Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

"CZY ŚWIAT SKOŃCZY SIĘ 21 GRUDNIA?"

FELIETON | 09/12/2012 | jk

4 ahau 3 kankin nieubłaganie nadchodzi, i to dużymi krokami.

Już prawie słychać dźwięk trących o siebie kamiennych kręgów majskich kalendarzy: Długiej Rachuby, tzolkin i haab. Nocą nieomal widać rozwierającą się w Drodze Mlecznej atramentową szczelinę, zwaną Xibalba Be (Czarną Drogą).

W dniu 4 ahau 3 kankin, który przypada na 21 grudnia 2012 roku, dobiegnie końca kalendarz Długiej Rachuby, obejmujący okres ponad 5000 lat. Według Majów, rankiem tego dnia po raz pierwszy od 26.000 lat słońce wzejdzie dokładnie tam, gdzie Xibalba Be przecina płaszczyznę orbity ziemskiej, tworząc krzyż, uważany przez nich za ucieleśnienie świętego drzewa życia.

Dla nas to coś osobliwego, ale Majowie postrzegali czas jako zmieniającą się stale rzekę, toczącą nie wodę, lecz energię, to cofającą się, to prącą naprzód, pełną krzyżujących się prądów i wirów i emanującą czymś na kształt muzyki. Według majańskich wierzeń daty stanowiły zarówno punkt w czasie, jak też energetyczny podpis wszechświata w dowolnym punkcie w czasie. Pojmując czas jako rzekę energii, Majowie przypisywali swoim kalendarzom właściwości prorocze, gdyż określały one bieg czasu i energetyczny stan wszechświata w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Majska matematyka

Przepowiednie Majów trudno zignorować zapewne z powodu złożoności majskiej matematyki. Mistrzowskie opanowanie tej gałęzi wiedzy – jako jedni z pierwszych wymyślili liczbę zero – a także baczna obserwacja ciał niebieskich umożliwiły im stworzenie kalendarzy (łącznie siedemnastu) w oparciu o ruchy Słońca, Księżyca, kilku planet, a nawet precesję, czyli drobne zmiany kierunku osi obrotu Ziemi (pełny okres precesji naszej planety trwa 25.800 lat!).

Kalendarzem, który budzi takie zainteresowanie, jest tzw. Długa Rachuba, obejmująca okres ponad 5000 lat. Składa się ona z trzynastu baktunów, cykli trwających po 144.000 dni. Każdy taki cykl względem poprzedniego cechuje wyższy poziom energetyczny. Można to przyrównać do wygrywania nut na fortepianie: jeśli będziemy iść w górę skali od dźwięku C, co ósmy biały klawisz też będzie dźwiękiem C, tyle że zawsze o oktawę wyższym, wibrującym dokładnie dwa razy szybciej niż poprzednie C. W kalendarzu Długiej Rachuby każdy baktun to właśnie taka nowa oktawa, stojąca energetycznie szczebel wyżej.

Baktuny Długiej Rachuby rozpoczęły się w 3114 r. p.n.e., a zatem energia kumuluje się już od długiego czasu. Skoro przy każdym nowym baktunie poziom energii się podwaja, pod koniec ostatniego, trzynastego baktuna energetyczny stan wszechświata wzrośnie o dwa do potęgi trzynastej, czyli będzie 8192 razy większy niż w punkcie wyjścia!

Według Majów, pod koniec trzynastego baktuna obecny cykl historii świata dobiegnie końca i w dzień przesilenia zimowego – 4 ahau 3 kankin, co odpowiada naszemu 21 grudnia 2012 roku – nastąpi uwolnienie nagromadzonej energii.

Sam zakres majańskiego kalendarza Długiej Rachuby w połączeniu z wieloma tajemnicami otaczającymi historię i kulturę Majów oraz naszą otwartością na wszelkiego rodzaju duchowość – wywołał wiele spekulacji na temat tego, co dokładnie stanie się w tym dniu.

Dzisiejsi Majowie

Być może myślicie, że Majowie dawno temu wyginęli. Bynajmniej, ich kultura przetrwała w zakątkach Ameryki Centralnej. Ładnych parę lat temu przekonałem się o tym w gwatemalskim mieście Chichicastenango, gdzie naprzeciwko kościoła Santo Tomás majscy kapłani z plemienia Kicze wciąż palą kadzidło i świece, a niekiedy składają w ofierze kurę. Ba, do samego kościoła prowadzi osiemnaście schodków, po jednym na każdy miesiąc majskiego kalendarza tzolkin.

Na tamtejszym bazarze zacząłem się targować z przekupką o piękne wełniane ponczo dla mojej żony. Negocjacje były o tyle trudne, że kobieta posługiwała się językiem kicze i znała hiszpański słabiej niż ja. Majowie żyją nadal i są świadomi wielkiego zainteresowania, jakie ich kalendarze wzbudziły na całym świecie. Carlos Barrios z klanu Orła, należący do majskiej starszyzny celebrant i duchowy przewodnik, mówi: „W imieniu Majów o naszych proroctwach piszą inni, twierdząc, że w grudniu świat się skończy. Naszą starszyznę to gniewa. Świat się nie skończy, tylko przejdzie zmianę”.

Choć zmiana nie oznacza końca świata, pachnie apokaliptycznie. „Nie jesteśmy już w Świecie Czwartego Słońca – dodaje Barrios. – To okres przejściowy, czas przemiany. Gdy przemiana nastąpi, dojdzie do olbrzymiego nasilenia w skali świata zniszczeń środowiska, społecznego chaosu, wojen i postępujących zmian na ziemi”.

Dzień Pana

Każda osoba znająca biblijne opisy dnia ostatecznego, straszliwego „dnia Pana” (Jr 46,10 Biblia Wujka; 2 P 3,10), dostrzeże podobieństwa. Co się tyczy globalnych zniszczeń środowiska, 16 rozdział Księgi Apokalipsy opisuje siedem plag, które doprowadzą do powszechnego zniszczenia: morza i oceany, rzeki i źródła wód przemienią się w krew, słońce będzie niemiłosiernie palić, pojawią się katastrofalne w skutkach 40-kilogramowe kule gradowe. Dojdzie do społecznego zamętu i wojen. Sam Jezus mówił o nadchodzących „wojnach i wieściach o wojnach”, o tym, że „powstanie naród przeciwko narodowi”, o „morach i głodach” (Mt 24,6–7 Biblia Wujka).

Starotestamentowy prorok Sofoniasz opisuje dzień ostateczny jako „dzień gniewu, dzień trwogi i udręki, dzień spustoszenia i zagłady, dzień ciemności i mroku, dzień burzy i nawałnicy, dzień trąby i okrzyków wojennych” (So 1,15 Biblia paulińska).

Również w Biblii czytamy, że kiedy nasz świat się skończy, nie zniknie, lecz przejdzie zmianę: „Ja zaś stworzę wam nowe niebo i ziemię; i nie będzie się już wspominać tego, co minęło, ani przywodzić tego na pamięć. Wilk i baranek paść się będą razem, a lew będzie jadł słomę jak zwyczajny bawół; wąż będzie się żywił marnym prochem ziemi. Nikt nie będzie już źle czynił ani grabił na całej mej Górze Świętej – Pan tak mówi” (Iz 65,17.25 Biblia warszawsko-praska). Wyraźnie opisany jest tu świat diametralnie różny od tego, który dziś zamieszkujemy. Świat – cytując Carlosa Barriosa, członka majskiej starszyzny – przemieniony.

Ale w przeciwieństwie do majowskich przepowiedni, Pismo Święte nie mówi, jakoby nowy świat miał podlegać serii kolejnych cykli, lecz oświadcza, że w nowym niebie i na nowej ziemi „On zamieszka z nimi i będą Jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. On otrze z ich oczu każdą łzę” (Ap 21,3–4 Biblia paulińska).

Jeżeli chodzi o czasy końca, oba proroctwa różnią się w zasadniczy sposób. Majski kalendarz, choć obliczony ręcznie kilka tysięcy lat temu, jest precyzyjniejszy od kalendarza gregoriańskiego, którego dziś używamy, i przewiduje dokładny dzień początku nowego cyklu.

Biblia jednak mówi zupełnie co innego. Chociaż możemy wiedzieć, że przyjście Chrystusa jest tuż-tuż, nie jest i nie będzie nam dane znać jego dnia ani godziny (zob.Mt 24,36). A nawet gdybyśmy je znali, nie powinny mieć dla nas większego znaczenia.

Lekcja na dziś

Charles Fitch był pewien, że świat skończy się wraz z powrotem Jezus około 1843–1844 roku. Swoje przekonanie opierał na naukach Williama Millera, rolnika spod Nowego Jorku, weterana wojny brytyjsko-amerykańskiej (1812), który w roku 1831 zaczął głosić, że Chrystus wróci najpóźniej w marcu 1844 roku. Miller wysnuł ten wniosek ze starotestamentowego proroctwa zawartego w Księdze Daniela.

Fitch zetknął się z naukami Millera w 1838 roku i natychmiast je przyjął, ale sprzeciw ze strony współpracowników skłonił go do milczenia. W 1840 roku jednak, gdy Miller z nieznanego nowojorskiego kaznodziei przeobraził się w przywódcę wielkiego ogólnokrajowego ruchu, Fitch przerwał milczenie i stał się jednym z jego pomocników. Pewnego razu, poważnie ryzykując utratę reputacji, Fitch wygłosił płomienne kazanie, które skłoniło sympatyków Millera do opuszczenia niechętnych im kościołów. Posunął się wręcz do uznania takowych za część zepsutego Babilonu opisanego w 18 rozdziale Apokalipsy.

Kiedy Chrystus nie powrócił między marcem 1843 a marcem 1844 roku, części zwolenników Millera opadły skrzydła. Ale nie Fitchowi. W sierpniu tego samego roku nowa interpretacja biblijnych proroctw wskazała na 22 października jako dokładną datę powtórnego przyjścia Chrystusa, toteż Fitch nadal kazał, zachęcając ludzi do gotowości i chrzczenia nowych wiernych. Niestety, ostatnie chrzty dosłownie go wykończyły. We wczesnym październiku dokonawszy chrztu w lodowatych wodach, Fitch dostał zapalenia płuc i zmarł osiem dni przed oczekiwanym końcem świata.

Dla Charlesa Fitcha koniec nadszedł szybciej, niż się spodziewał.

Przestroga

Niech będzie to dla nas ostrzeżenie. Jezus oświadczył, że nikt nie zna dnia ani godziny jego powrotu ani jeszcze ważniejszej dla nas daty naszego własnego „końca świata”. Tak łatwo nam skupić się na globalnym końcu świata, że tracimy z oczu, gdzie dziś znajdujemy się my sami.

A oto kolejny, nie mniej poważny błąd: Majowie nie przewidzieli końca własnej cywilizacji, który nastąpił, nim Kolumb zawitał do Nowego Świata. A skoro nie zwąchali pisma nosem ponad pięćset lat przed końcem kalendarza Długiej Rachuby, to czemu sądzimy, że nasze własne przepowiednie będą dokładniejsze?

Na przestrzeni wieków pojawiały się liczne przepowiednie końca. W ostatnich latach konkretne zapowiedzi przedstawili między innymi Hal Lindsey i Harold Camping. U schyłku XX wieku masę ludzi próbowano przekonać o katastrofach mających rzekomo nastąpić 1 stycznia 2000 roku. Żadna z przepowiedni się nie spełniła. Camping wyznaczył datę powrotu Chrystusa (czy też sekretnego pochwycenia) na 6.9.1994 roku, potem na 21.5.2011 roku i wreszcie na 21.11.2011 roku. I to się nie spełniło.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa, 22 grudnia 2012 roku słońce wzejdzie nad światem takim samym jak dzień wcześniej. Kryje się za tym niebezpieczeństwo, że z powodu „zmęczenia apokalipsą” (wszystkie te fałszywe przepowiednie zaczynają ludzi nużyć) odrzucimy w ogóle samą ideę końca świata.

Pismo Święte i to przewidziało. Apostoł Piotr ostrzegał, że w czasach końca „pojawią się szydercy, którzy będą (...) pytać: «Co się stało z obietnicą Jego przyjścia? (...) od początku świata nie zmieniło się nic»” (2 P 3,3–6 Biblia paulińska). Zastanawiamy się, czemu to wszystko tyle trwa. Nie potrafiąc dostrzec końca, tracimy nadzieję i wątpimy, że koniec w ogóle kiedyś nastąpi.

To jednak błąd, „jeszcze bowiem bardzo krótka chwila, a przyjdzie Ten, który ma nadejść, i nie będzie zwlekać” (Hbr 10,37 Biblia paulińska). Świadomość dokładnej daty końca jest znacznie mniej ważna niż świadomość tego, że Bóg jest wierny i spełni, co obiecał.

Czy zatem 21 grudnia nastąpi koniec świata? Nie. Czy wydarzy się coś niezwykłego? Pożyjemy, zobaczymy!


© Ed Dickerson/Signs of the Times 12/2012
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl


- Czytaj także: Proroctwo Majów o końcu świata




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.