Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Z pożółkłych kart przeszłości (cz. 11)

HISTORIA | 15/09/2008 | jk

Życie człowieka jest jak układanka, którą czasami „udaje się” kompletnie złożyć dopiero po śmierci.

Ludzie nie lubią pisać i wiele przeżyć, cennych nauk, spostrzeżeń – odchodzi wraz z „właścicielem”; czasami przetrwa jeszcze ileś lat w pamięci następców – mało jest takich, którzy utrwalają je na papierze.

Dr Tadeusz Niewiadomski spisywał opowiadania rodziców, swoje przeżycia i historie; w tych zapiskach znalazłem wspomnienia ojca – Antoniego Niewiadomskiego, który w ostatnich latach swego życia w Kanberze (Australia) – często wracał do lat swojej pracy w Polsce.

W pracy misyjnej często zastanawiamy się, co i jak możemy zrobić ku chwale Bożej. Niektórzy mówią, że nie mogą „ewangelizować” – bo nie potrafią mówić po angielsku; inni powiadają „w polskich kościołach nie możemy głosić – bo nie pozwalają nam po angielsku!”.

Wszystkim niech służy przykładem Antoni Niewiadomski, który głosił nawet w tak niebezpiecznym miejscu jak - syberyjski łagier.

Oto zapiski ojca - we wspomnieniach wróćmy do roku 1945 – zanim Antoni Niewiadomski znalazł się na zsyłce w Rosji:

„Piękna wiosenna pogoda napawała nadzieją na rychłe pełne wypogodzenie się wojennego nieba; godziny Niemców były już policzone.... 9 maja 1945 r. dowiedzieliśmy się o kapitulacji Niemiec."

WEWNĘTRZNY DZIWNY GŁOS...

Dom tymczasowego zamieszkania pod nazwą Kanie, była to właściwie willa położona na pagórku między dwoma jezioram;, miejsce wymarzone na łowienie ryb, na polowania i wypoczynek. W tym otoczeniu łatwiej można było znieść okropności wojny z największej odległości.

Po dziennej pracy o zmroku spacerkiem pogrążam się w medytację od czego i jak rozpocząć życie w nowych warunkach pokoju. Jak dostać się do Rygi i z powrotem do kraju, gdzie osiedlić się, co robić aby zarobić na utrzymanie rodziny itp.

Nie mając kto by odpowiedział, robię przerwę rozmyślania i jakby czekając natchnienia, nasuwa się inne pytanie. A co byś chciał robić skoro jesteś kaznodzieją Ewangelii?. Odpowiedzi Oczywiście nic innego jak tylko głosić Słowo Boże. I znów pytanie: a czy w każdych warunkach? – oczywiście w każdych; - a w więzieniu też? – skoro by konieczność wymagała – to tam też.”

No i tak się stało – nastąpiła zsyłka na Syberię...

SIEDMIU KATORŻNIKÓW...

W 1945 r. zakończyła się II Wojna Światowa - ale nie dla wszystkich.
Cała rodzina Antoniego Niewiadomskiego przebywała w tym czasie w Kurlandii - zachodnia Łotwa. Po wygaśnięciu pożogi wojennej i zlikwidowaniu gniazd oporu wojsk niemieckich, wszystkie służby wojskowe, bezpieczeństwa, wywiadu i kontrwywiadu, przystąpiły do działania.
W czasie filtracji segregacyjnej przeprowadzonej przez NKWD, "przepuszczono" ojca i mnie - jako nie biorących udziału w wojnie po stronie niemieckiej.

Jednak za parę tygodni przyjechało dwóch osobników w mundurach Floty Bałtyckiej i nakazali ojcu przyjść do ich biura.

W miejscowości Wentspils, nad rzeką Ventą (niedaleko przy ujściu do Morza Bałtyckiego) odbyło się przesłuchanie, z którego ojciec nie wrócił do domu.
Poszedłem go szukać - i też już nie wróciłem. Zostaliśmy zatrzymani i postawiono oskarżenie współpracy z agentami obcego wywiadu oraz inne - jak było w zwyczaju okresu stalinowskiego.

Byliśmy sądzeni z paragrafu KK 58 (zdrada narodu). Kodeks Karny przewidywał za tego rodzaju przestępstwo karę od 2 lat więzienia, aż do kary śmierci.

Ojciec dostał 25 lat katorgi, a ja tylko 6. Sądził nas Sąd Kontrwywiadu Floty Bałtyckiej. Siedzieliśmy w kazamatach zamku zbudowanego niegdyś przez niemiecki Zakon Kawalerów Krzyżowych.

Kiedy tam siedzieliśmy za kratami, zamek ten (więzienie) obchodził 700 lecie swego istnienia. Ojca z długoterminową zsyłką w trybie przyśpieszonym wywieziono na daleką północ, a ja pozostałem w Wentspils.




Dla wyjaśnienia podam fakt, że były przewodniczący Kościoła w Polsce w 1934 r. T. T. Babienko, wcześniej był misjonarzem w Mandżurii i pracował wśród uchodźców rosyjskich w Północnych Chinach. Tam w r. 1925 wygłaszał publiczne odczyty, w których niezbyt pochlebnie wyrażał się o bezbożnych rządach komunistów w Związku Radzieckim.




Z racji swojego kaznodziejskiego urzędu, ojciec spotykał się w latach międzywojennych z przew. T.T. Babienko na różnych konferencjach w Polsce. Witał go w naszym domu w Pińsku w r. 1937 oraz w Wilnie w 1939.

Ja, 14 letni (wówczas) uczeń, mało byłem tym gościem zainteresowany.
Jednak po wojnie w 1945 r. na procesie ojca miałem być świadkiem koronnym. Jeszcze w czasie śledztwa kapitan Kostenko "wyzwierzał" się na ojca krzycząc - "Etyje popy to samyje jeryje" (ci popi to najpodlejsi); a do mnie - " i ty z popowskiej rodziny".

A ja spokojnie z uśmiechem odpowiedziałem - "kapitanie dbaj o siebie, bo coś słabo wyglądasz, nie denerwuj się, za dużo kaszlesz i za dużo palisz". On na to z furią: "To samo twój ojciec pop mnie powiedział". W nocy kap. Kostenko tak kaszlał, że krew buchnęła z niego. Miał gruźlicę.

Po dwóch dniach Kostenko wezwał mnie ponownie na śledztwo, ale był bardzo zmizerowany (a leków przeciwprątkowych jeszcze w Związku Radzieckim nie było!), spokojny i nie palił papierosów ale za to śmierdział czosnkiem. Patrzył jakby był zawstydzony i nie wybuchał, rozmawialiśmy spokojnie. Po zakończeniu rozmowy (śledztwa) życzyłem mu powrotu do zdrowia, a on coś tam mruknął i więcej go już nie widziałem.

Sąd się odbył, a ja byłem świadkiem oskarżenia, że mój ojciec spotykał się z "agentem obcego wywiadu". To wystarczyło stalinowskiej sprawiedliwości - by pomścić opinie wygłaszane 20 lat wcześniej przez T.T. Babienko na temat Związku Radzieckiego w czasie prowadzonych wykładów w 1925 r. w Charbinie (Mandżuria).




Podróż ojca na Północną Syberię trwała 3 miesiące. Po przyjeździe do Workuty osadzono ojca w łagrze o zaostrzonym reżimie - dla bardzo niebezpiecznych. Pracował tam jako "lekarz obozowy", potem jako kucharz, a wreszcie jako górnik. Zadaniem jego było odrzucanie kamienia węglowego z taśmociągu. Kamień należało odrzucać za siebie, ale hałdy kamieni nie wywożono, co powodowało staczanie się rzucanych kamieni, które obijały sąsiadów stojących przy taśmie - to bolało.

Ludzie ci mieli żal do towarzyszy niedoli. Ktoś stojący obok ojca słusznie zauważył, że to nie jest wina rzucających, ale tych co nie zabierają hałdy kamieni. I tak się zaczęło.

Już po pracy ojciec wyszukał tego stojącego obok przy taśmie i powiedział mu, że nie pasuje na katorżnika - wygląda tak dostojnie. Po czym zaczęli wymieniać drobne uwagi i jakby zbliżali się do siebie. Potem zwracali się do siebie po imieniu, grzecznie i dostojnie. Było im razem jakoś lżej. Po paru dniach do towarzystwa dołączył jakiś inny katorżnik wymizerowany i przygnębiony, a następnego dnia trzeci. No i w wolnych chwilach prowadzili bardzo przyjemne i dostojne rozmowy.

Naogół imiona są trudne do zapamiętania po 45 latach - ale ojciec je pamiętał. Oni nie mówili kim byli na wolności, ale z omawianyh tematów ojciec wywnioskował, że byli wyższymi teologami prawosławnymi lub duchownymi (biskupami?).

Ojciec nie ukrywał, że był duchownym Kościoła ADS i to ich jeszcze bardziej zbliżyło do siebie. Rozpoczęły sie dyskusje nie teologiczne, ale ewangeliczne - np. Pismo Święte a kościoły chrześcijańskie. Praca z nimi trwała około 6 miesięcy i tematów nie zabrakło.

Do ich 4 osobowej grupy przyłączyli się trzej inni rozmówcy mniej elokwentni. Któregoś wieczoru, a był to piątek, cała siódemka katorżników skorzystała, że pozostali sami - bo inni odeszli do kina obozowego. Mieli więc możliwość odbycia ważnej rozmowy. Mianowicie - gotowi są przyjąć chrzest przez zanurzenie, ale są na Syberii - nie mają dostępu do wody. Jak Pan Bóg postąpi w tym przypadku czy będzie liczył na intencje czy zażąda tylko dokonania formalności.

Cała siódemka stwierdziła, że w takim przypadku liczą się intencje. Postanowiono też, że jeżeli komuś, kiedyś uda się opuścić katorgę, to ma się zgłosić do zboru ADS w Moskwie. do kaznodziei G.G. Grigorjewa i powołać się na Antoniego (znali się wcześniej osobiście).

Wszyscy z siódemki modlili się kolejno, po czym uściskali się przysięgli wierność Bogu i Ewangelii. Przez łzy cicho zanucili hymn "Uwielbiam miłość niepojętą".

Były to wzruszające chwile - opowiadał później ojciec. Był to jednak ostatni raz kiedy się widzieli, bo następnego dnia w sobotę ojciec został zabrany do innego baraku i przygotowywany do drogi powrotnej w kierunku wolności - na Łotwę.




Tam po przyjeździe do Rygi jakiś inny oficer kontrwywiadu zawezwał mnie do siebie (a byłem już na wolności) i powiedział mi, że ojciec jest też już w Rydze w więzieniu Centralnym i trzeba go odżywić bo mizernie wygląda - wrócił przecież z dalekiej Północy! Szczęśliwy - bo stamtąd mało kto powraca.

Za jakiś czas odbyła się w Rydze rewizja procesu "z urzędu". O T.T. Babience nikt już nie wspomniał. Znaleziono kogoś mało znaczącego i winę oskarżenia złożono na niego - no i proces karny się nie odbył.

W rozmowach z ojcem na temat losów ludzkich, ojciec orzekł, że warto było jechać na Syberię, chociażby dla zdobycia 6 cennych istot, za które Zbawiciel złożył największą ofiarę swego życia.

Wkrótce wyjechaliśmy z Łotwy do Polski. Dalszy los tych sześciu z katorgi nie jest nam znany. Zawitała wolność, a szczególnie ta która pozwoliła powrócić z Łotwy do Polski.

Wspominał - dr Tadeusz Niewiadomski





Po 80-ciu latach...

LIST Z DUBNA (UKRAINA)

„Drogi Bracie w Chrystusie T. Niewiadomski.
Nazywam się Raisa Kontsemal, jestem kierowniczką chóru w Dubnie, rejon Równe na Ukrainie.

Kościół ADS w małym mieście Dubno przesyła ci pozdrowienia.
Chcę ci powiedzieć, że twój ojciec Antoni Niewiadomski był jednym z pierwszych kaznodziei w naszym kościele. W r. 2005 nasz zbór obchodził 80 lecie swego istnienia.

Z zapisków archiwalnych i opowiadań moich rodziców, Antoni Niewiadomski mieszkał w Krzemieńcu (małe miasteczko w pobliżu Dubna) od 1935 do 1937 i był duchownym w społeczności Dubna.

Z tego co wiem moja matka Yefimia Cherech była ochrzczona przez twojego ojca w 1937 r. Po dzień dzisiejszy zachowaliśmy zdjęcia twojego ojca jak i innych członków naszego kościoła.

Posiadamy piękną świątynię. Wielbimy naszego Boga przez śpiewy chóralne, chóru młodzieżowego i chóru dziecięcego oraz występy orkiestry dętej.
Jesteśmy zadowoleni, że możemy ci powiedzieć o naszym kościele i twoim ojcu, który był jednym z pierwszych kaznodziei w Dubnie i w naszym okręgu.
W imieniu naszego zgromadzenia zapraszamy cię na Ukrainę, żebyś zobaczył te miejsca, gdzie twój ojciec Antoni Niewiadomski głosił kazania.

Nasz brat pastor Valentyn Schevchuk zbiera informacje o rozwoju naszego kościoła w tym rejonie i o ludziach, którzy przynieśli poselstwo zbawienia w tamtych czasach. Pragniemy utrzymać naszą znajomość z Tobą, przekaż nam trochę informacji, wspomnień, zdjęcia twojego ojca i z jego życia, jak również o twojej rodzinie. Będziemy wdzięczni za twoją odpowiedź”.


List ten był datowany 08. 02. 2008 i już nie zastał Tadeusza wśród żywych.
80 lat temu Antoni Niewiadomski zwiastował Ewangelię – a dziś w Dubnie jest duży zbór...


Opracował: Bogusław Kot, (Melbourne/Australia)

Przeczytaj poprzednią część cyklu wspomnień


© Wiadomości Polonii Adwentystycznej (Polish Adventist News)


Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2009 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.