zatrzymał się dłużej nad pojęciem „dalekiego kraju”. – Gdziekolwiek się udajemy nie myśląc o ojcu, żyjemy w dalekim kraju – stwierdził. – Bez ojcowskiej kontroli życie syna wymknęło się też spod kontroli jemu.

Nie rozwodząc się zbytnio nad „szalonymi latami”, mówca podziękował Bogu, że on sam, Phipps, miał szczęście swoje młodzieńcze lata ofiarować Bogu. Ostrzegł przy tym, że energiczne, młode lata „nie trwają wiecznie!”.

– Mam swoją teorię na temat tego, czemu tracimy wzrok – oświadczył, odchodząc nieco od tematu. – Ślepniemy, bo gdy nasze oczy słabną, zwłaszcza w małżeństwach, to nadal się sobie podobamy.

Oczy i policzki młodszego syna były zapadnięte. Dopadła go bieda. Oprzytomniawszy, pomyślał: „W domu mojego ojca nawet nędzarze jedzą lepsze rzeczy niż ja”. W tym momencie zebrawszy w sobie resztki szacunku do samego siebie, powiedział w duchu: „Podźwignę się. Zgrzeszyłem. Nie jestem godny. Uczyń mnie jednym ze swoich sług”.

Oczywiście, ojciec już z daleka dostrzegł jego chudą, wymizerowaną postać, a mimo to wybiegł mu naprzeciw i ucałował. Umarły syn ożył. Zguba się odnalazła. Weselmy się i radujmy.

Na razie jeszcze bomba nie wybuchła, ale Phipps trzymał już ją w pogotowiu.

– Dlaczego Jezus przedstawił to wymowne przesłanie w formie przypowieści? – zapytał. – Bo mamy w niej ewangelię w miniaturze. Opowiedział ją tak a nie inaczej, żeby nawet dziecko mogło ją zrozumieć. Chrystus posłużył się przypowieścią, żeby ukazać przeszkodę uniemożliwiającą światu doświadczenie jego miłości. Jaka to przeszkoda? Zdeformowany charakter jego Ojca.

– Najskuteczniejszym orężem diabła na przestrzeni dziejów - kontynuował – jest ukazywanie w krzywym zwierciadle Bożego charakteru. Świat nie może pokochać Boga, jeśli nie zna jego prawdziwego charakteru.

Diabeł od samego początku usiłował przedstawić Boga jako wymagającego, srogiego, okrutnego i podłego tyrana. Już w Edenie głosił wywrotowe przesłanie: „Znam Boga. Ma poważne przywary... Nie można mu ufać”.

– Oto sedno wielkiego boju – oświadczył kaznodzieja – a naczelnym posłannictwem Jezusa było przedstawić gorącą obronę prawdziwego charakteru swojego Ojca.

– Niemniej jednak – dodał Phipps, przygotowując się do zadania ciosu – w dziejach ludzkości zbyt wiele osób afiszujących się z krzyżem wypaczało i zniekształcało miłujący charakter Boga.

Chrześcijanie? Tak. Kościół katolicki? No pewnie. Protestanci? Też.

Phipps opowiedział następnie o tym, jak jechał kiedyś samochodem z doktorem Johnem Stottem, byłym kapelanem królowej angielskiej. „Jak pójdę do nieba – rzekł Stott – to zapytam Boga między innymi o to, czemu obszary, gdzie protestantyzm odniósł największy sukces, są zarazem wylęgarnią nietolerancji i rasizmu”. Świadczą o tym choćby Irlandia Północna, RPA i południe Stanów Zjednoczonych.

Na tym jednak Phipps nie skończył, teraz dopiero wypalił z grubej rury. – Prawdę mówiąc – stwierdził – Bóg i nam miałby na tym polu co nieco do zarzucenia.

Nam? Adwentystom dnia siódmego? Niestety, tak.

– Bóg powołał nas do takiego życia, aby świat mógł doświadczyć przez nas jego miłości – ciągnął. – Przez lata w głębi duszy niepokoiłem się, że nasi wyznawcy nie są wystarczająco mili. Grzebiemy zbyt wielu ludzi podłych. Zbyt wielu niemiłych. Zbyt wielu gniewnych. Zbyt wielu bezwzględnych i antypatycznych. Życzliwość to nie kwestia kultury osobistej, lecz sposób, aby świat doświadczył przez nas Bożej miłości.

I wtedy spadł decydujący cios. Silny, precyzyjny, według wielu osób – poniżej pasa. Cios, który przykuł uwagę wszystkich słuchaczy. W namiocie zapadła cisza jak makiem zasiał.

– Wypaczanie charakteru Bożego można zaobserwować nie tylko w zachowaniu szeregowych wyznawców – mówił Phipps – ale też w przebrzydłej, ohydnej walce o stołki, która ma miejsce w Bożym Kościele. Brak mi wystarczająco mocnych słów, aby powiedzieć wam, jak nienawidzę przepychanek na górze w naszym Kościele. To wstrętne i odrażające, że pod pretekstem chronienia Kościoła my, przywódcy, przedstawiamy w krzywym zwierciadle miłujący Boży charakter.

W tym miejscu Phipps przeczytał fragment wiersza „There Are Too Many Saviors on My Cross”, napisanego przez słynnego aktora Richarda Harrisa w odpowiedzi na przemoc w Irlandii Północnej:

O kalekie dzieci, wijące się z bólu na ulicach Derry,
niewinne dymiącymi chrześcijańskimi lufami,
przeciągające linę kulami,
nie wycierajcie sobie głupich śmiertelnych ran moim imieniem.
Nie nagrodzę was po śmierci.
Wasze szyte buty skutecznie mnie wykopały.


Phipps podzielił się przykrą historią tego, jak w 1995 roku, gdy został mianowany członkiem Generalnej Konferencji, udał się służbowo do Rio de Janeiro, gdzie pewien przywódca przycisnął go w windzie do ściany, mówiąc: „Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby cię wysiudać”.

Phipps, wyraźnie wciąż bolejący nad tym doświadczeniem, przyznał, że koledzy go poparli. – Tak, w łazienkach mówili mi, że staną w mojej obronie, ale... tylko w łazienkach.

Phipps wspomniał również obgadywanie za plecami i małoduszność, której doświadczył ze strony innych kaznodziejów, ale też pocieszenie, które dała mu następująca przypowieść starszego pastora z Jamajki: „Szeregowy przysnął na warcie. Wtem nadchodzi generał, który potrząsa nim, żeby się ocknął. Szeregowy, otworzywszy oczy, z przerażeniem widzi przed sobą twarz generała. «Spokojnie – mówi generał – ciesz się, że to nie kapral»”.

Humor jednak nie zmniejszył kalibru mocnych słów Phippsa. – Uprzytomniłem sobie, że za bardzo się w życiu przejmowałem tymi małodusznymi ludźmi – wyznał.

Choć słuchanie tego nie należało do przyjemnych rzeczy, silne ciosy mówcy były potrzebne z powodu stojącego przed nami wielkiego zadania.

– Obecny przyrost w Wydziale Transeuropejskim to około dwóch nowych członków w zborze na rok – zakomunikował Phipps. – Niewiele lepiej jest w Wydziale Północnoamerykańskim: trzech, czterech nowych członków rocznie. Tak samo sytuacja przedstawia się w Australii. W świecie zachodnim prawie wcale nie pozyskujemy nowych wyznawców.

– Musimy sobie uświadomić, że istnieją rzeczy, z których musimy zdać rachunek sumienia – oznajmił. – Za wąsko definiujemy grzech. Grzech to nie tylko przestąpienie prawa. Które przykazanie zabrania podłych komentarzy i zjadliwych spojrzeń? Za bardzo skupiliśmy się na Dekalogu, a za mało na ukazywanym przez niego miłującym charakterze Boga. Przykazania zostały dane właśnie po to, aby pomóc nam wzrastać i objawiać miłujący Boży charakter. Nieżyczliwość jest grzechem, bo niszczy więzi, które Bóg chce, aby nas łączyły. Jeśli nasze charaktery nie upodobnią się do charakteru Boga, świat nie doświadczy jego miłości za naszym pośrednictwem. Na każdy jeden wykład o naukach biblijnych powinny przypadać cztery, pięć wykładów o upodabnianiu się do Jezusa.

Stosownie do treści kazania Phipps zakończył je apelem o wyjście do przodu osób, które chciałyby poczynić w swoim życiu zmiany na tym polu. To ci dopiero: apel do pastorów o wyjście do przodu! – Chcę was zobowiązać do wzrastania każdego dnia, abyście coraz pełniej kształtowali i objawiali charakter Boży, i to zarówno w życiu osobistym, jak i zborowym – zwrócił się do kaznodziejów Phipps.

Dziesiątki, setki pastorów wyszło do przodu. Ja zostałem na miejscu. Dlatego że już i tak siedziałam blisko przodu? Dlatego że nie było już miejsca? Dlatego że pisałem to sprawozdanie? Być może.


© John Surridge/tedNEWS
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl


- Czytaj relację z poprzedniegio wystąpienia pastora Phipssa podczas konferencji.












Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2009 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.