Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Skwarne popołudnie w Jerozolimie

FELIETON | 10/04/2011 | jk

Nie wiem właściwie, czemu Hollywood nie zauważyło tej historii. Ma ona przecież wszelkie cechy podszytego erotyzmem romansu, jaki zbija w kinach fortunę. Myślałem, że wytwórnie Paramount czy Universal Studios już dawno ją zekranizowały.

Zaczęło się pewnego letniego, zapewne skwarnego popołudnia w starej części Jerozolimy. Na świątynnym dziedzińcu zebrał się spory tłum, chcący usłyszeć nauki Jezusa.

Wyobrażam sobie, że kiedy odpowiadał on na pytania ludzi, trzymał na kolanach dziecko. Wtem powietrze rozdziera wrzask kobiety, któremu wtórują gniewne męskie okrzyki. Zamieszanie wydaje się dochodzić z ulicy, więc ludzie oczywiście odwracają się, aby zobaczyć, o co chodzi.

Chwilę później na dziedziniec wpada kilkunastu mężczyzn, wpół wlokąc, wpół popychając jakąś kobietę w kierunku Jezusa. Przedzierają się przez tłum. W powietrzu niemal wyczuwa się zapach bijącej od nich wrogości. Spoglądają wściekle to na Jezusa, to na kobietę: ciężko stwierdzić, które z nich jest obiektem ich gniewu.

Kobieta drży i orze paznokciami bruk. Łka. Łzy zostawiają na piasku ciemne cętki. Ale mężczyźni nie dają jej popłakać. Podrywają ją na nogi i popychają w stronę Jezusa. Idzie do przodu, słaniając się, ze zwieszoną głową, z twarzą przysłoniętą dłonią. Znów zaczyna osuwać się na ziemię.

Wysoki mężczyzna, najwyraźniej przywódca grupy, chwyta ją za ramię.

– Stój prosto! – rozkazuje. – Masz patrzeć na niego! – mówi, dobitnie akcentując ostatnie słowo.

– Ale po co, Eliabie?* – błaga kobieta. – Przecież sam obiecałeś mi...

Eliab znów ją popycha i wystąpiwszy do przodu, zwraca się do Jezusa.

– Panie – szydzi – tę kobietę, Johannę, przyłapano na cudzołóstwie – przerywa, rozglądając się po tłumie. Słysząc pomruk zdziwienia, uśmiecha się z lekka. Następnie, wbiwszy wzrok w Jezusa, ciągnie:

– W prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A ty co mówisz?

Jezus milcząco przygląda się po kolei wszystkim mężczyznom. Dwóch czy trzech z nich zaczyna się nerwowo wiercić, Jezus stoi spokojnie z opuszczonymi rękami.

Wreszcie znów odzywa się Eliab:

– No i jak?

Jezus klęka i zaczyna pisać palcem na piasku, pokrywającym bruk dziedzińca. Eliab, podenerwowany jego widoczną obojętnością, pyta z naciskiem:

– Jaki wydasz werdykt?

Jezus opiera rękę na kolanie i powoli wstaje. Przygląda się otaczającym go mężczyznom. W końcu, wskazując na Johannę, szlochającą na bruku, mówi:

– Panowie, czy mógłbym prosić, żeby ten spośród was, który jest bez grzechu, rzucił kamieniem jako pierwszy? – po czym znów klęka i dalej wodzi palcem po piasku.

Nie potępiona

Jeden z mężczyzn, zaciekawiony, postępuje do przodu, żeby zobaczyć, co pisze Jezus. Wyciąga szyję i przechyla głowę, aby móc odczytać nakreślone palcem słowa. Nagle wciąga głęboko powietrze i bez słowa pośpiesznie się oddala. Jezus wyciera dłonią napis mający taką moc i zaczyna dalej żłobić w piasku. Teraz przez ramię Jezusa zagląda Eliab. On także z trudem łapie oddech i odchodzi. Scena powtarza się, póki z grupy mężczyzn, którzy przyciągnęli Johannę przed Jezusa, nie pozostaje ani jeden.

Wówczas Jezus podnosi się i odwraca ku przestraszonej kobiecie. Z jej ust dobiega zduszony szloch, ciałem wstrząsają spazmy. Skulona na bruku, z twarzą zwróconą do ziemi, nie śmie spojrzeć w górę, wstydząc się ujawnionego publicznie występku i bojąc nieuchronnego losu.

Jezus staje nad nią i kładzie jej rękę na ramieniu.

– Kobieto – mówi łagodnie, ale ona jest zbyt załamana, aby zdawać sobie sprawę nawet z jego obecności. Jezus urywa i po chwili powtarza:

– Kobieto – tym razem delikatnie potrząsa ją za ramię – kobieto, gdzie twoi oskarżyciele? – Czekając na odpowiedź, trzyma rękę na jej ramieniu.

Szloch Johanny stopniowo gaśnie. Kobieta w końcu unosi się na jednym łokciu i przez chwilę wodzi dookoła na wpół przytomnym wzrokiem. Szybkim ruchem siada i obserwuje tłum, przypatrując się każdej twarzy. W końcu odwraca się do Jezusa. – Nie ma ich – szepcze zdumiona. – Nie ma ani jednego oskarżyciela!

Jezus delikatnie unosi jej rękę. Kobieta przez moment nie reaguje, siedząc nieruchomo, ale z wolna podnosi się, kiedy Jezus ją dźwiga.

– I ja cię nie oskarżam – mówi do niej, po czym pochyla się nieco do przodu i patrzy jej w oczy, ciepło się uśmiechając.

Kobieta obserwuje bacznie jego twarz, nie rozumiejąc, jakby to, co przed chwilą powiedział, nie miało sensu. Ale powoli, gdy uprzytamnia sobie jego uśmiech i słowa, cierpienie w oczach ustępuje miejsca pogodzie. Odgarnia dłonią z twarzy kosmyk włosów i odwzajemnia uśmiech.

Jezus wyciąga prawą rękę i dotyka jej ramienia.

– A teraz idź do domu – mówi łagodnie – i nie grzesz więcej.

Prawo i łaska

Powyższa historia stanowi doskonałą ilustrację związku pomiędzy prawem a łaską. Choć Jezus nie mówi wyraźnie o żadnej z tych rzeczy, uważny czytelnik dostrzeże je obie w jego słowach.

Łaskę widać w słowach Jezusa: „I ja cię nie oskarżam”. We wczesnym chrześcijaństwie niektórzy przywódcy Kościoła mieli zastrzeżenia do tej historii. Uważali, że przebaczenie, którego udzielił Jezus, było równoznaczne z tolerowaniem grzechu cudzołożnicy. Nie dostrzegali prawa w tej historii, obecnego w słowach Jezusa: „Nie grzesz więcej”. Według Biblii „grzech jest bezprawiem” (1 J 3,4; Biblia Tysiąclecia, wyd. 4). Policjant nie mógłby wypisać mandatu za przekroczenie prędkości, gdyby państwo nie wydało prawa zakazującego zbyt szybkiej jazdy.

Zarówno prawo, jak i łaska mają swoje (odrębne) funkcje w naszym chrześcijańskim życiu. Prawo wskazuje na grzech i potępia. Wymusza też konsekwencje przestępstwa, czyli w przypadku prawa Bożego – śmierć (Rz 6,23; Rdz 2,16-17). Przywódcy religijni w czasach Jezusa bardzo dobrze to rozumieli, bo potępili cudzołożnicę. Boży plan dla rodzaju ludzkiego obejmuje jednak i łaskę. Funkcją łaski jest wybaczanie i przywracanie do życia wiecznego. Tego przywódcy religijni nie rozumieli.

Pomiędzy prawem a łaską istnieje napięcie i zawsze znajdą się ci, którzy popadną w którąś skrajność. Niektórzy boją się, że łaska prowadzi do skompromitowania prawa. „Łaska toleruje grzech”, mawiają. Inni obawiają się, że prawo kompromituje łaskę. „Jezus umarł za nasze grzechy – powiadają – i nie potrzebujemy już prawa”. Ale gdyby Bóg skasował w epoce Nowego Testamentu prawo, nie byłoby grzechu, za który miałby umrzeć Jezus.

Lekceważenie prawa albo łaski jest równoznaczne z lekceważeniem cierpienia spowodowanego grzechem. Samo prawo prowadzi do rozpaczy i śmierci, sama łaska – do anarchii i śmierci. Gdyby nie było prawa, nie byłoby łaski. Z drugiej strony, prawo nie może zbawić, jeśli nie ma łaski. Nasza chrześcijańska wiara łączy w piękny, harmonijny sposób obie te rzeczy. Wyzwaniem dla chrześcijańskiego życia jest osiągnięcie równowagi polegającej na mądrym stosowaniu prawa i łaski w naszych relacjach z Bogiem i z bliźnimi, nacechowanych zarazem trwałością i współczuciem.


© Marvin Moore/Signs of the Times
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl


* Historia ta opisana jest w J 8,1-11. Nie znamy imion żadnego z jej bohaterów, poza Jezusem. Tak jak malarz czyni z obrazem, tak i ja wyobraziłem sobie pewne jej szczegóły, aby uczynić ją bardziej realną.





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.