Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Rzecznik Pana Boga

FELIETON | 07/11/2011 | jk

W szkole średniej mnóstwo czasu poświęciłem nauce gry na gitarze. Chodziłem na lekcje muzyki, przesiadywałem w sklepach muzycznych i bez końca piłowałem skale – nawet w trakcie oglądania telewizji!

A ponieważ do szkoły nie bardzo się przykładałem, przez jakiś czas było nawet tak, że grę na instrumencie trenowałem od czterech do sześciu godzin dziennie. Chciałbym móc z ręką na sercu wam i wszystkim początkującym gitarzystom powiedzieć, że takie ćwiczenia to sama przyjemność, ale prawda jest taka, że trącą one monotonią. Opuszki mi krwawiły, palce miałem obolałe, a moje życie towarzyskie kwitło bujnie niczym roślinność na Saharze.

W końcu jednak cały ten mozół pozwolił mi osiągnąć wcale niezły poziom. Potrafiłem wymiatać molowe skale pentatoniczne i harmoniczne i jednocześnie z kimś rozmawiać. Radziłem sobie już nie tylko z ósemkami, ale i z szesnastkami, a nieraz wychodziły mi nawet trzydziestki dwójki. Łapałem akordy, nie spoglądając wcale na gryf. Na dodatek zacząłem muzykę czuć, nie tylko sucho ją grać.

Odstąpiwszy od książkowych wzorów skal i akordów, zacząłem tworzyć własne kombinacje. Wkroczyłem w sferę muzyki zwaną improwizacją. Teraz mogłem po prostu grać wymyślane przez siebie rytmy i solówki bez konieczności skupiania się na tym, co robię, i bez patrzenia w nuty. Poczułem wiatr w żaglach. Mogłem wziąć udział w dowolnym jam session.

Muzyka jako doświadczenie

Nie jestem bynajmniej profesjonalnym muzykiem, niektórzy moi znajomi grają na instrumentach tak biegle, że nigdy im nie dorównam. Wielu z nich skomponowało własne utwory i sprzedało je ludziom takim jak ja. Ponieważ włożyli ogrom czasu w naukę, mocno zagłębili się w sztukę muzyczną. Według mnie najwyższy stopień talentu muzycznego polega na doświadczaniu muzyki jako sztuki, na odczuwaniu jej, na odbieraniu jej sercem, na, jak wspomniałem, zagłębieniu się w nią.

W języku japońskim występuje określające stan umysłu pojęcie gen no sen i muszin, które można by przełożyć jako „myślenie bez myśli”. Otóż zamiast skupiać się na akordzie, skali albo tabulaturze, na której tak gęsto od skali i akordów, że można dostać oczopląsu, muzyk „myślący bez myśli” potrafi wszystko to ogarnąć w jednej chwili. Nie chodzi o żadną sztuczkę ani metodę, której można się wyuczyć, lecz o kunszt przychodzący wraz z wieloletnim doświadczeniem.

Taką wprawę osiągają nie tylko muzycy. Również koszykarze, golfiści czy piłkarze potrafią grać i równocześnie prowadzić rozmowę. Podobnie jest z malarzami o wieloletnim stażu. Byłem zdumiony zdolnościami Boba Rossa, który miał kiedyś w telewizji własny program pt. Radość malowania. Konwersując sobie przed kamerą, machnął piękny krajobraz. Ot tak, bez żadnego wysiłku. Gdy ja spróbowałem dokonać tego samego, to chociaż nawet z nikim nie rozmawiałem, moje obrazy przypominały plątaninę kresek i kolorowych plam. To już lepiej maluje moja czteroletnia córka!

Kiedy zastanawiam się nad taką biegłością, od razu przychodzą mi do głowy biblijne postacie, które mocno doświadczywszy Boga, miały głębokie zrozumienie pewnych rzeczy, pomagające innym przybliżyć się do Stwórcy. Tyle że w ich przypadku nie następowało to wskutek praktyki ani monotonnych ćwiczeń: był to dar od Boga (2 P 1,21) zwany „darem proroctwa”.

Doświadczenie z Bogiem

Na kartach całego Starego Testamentu spotykamy ludzi, którym Bóg dał takie właśnie wyjątkowe doświadczenie, a następnie posłał ich do świata ze szczególnym orędziem. Jeremiasz, syn kapłana, uważał się za stanowczo zbyt młodego, by przemawiać w imieniu Boga. Ten jednak powołał go i polecił przekazywać niewygodne posłanie, co też Jeremiasz czynił wiernie do końca swoich dni.

Innym przykładem jest Izajasz, któremu Bóg ukazał w wizji sąd i niebo. Po tym widzeniu Izajasz zakrzyknął, nazywając siebie „człowiekiem o nieczystych wargach”, niegodnym mówić o takich rzeczach (Iz 6,5). Anioł jednak, dotknąwszy jego ust rozżarzonym węgielkiem z niebiańskiego ołtarza, oczyścił Izajasza w ten sposób od wszelkiej nieczystości, czyniąc zeń w ten sposób odpowiednie narzędzie w ręku Boga (ww. 6-7).

W Nowym Testamencie apostoł Paweł skreślił do zboru w Koryncie list na temat duchowych darów, m.in. daru proroctwa. Kiedy czytamy wszystko, co napisał na ten temat, okazuje się, że prorocy są kimś w rodzaju Bożych rzeczników, posłańców. Podobnie jak artyści dobrze znają daną dziedzinę sztuki, tak też prorocy dobrze znają Boga i dostrzegają niewidoczną dla innych duchową rzeczywistość. Bóg poleca im przekazywać jego wolę tym, którzy mają trudności z jej odczytywaniem. Warto zauważyć, że choć niekiedy prorocy mogą przewidywać przyszłe wydarzenia, a ich pracy mogą towarzyszyć nadprzyrodzone znaki, to znakomita większość ich działalności polega po prostu na pouczaniu ludzi i wskazywaniu im, jak pełnić w życiu Bożą wolę. Prorocy to nie cyrkowi kuglarze. Ich rola to mówić wprost niepopularną często prawdę ludziom, którym niełatwo ją ogarnąć.

W proroczej Księdze Apokalipsy anioł oznajmił apostołowi Janowi: „Jam współsługa twój i braci twoich, którzy mają świadectwo Jezusa, Bogu oddaj pokłon! A świadectwem Jezusa jest duch proroctwa” (Ap 19,10; kursywa dodana)*. Znaczna część Apokalipsy przedstawia końcowy okres dziejów ziemi, co sugeruje, że wspomniany „duch proroctwa” jest darem, który będzie się objawiał pośród wierzących aż do końca świata. Zauważmy ponadto, że dar ten jest dany przede wszystkim po to, aby być świadectwem Jezusa lub, jak mówią niektóre przekłady, świadectwem o Jezusie, czyli aby wskazywać wierzącym właśnie na niego.

Współczesny przykład

Członkowie mojego Kościoła żywią mocne przekonanie, że duchowy dar proroctwa objawił się w życiu kobiety nazwiskiem Ellen White. Skończyła ona trzy klasy szkoły podstawowej i w młodzieńczych latach dużo chorowała. Mimo to spod jej pióra wyszło wiele książek, które garstce wierzących pomogły rozrosnąć się do rozmiarów ogólnoświatowego Kościoła, zrzeszającego 16 mln wyznawców. W swoich pismach podejmowała różnorodną tematykę, m.in.: odżywianie, działalność ewangelizacyjną, szkolnictwo, misje zagraniczne, wychowanie dzieci. Wiele osób, także spoza mojego wyznania, uważa, że wywarła znaczący wpływ na chrześcijaństwo.

Ellen White swoją służbę postrzegała jako kierowanie ludzi z powrotem do Biblii, która z kolei kieruje do Jezusa. Oto jej słowa: „Na Biblię zwraca się niewielką uwagę, toteż Bóg zesłał mniejsze światło, aby poprowadziło ludzi do tego większego”. Jej wielką pasją było naprowadzanie ludzkich myśli na Jezusa. „Wskazuję wam krzyż Golgoty – pisała. – Błagam was w imię Jezusa, spójrzcie na niego i żyjcie”.

Stale kierując uwagę ludzi na Jezusa, napisała setki listów do błądzących wyznawców, którzy potrzebowali zawrócenia ze złej drogi. Nie była osobą, która siedziała z założonymi rękami, przyglądając się, jak grzech wyniszcza ludzi. Niekiedy nawet podawane przez nią rady miały dość ostry ton.

Miała jednak zdrowe spojrzenie na własne miejsce i autorytet. Nigdy nie przypisywała sobie nieomylności. „Tylko Bóg jest nieomylny” – powtarzała. Ona również toczyła duchowe zmagania i potrzebowała Zbawiciela nie mniej niż inni. Rzut oka na opisanych na kartach Biblii przywódców pozwala stwierdzić, że wszyscy oni potrzebowali Jezusa i prorocy bynajmniej nie byli pod tym względem wyjątkiem.

Jestem wdzięczny, że Bóg na przestrzeni całej historii ludzkości dawał swoim wyznawcom prorocze zrozumienie, pomagające im wyraźniej widzieć Jezusa.


© Seth Pierce/Signs of the Times 10/2011
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla adwentysci.waw.pl

*Biblia warszawska.




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.