Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

"SZALEŃSTWO PRZEMOCY"

FELIETON | 22/08/2013 | jk

Scena iście dantejska. Eksplozje, dym, wrzaski, ciała porozrzucane jak popsute zabawki. Ratownicy zwijający się jak w ukropie, koguty karetek i wozów strażackich rozpalające świat czerwonymi łunami. Wycie syren i ludzi. Zbryzgane posoką mury i ulice. Martwe albo pokaleczone ciała na noszach.

Bomby, które wybuchły pod koniec tegorocznego Maratonu Bostońskiego, spełniły swój cel: zjeżyły nam włos na głowie. Ale mimo szoku nie całkiem nas zaskoczyły. Już nieraz widywaliśmy podobne sceny: Bejrut, Teheran, Madryt, Nowy Jork, Londyn, Bombaj, Oklahoma City. Akty nienawiści wymierzone we wszystkich, a przy tym w nikogo konkretnie. Dokonane przez rozgniewanych ludzi, uważających, że dostrzegane zło mogą naprawić, zadając innym ból. Modliliśmy się: „Nigdy więcej”, lecz znając świat, w którym żyjemy, w głębi serca spodziewaliśmy się wersji spod znaku „ciąg dalszy nastąpi”.

Świat pełen przemocy

Niektórzy mówią, że nigdy wcześniej nie było tyle przemocy co dziś. Jednak przemoc nie jest niczym nowym. Już pierwsza ziemska rodzina – w której ojciec i matka wyszli z rąk samego Boga – wydała na świat pierwszego w dziejach mordercę (Rdz 4,8). Bratobójczy mord Kaina na Ablu pokazał nie tylko, że ludzie mogą umrzeć, ale też coś bardziej złowieszczego: grzech tak zepsuł stworzenia uczynione na Boży obraz, że uzdolnił nas do odebrania życia drugiemu człowiekowi.

Na dodatek w początkach dziejów ludzkości przemoc tak się wzmogła, że w końcu Bóg musiał położyć kres ówczesnemu światu. W 6 rozdziale Księgi Rodzaju dwukrotnie pojawia się powód zniszczenia świata wodami potopu: „Ziemia (…) napełniła się gwałtem” (Rdz 6,11; zob. też w. 13) .

I tak to szło. Na kartach Biblii, obejmującej kilka tysięcy lat dziejów ludzkości, niebiańskie prawdy przeplatają się z brutalnymi historiami. Widok tak wyraźnej w dzisiejszym świecie przemocy nie musi nas zaskakiwać, bo Jezus zapowiedział, że świat w czasach ostatecznych będzie bardzo przypominać ten tuż sprzed potopu (Mt 24,38–39).

Słysząc w dzisiejszych czasach o aktach przemocy, mimowiednie myślimy o islamskich ekstremistach. Ale to tylko złudzenie spowodowane krótkowzrocznym postrzeganiem historii. Dość spojrzeć kilkadziesiąt lat wstecz, a okaże się, że stosowanie przemocy nie ogranicza się do jednej religii ani kultury. Chrześcijanie i Żydzi też dopuszczali się przemocy. Podobnie Amerykanie, Europejczycy, Afrykanie, Azjaci. Nikt nie jest bez winy. Uciekamy się do przemocy z zamiarem przestępczym albo przypadkowo. Kiedy indziej znów za pełnym przyzwoleniem prezydentów, królów, premierów i ustawodawców. Czasem stosujemy ją pod wpływem nagłego impulsu, a niekiedy jej użycie poprzedzają długie, świadome przygotowania czynione przez naukowców, inżynierów i przywódców wojskowych (jak choćby w Programie Manhattan, który doprowadził do konstrukcji i produkcji broni atomowej).

Przyroda potrafi dopuszczać się potworności. Trzęsienia ziemi, trąby powietrzne, powodzie i huragany zbierają żniwo śmierci. Zwierzęta atakują i zabijają. Przemoc jednak, której dopuszczają się ludzie, ma odmienny charakter. Robimy to umyślnie. Mięsożerne zwierzęta zabijają, żeby jeść. Katastrofy naturalne są jedynie zakłóceniami w działaniu ziemskich żywiołów. Jednakże do przemocy stosowanej przez ludzi, cechującej się „premedytacją”, prowadzą względy osobiste, jak: nienawiść, zawiść, żądza czy chciwość.

Krótko mówiąc, wiemy, co robimy, ale i tak to robimy. A najbardziej zaskakujące jest to, że niekiedy się usprawiedliwiamy.

Oto szaleństwo przemocy.

Serce każdego człowieka

Dowiadując się coraz więcej o młodych zamachowcach, którzy urządzili jatkę podczas Maratonu Bostońskiego, zastanawiałam się, co może skłonić człowieka do popełnienia czegoś takiego. Coś sprawiło, że ci młodzi ludzie zabrnęli tak daleko na złej drodze.

Zaczyna się od egoizmu zaszczepianego w sercu każdego człowieka przez grzech. Zasadnicze kłamstwo Szatana – wypowiedziane najpierw do Ewy, pożądającej tego, co zakazane (zob. Rdz 3,6) – brzmiało: „Najważniejsze, żebym to ja był zadowolony”. Stawia nas ono w roli rywali, ponieważ chcąc czegoś, możesz odebrać to mnie. Wszyscy widzieliśmy to u małych dzieci, które zabierają kolegom zabawki. U dorosłych może wyglądać to subtelniej, np. w postaci współzawodnictwa o urodę, miłość, pozycję, bogactwo. Bodziec jednak pozostaje ten sam: moja potrzeba jest ważniejsza od twojej.

Kilkaset lat po nastaniu grzechu Bóg widział, że „wszystkie ich [ludzi] pragnienia wciąż były tylko złe” (Rdz 6,5). Zło narastało tak gwałtownie dlatego, że Szatan rozmnożył egoizm, deprawując ludzki umysł i charakter. Wszyscy mamy jakieś wrodzone wady charakteru, a im jest ich więcej, tym łatwiej nas kusić.

Znając słabości ludzkiej duszy, normalne społeczeństwa ustanawiają prawa hamujące szkodliwe zachowania. Mimo to nowotwór egoizmu potrafi uderzyć w samo serce najlepszych cywilizacji, demoralizując jednostki społeczne tak dokumentnie, że od rodziny po najwyższe czynniki rządowe nienawiść i przemoc przemieszane są z prawdą i dobrem. Zepsucie człowieka doprowadziło nasze społeczeństwa do degrengolady.

Nie tylko więc mamy osłabione umysły i charaktery, lecz także wychowujemy się z uprzedzeniami i skrzywionymi poglądami. Niektóre kultury już od kołyski karmią dzieci nienawiścią do „wroga”. W ten sposób nienawiść gwarantuje przemocy ciągłość z pokolenia w pokolenie. Niektóre ustroje polityczne nauczają, że bogactwo godzi się zdobywać wszelkimi sposobami, a nasza jedyna odpowiedzialność sprowadza się do troski wyłącznie o siebie. Wynikające z takich postaw krzywdy i niesprawiedliwości sprawiają, że uciskani kipią wrogością. Rządy sankcjonują bomby i drony, które zabijają bezlitośnie, oraz wmawiają, że to potrzebne, a nawet słuszne i patriotyczne, tymczasem sieją nie tylko śmierć, ale też nieugaszoną nienawiść.

Szatan jest specjalistą w zakresie zarówno ludzkiej psychiki, jak religii. Jak pokazuje historia czterdziestu dni Jezusa na pustyni (Mt 4,1–11), dobrze zna Biblię i też w nią wierzy (Jak 2,19). Jego najbardziej paradoksalne dokonanie to wykorzystywanie wiary religijnej do takiego wypaczania naszych myśli, aby kierowały się ku przemocy.

Katolicy, protestanci, Żydzi, hinduiści, muzułmanie – wszyscy zabijają, i to rzekomo w obronie swojej wiary. Nasi amerykańscy przodkowie mordowali Indian, którzy stanęli na drodze ich chciwemu apetytowi na ziemię. Udawali, że zapomnieli o nauce Jezusa: „A Ja wam mówię: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za waszych prześladowców” (Mt 5,44). I o osobistym przykładzie Jezusa, gdy oddał się w ręce swoich oskarżycieli „jak owca, która milczy, gdy ją strzygą” (Iz 53,7). Teolodzy wypaczyli słowa Jezusa: „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Mt 10,34), usprawiedliwiając swe morderstwa i z Księcia Pokoju czyniąc ludobójcę.

Skoro zdajemy sobie sprawę z władzy Szatana nad religią, to czy powinno nas dziwić nauczanie niektórych wierzących, że sianie zniszczenia to duchowy obowiązek? Wierzących, którzy zagrzewają do niesprawiedliwych wojen tylko dlatego, że prowadzone są przez „naszych”?

Rozwiązanie

Nie możemy odnieść się do szaleństwa przemocy w świecie, póki sobie nie uzmysłowimy, że jej ziarna tkwią w każdym z nas. Choć bardzo niewielu ludzi robi bomby albo uprowadza samoloty, to jednak nienawiść, forpoczta przemocy, znajduje się w nas wszystkich. Odczuwamy ją, gdy zajeżdża nam chamsko drogę kierowca, gdy ktoś okazuje okrucieństwo osobie, którą kochamy, gdy kantuje nas pozbawiony skrupułów handlowiec. Możemy się próbować dystansować od tej mrocznej sfery ludzkiej psychiki, ale „podstępne jest serce, bardziej niż wszystko inne, i zepsute, któż może je poznać?” (Jr 17,9 Biblia warszawska).

Odpowiedź na pytanie: „Jak ktoś mógł się czegoś takiego dopuścić?” jest zatem bardzo prosta: Ktoś popełnił to dlatego, że bardzo przypomina nas samych, tylko po prostu zaszedł dalej na ścieżce nienawiści. Bóg pragnie nie tylko, abyśmy stawiali opór nienawiści w nas samych, w naszych rodzinach, w naszym środowisku, lecz także aktywnie działali na rzecz pokoju. A na przemoc przenikającą nasz świat jest tylko jeden sposób: każdy z nas musi pozwolić Księciu Pokoju przemienić nasze umysły i serca, a wtedy miłość, której uczył, wyjdzie poza suche słowa na papierze, stając się naczelną pobudką kierującą naszymi umysłami i sercami. Przemiany tej potrzeba nie tylko sprawcom zamachu w Bostonie, lecz także nam wszystkim.

Jak zatem żyć w społeczeństwie, gdzie szaleństwo przemocy może wybuchnąć w każdym miejscu i o każdej porze?

Wiara w Boga pomaga nam żyć z odwagą. Musimy być ostrożni, ale nieulękli. „Bóg jest dla nas schronieniem i mocą, niezawodnym wsparciem w udrękach. Dlatego nie będziemy się bać” (Ps 46,1–2). Chrześcijanie bowiem nawet w obliczu prawdziwego zagrożenia wiedzą, że to nie śmierci winniśmy się obawiać najbardziej. Jezus rzekł: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28). Jeśli oddaliście życie Jezusowi, to choćbyście padli ofiarą przemocy, ujrzycie go podczas zmartwychwstania, ponieważ Bóg jest silniejszy od zła i przejdzie z wami nawet przez krainę śmierci! Najlepiej ujął to wielki protestancki reformator Marcin Luter, który sam nieraz doświadczył przemocy:

Choć diabłów pełen byłby świat,
Co połknąć by nas chcieli,
My nie boimy się ich zdrad,
Będziemy tryumf mieli.



© Loren Seibold/Signs of the Times 07/2013
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

* Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie biblijne cytaty pochodzą z Biblii paulińskiej (Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. Święty Paweł, Częstochowa 2011).




MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.