Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Z pożółkłych kart przeszłości (cz. 7)

HISTORIA | 23/08/2007 | Jan Kot

Ostrów Mazowiecka - byłe miasto powiatowe przy trasie Warszawa - Białystok oraz okres po Drugiej Wojnie Światowej, to miejsce i czas moich wspomnień. Nie ma już z kim uzgodnić fakty i wydarzenia, daty oraz szczegóły zostały wymazane z mojej pamięci, a to co jeszcze pozostało pragnę uczynić tematem moich wspomnień.

W kontekście powojennych dziejów adwentyzmu w tym mieście, znajdzie się również cząstka historii mojej rodziny, oraz moje osobiste przeżycia i doświadczenia. Z okresu przedwojennego i okupacji nie mam żadnych informacji. Jedynie z zasłyszanych rozmów wiem, że już przed wojną adwentyzm zawitał do tego miasta.

Po wojnie była już grupka adwentystów jako jedyne światło Prawdy na rozległym terenie od Warszawy do Białegostoku. W większości mieszkańcy tych terenów byli bardzo konserwatywni, fanatyczni i nietolerancyjni. Strach przed społeczną izolacją i potępieniem, zniechęcał ludzi do osobistego poszukiwania Prawdy. Już samo posiadanie nawet katolickiego wydania Pisma Św. wzbudzało w środowisku - podejrzenie o herezję.

Byli jednak ludzie, którym nie wystarczała tradycyjna, powierzchowna pobożność oparta na tym co mówi ksiądz, żywoty świętych czy katechizm. Moja mama i jej siostra Rozalia Ruszczyk bardzo pragnęły pogłębić swoją wiarę biorąc udział w różnych zebraniach modlitewnych, kółkach różańcowych i organizacjach katolickich.

Słysząc jak ksiądz podczas nabożeństw czyta fragmenty Biblii i mówi: "oto Słowo Boże", bardzo pragnęły mieć Pismo św. w domu i czytać je bez ograniczeń. To pragnienie spełniło się kiedy od kolportera adwentysty ciocia kupiła Pismo św.

Nieco wcześniej koleżanka mamy również kupiła Pismo św., ale ksiądz chodząc po kolędzie zauważył je i uznając za fałszywe - spalił w piecu.

Wiedząc o tym, mama i ciocia w tajemnicy czytały tę księgę, ale wielu tekstów nie mogły zrozumieć. Z niespodziewaną pomocą przyszedł kolporter, który dostarczył cioci Biblię.

Miał on zwyczaj ponownie odwiedzać te osoby, które coś poprzednio kupiły lub wykazywały zainteresowanie. Odwiedził więc i ciocię, wyjaśniając niezrozumiałe teksty. Zaproponował na koniec, że może przysłać osobę, która na bieżąco będzie pomagała w zrozumieniu Pisma św.

Osobą tą była Kazimiera Żemralska znana dobrze w okolicy przynajmniej z trzech powodów: 1. miała brata księdza, 2. była osobą jak na owe czasy wykształconą (emerytowana nauczycielka szkoły ogrodniczej), 3. była dosyć bogata (2 duże domy).

Ludzie więc nie mogli zrozumieć jak to się stało, że taka wykształcona i majętna osoba mogła "sprzedać wiarę", przynosząc przy tym hańbę swojemu bratu księdzu.

Siostra ta znając dobrze Pismo św. oraz historię potrafiła również w sposób interesujący przekazać swoją wiedzę innym. Siostra Żemralska zapraszała do siebie mamę i ciocię na wspólne studiowanie Pisma św., a przy sposobności udzielała porad z zakresu rolnictwa i ogrodnictwa.

Wkrótce mama i ciocia zaczęły brać udział w nabożeństwach sobotnich, które odbywały się w domu tej siostry. Do grupki tej należeli tez braterstwo Dobrońscy z córką Hanią, znaną później jako Bem (dentystka), s. Modzelewska i s. Gawińska.

Mama i ciocia przestały chodzić do kościoła i na nabożeństwa różańcowe co spowodowało ciekawość wśród sąsiadów, podejrzenia i pytania. Była więc sposobność do świadczenia, a jednocześnie motywacja do zdobywania większej wiedzy biblijnej, aby odpowiadać na różne pytania.

Od tego czasu w mojej rodzinie nastąpiła rewolucja. Atmosfera zemsty, nienawiści, nietolerancji i pogardy zawisła nad nami. Wszyscy nagle pogniewali się na nas. Nie pozdrawiali nas i nie odpowiadali na pozdrowienia. Miauczeli za nami, odwracali się, a w nocy palili świeczki pod naszymi oknami. Nawet osoby przedtem nam bliskie i zaprzyjaźnione, zmieniły również swój stosunek do nas. Niektórzy z nich czynili to bez przekonania, a jedynie z obawy, aby nie posądzono ich, że nam sprzyjają.

Kiedy po pewnym czasie przeszła fala nienawiści właśnie ci ludzie jako pierwsi zbliżyli się do nas. Wszystko nam opowiadali co mówiono o nas i czyniono przeciwko nam. Do akcji włączył się również miejscowy proboszcz, który odwiedzał nabożeństwa różańcowe i nastawiał oraz ostrzegał ludzi przed nami.

Mama i ciocia wiedziały dlaczego przeszły te prześladowania i łatwiej je znosiły. Mnie i mojej starszej o 2 lata siostrze Zosi, mama tłumaczyła i wyjaśniała przyczyny tych upokorzeń i przykrości, co bardzo nam pomagało.

W najgorszej sytuacji był mój ojciec, który pozostał katolikiem, a mimo to i jego dosięgła ta cała fala nienawiści sąsiadów. Buntowano go i wyśmiewano, że nie potrafi zaprowadzić w domu porządku i zapanować nad kobietą.

Ojciec bardzo lubił tańczyć i razem z mamą chodzili na wszystkie zabawy w okolicy. Mieli przez to dużo znajomych i odwiedzali się wzajemnie. Teraz wszystko się skończyło.

Zaczęły się natomiast problemy i konflikty rodzinne związane z pracą w sobotę, kwestia pokarmów i ofiarności. Mimo tych przeciwności mama i ciocia przyjęły chrzest, a nam dzieciom pozostawiono wolność wyboru.

Powoli wszystko wokół nas i w rodzinie wracało do normalności. Fala bezmyślnej nienawiści powoli opadała i ludzie zaczęli zastanawiać się, obserwować nas i trzeźwo oceniać. Zauważali, że wiele zmieniło się w naszej rodzinie na lepsze.

Gospodarstwo rozwijało się, chociaż mama nie pracowała w sobotę, a dzieci były bardziej zadbane niż przedtem. Dzięki fachowym radom s. Żemralskiej mama i ciocia założyły sady owocowe i ogródki warzywne. Po pewnym czasie zaczęło to przynosić dodatkowe dochody. Wielu sąsiadów zaczęło nas naśladować, pytać i nabierać szacunku do nas.

Ojciec również widział pozytywne zmiany i stał się bardziej przychylny, pozwalając chodzić nam z mamą na nabożeństwa sobotnie. Nabożeństwa te były dla nas wielką i jedyną atrakcją. Czekaliśmy niecierpliwie na każdy sabat, kiedy mama ubierała nas odświętnie i szliśmy przez pola na skróty na nabożeństwo. Pracujący ludzie patrzyli na nas jak na dziwaków, a nam dzieciom się wydawało, że nas podziwiają z powodu naszego odświętnego ubioru.

Na nabożeństwach byliśmy jedynymi dziećmi, więc wszyscy troszczyli się o nas i umilali czas. Częstowano nas słodyczami, których w tygodniu nie mieliśmy, a s. Hania Dobrońska nasza nauczycielka religii opowiadała historie biblijne, których nigdy nie słyszeliśmy.

Być może te opowiadania rozbudziły we mnie zainteresowanie historią i geografią na całe życie. Nie mogłem się doczekać kiedy będę mógł sam poznawać Biblię i historie w niej zawarte. Moje marzenia się spełniły kiedy nauczyłem się czytać. Wypożyczałem z miejskiej biblioteki książki, aby poznawać historię państw starożytnych, o których mówi Biblia. Dzięki mapom, które tam były wiedziałem jakiego obszaru dotyczą historie biblijne.

Kiedy poszliśmy do szkoły, zaczęły się problemy z sobotą. Mama była ciągle wzywana przez moją wychowawczynię, która groźbą i prośbą starała się skłonić mamę, aby posyłała nas w sobotę do szkoły. Inni nauczyciele w różnym stopniu też byli przeciwko nam.

Jedynie kierownik szkoły, stary komunista - robił wszystko co mógł, aby nam pomóc. Przychodząc do szkoły w poniedziałek, musieliśmy mieć odrobione wszystkie lekcje zadane w sobotę. Były z tym ogromne problemy, a jednak uczyliśmy się dobrze. Wychowawczyni straszyła mamę, a sąsiedzi ojca, że nie skończymy żadnej szkoły przez sobotę i będziemy paść krowy. Czas jednak pokazał, że zdobyliśmy średnie i wyższe wykształcenie, a dzieci sąsiadów skończyły na szkole podstawowej.

Moje zainteresowania religijne sprawiły, że przez pewien czas uczęszczałem na religię w kościele katolickim. Chciałem też lepiej poznać nauki kościoła, aby mieć większą wiedzę potrzebną w rozmowach z kolegami. Często słyszałem jak ksiądz uczył niezgodnie z Biblią. Miałem wtedy ogromną chęć sprzeciwić się temu, ale byłem nieśmiały. Ksiądz wiedział, że moja mama jest adwentystką i kiedyś postawił mi podchwytliwe pytanie. Kiedy odpowiedziałem tak jak mówi Biblia, a nie jak oczekiwał ksiądz - wtedy powiedział - "siadaj, głupi jesteś". Cała klasa miała powód do śmiechu.

Przez cały czas grupka adwentystów w Ostrowii powiększała się. Nie było żadnych akcji misyjnych, ani nawet odczytów, a poselstwo rozwijało się jedynie przez osobiste kontakty i świadczenie. Nowe osoby były pozyskiwane. W pewnym okresie grupka ta stała się małym zborem i dla wzmocnienia ewangelizacji, przydzielono na stałe pracownika biblijnego br. H. Nowaka, a później G. Trzpila. Obecnie z tego co mi wiadomo, na tym terenie prowadzone są akcje misyjne z Warszawy i Białegostoku. Wierzę że z Bożą pomocą światło prawdy znów mocniej zajaśnieje nad tym miastem.

Ja osobiście Liceum ukończyłem w r. 1962, w tymże też roku wstąpiłem do Seminarium Duchownego w Podkowie Leśnej i w tym roku przyjąłem chrzest święty. Po 3 latach nauki i ukończeniu Seminarium rozpocząłem studia w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w W-wie. W roku 1970 przystąpiłem do pracy w kościele jako pracownik biblijny w Krakowie, w 1976 r. zostałem mianowany kaznodzieją próbnym.

Sześć lat pracowałem w Krakowie, a od 1976 - w Białymstoku. 26 maja 1979 r. w Warszawie na uroczystym nabożeństwie zostałem wyświęcony do urzędu kaznodziejskiego.

Wraz z rodziną emigrowaliśmy do Australii w grudniu 1981 r i od tego czasu do chwili obecnej należę do polskiego kościoła ADS w Dandenongu (Melbourne). Byłem nauczycielem Szkoły Sob., starszym zboru i korespondentem zborowym.

Moim pragnieniem na przyszłość jest wiernie i z całym poświęceniem nadal pracować dla zbawienia bliźnich.

Jan Kowalak


© Wiadomości Polonii Adwentystycznej (Polish Adventist News)

Przeczytaj poprzednią część cyklu wspomnień

Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2009 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.