Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

"SILNIEJSZA NIŻ ŚMIERĆ"

FELIETON | 30/10/2013 | jk

Trrrask!

Drzwi auta zamknęły się z okrutną nieodwracalnością. Przez szybę karawanu na krótko nadal widać było jasną sosnową trumnę, ale po chwili przedsiębiorca pogrzebowy zapalił silnik i samochód odjechał. Odeszło! Moje dziecko odeszło!

Okulary zaszły parą od gorących łez. Bolało strasznie, jakby mnie ktoś rozpłatał na pół. Chociaż od miesięcy przygotowywałam się na tę chwilę; chociaż na pytanie przedsiębiorcy pogrzebowego: „Czy można już zamknąć trumnę?” skinęłam potakująco; chociaż w myślach już dawno pogodziłam się z modlitwą Sonji: „Boże, daj mi umrzeć, nie umiem już dłużej walczyć”; chociaż ulżyło mi, że Sonja nie musi już dłużej cierpieć ani bać się wyników kolejnych testów – to jednak moje serce krzyczało: „Nie! To niesprawiedliwe! Jest taka młodziutka! Chciałabym umrzeć zamiast niej!”.

Ból nie do zniesienia

Pewnie każdy rodzic chciałby umrzeć zamiast swojego dziecka. Gdy król Dawid dowiedział się, że jego buntowniczy syn morderca nie żyje, opłakiwał go całymi godzinami: „Król był zdruzgotany. Poszedł do górnej sali w budynku bramy i zaczął płakać. A idąc, tak zawodził: Mój synu, Absalomie! Mój synu, Absalomie! Obym to ja umarł zamiast ciebie, Absalomie, mój synu, mój synu!”. (2 Sm 19,1)*.

Nasza zastępcza śmierć nie rozwiąże jednak problemu. Tylko Syn Boży, Stwórca, miał moc pokonać śmierć, samemu umierając. Tę zagadkę zrozumiemy zapewne dopiero w wieczności. Nie potrafimy sobie ani trochę wyobrazić, jak musiał się czuć Bóg Ojciec, gdy Jezus zapłakał: „Mój Ojcze! Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich!” (Mt 27,46). Co w takiej chwili czuło przepełnione miłością serce Boga?

Jezus postanowił umrzeć okrutną śmiercią krzyżową, mimo że bał się całkowitego odłączenia od Ojca choćby na krótką chwilę. Wziął na siebie ból rozłąki, żeby nas od tegoż uratować. Trójjedyny Bóg cierpiał i nadal cierpi od tysięcy lat, gdyż jego miłość odrzucono i zdeptano. Oto prawdziwa druga śmierć: całkowite oddalenie od Bożej miłości i co za tym idzie absolutne unicestwienie, koniec, the end, fin, das Ende. Koniec szans, koniec miłosierdzia, bo miłowany przez Boga człowiek odrzucił jego miłość i ostatecznie za nic nie chciał jej przyjąć.

Pierwsza i druga śmierć

To, co zwiemy śmiercią, jest w istocie młodszą siostrą innej, ostatecznej grozy. Śmierć jest jednak tak obrzydliwa i przerażająca jak jej starsza siostra, bo uprowadza naszych bliskich do krainy, z której nie sposób powrócić, przynajmniej nie za naszego ziemskiego życia. A jednak doświadczenie śmierci na planecie Ziemia przemieszane jest z łaską. Kto spoglądał w wykrzywioną od bólu twarz ukochanej osoby, słyszał zbolałe jęki, widział rozszerzone ze strachu źrenice konającego, ten wie, że śmierć może być miłosierdziem w przebraniu. Na udręczonym od bólu obliczu wykwita pokój, spierzchnięte wargi milkną, oczy uspokajają się, nieruchomieją. Ci, którzy otrzymują przywilej uczestniczenia w ostatnich chwilach bliskiej osoby; którzy mogą świadomie się z nią pożegnać, wołając: „Możesz się puścić, nie upadniesz! Jesteś w Jego rękach! Nie bój się, Bóg trzyma twoje życie w swej dłoni!” – ci otrzymują nadzieję, która przeprowadza ich przez tunel smutku ku miejscu nadziei i pewności.

Rozłąka

Gdy myliśmy Sonję i zakładaliśmy jej ulubioną bluzkę i dżinsy, gdy czesaliśmy ją i po raz ostatni zaspokajaliśmy jej potrzeby, odczuliśmy na nowo pewność. Mimo bólu i smutku przyszedł pokój.

Leżała tam niczym Królewna Śnieżka, jakby dopiero co ułożyła się do drzemki. Zrozumieliśmy, że śmierć nie może powstrzymać naszej miłości. Miłość zabijają inne, subtelniejsze czynniki, jak: obojętność, brak poszanowania, krzywda, niewierność, brak czasu, nawet zapominanie o codziennym: „Tak, chcę cię kochać. Jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. Jesteś wspaniałą Bożą myślą i chciałbym cię stale na nowo odkrywać. Jesteś mi tak drogi. Wspaniale, że tu jesteś!”.

Chociaż wiem, że Sonji już tu nie ma, miłość dowodzi, że się mylę. Bóg w przepastnym magazynie danych, zwanym w Piśmie Świętym „księgą życia (…) Baranka” (Ap 13,8), zachował ją w całości: jej zaraźliwy śmiech, jej błyszczące oczy, które nawet na krótko przed śmiercią wciąż lśniły, jej delikatne dłonie, które pląsały po klawiszach fortepianu, jej niekiedy zwariowane poczucie humoru („Ile już osób pochowano w rodzinnym grobie? Dziesięć? Super! Ale ferajna. Przy zmartwychwstaniu będzie niezła przepychanka!”).

Nie, wcale nie „straciliśmy” naszej córki. Zapis jej życia znajduje się teraz w najbezpieczniejszym miejscu w kosmosie: sercu Boga. A Boża miłość jest silniejsza niż śmierć. Pewnego dnia nasz tata wróci do żywych, znów będzie razem z nami, przemieniony, przygotowany do nowego świata, wolnego od bólu, strachu i rozłąki.

Ta myśl pociesza mnie nawet w najczarniejsze dni.


© Sylvia Renz/Adventist World Magazine
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

Sylvia Renz pracuje dla niemieckiego Głosu Proroctwa w Alsbach-Hähnlein. Jest uznaną pisarką, która ogłosiła drukiem wiele książek dla dzieci i dorosłych. Razem z mężem Wernerem i dwojgiem dzieci Jane i Manuelem 16 sierpnia 2010 r. stracili córkę i siostrę Sonję.

* Wszystkie biblijne cytaty pochodzą z Biblii paulińskiej (Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. Święty Paweł, Częstochowa 2011).




MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.