Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Problem ze słowami

FELIETON | 04/04/2011 | jk

Ilekroć otwieram Ewangelię św. Mateusza i czytając docieram do 23 rozdziału, mam ten sam problem – problem Ojca, Nauczyciela i Mistrza.

Problem mój wewnętrzny pogłębiają teksty z 17 rozdziału Ewangelii św. Jana w kwestii Ojca Świętego. Zwłaszcza teraz, gdy zbliżająca się uroczystość watykańska, uruchamia dużą ilość słów kłócących się w moim przekonaniu z przekazem ewangelicznym.

Pewnego razu Pan Jezus wygłosił mowę do zgromadzonych tłumów i do swoich uczniów, w której zdecydowanie wystąpił przeciwko zawłaszczaniu sobie tytułów przez ludzi sprawujących władzę duchową nad wiernymi. Skrytykował także hipokryzję tych ludzi, dla których istotną sprawą było, aby ludzie dobrze ich postrzegali, a także pozdrawiali na rynkach tytułem „Mój Mistrzu” (Rabbi). Jak wiadomo rynki ówczesne były miejscem, gdzie kłębiły się tłumy, a więc chodziło o szeroki odbiór społeczny.

Zacytuję za Jezusem: „Otóż wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

W arcykapłańskiej modlitwie Jezusa, w której tak pięknie modlił się za nas, tu i teraz żyjących i wierzących w Niego, znalazłam słowa, jakimi Jezus zwracał się do Boga, słowa zarezerwowane tylko dla Wiekuistego: „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. (…) Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą”.

Jeżeli Jezus nazywa swojego Ojca, Ojcem Świętym, jakie mamy prawo, my ludzie, nazywania tym imieniem człowieka? Czy mamy prawo przy pomocy słów dokonywać takiego nadużycia?

Mój wielki wewnętrzny sprzeciw budzi to określenie, kiedy dobiega do mnie z ekranu telewizora, z przekazu radiowego, bo dostaję rodzaj informacji, że to jedyne i właściwe określenie dla danej osoby. Nie tylko dla mnie jest to uwierające, inni też tak odczuwają. Jakie można znaleźć wytłumaczenie dla przypisywania Bożego imienia istocie ludzkiej?

Jezus nazwał Słowo Boga prawdą. Przyjęło się uważać w tradycji judeochrześcijańskiej, że Biblia, a wczasach Jezusa był to Stary Testament, jest natchnionym Słowem Bożym. A więc czytanie tego Słowa i znajomość jego treści stawała się obowiązkiem dla wierzącego człowieka. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa Słowo Boże cieszyło się jeszcze powagą i szacunkiem.

Ale nastały czasy, kiedy Pismo Święte stało się księgą zakazaną, a za taką stało się formalnie w czasach papieża Leona XIII, który 25 stycznia 1897 r. wydał wykaz ksiąg zakazanych (Index librorum prohibitorum), w którym znalazł się Biblia tłumaczona na język ojczysty.

Parę wieków wcześniej, w latach 1545-1563, na soborze w Trydencie, który zajmował się trującym zjawiskiem Reformacji, podważono dość skutecznie Słowo Boże nie uznając go za jedyne i wystarczające źródło objawienia Bożego. A potem poszło jak z górki, zwłaszcza, że ruchy reformacyjne doprowadziły do rozpowszechniania Biblii w językach narodowych.

Pierwszy zakaz czytania Biblii wydał już w 1229 r. Sobór w Tuluzie, as są to czasy papieża Grzegorz IX (1227-1241). Kiedy Sobór Watykański II w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku uwolnił Pismo Święte, a nawet zalecił jego czytanie, było dla wielu za późno, bo tak wpisały się powyższe zakazy w umysłach chrześcijan, że trudno było przekonać do wartości tej lektury. Wtedy to, po wyjęciu Biblii z wykazu dzieł zakazanych, na polskim rynku wydawniczym pojawia się Biblia Tysiąclecia z inicjatywy benedyktynów tynieckich, z której z przyjemnością korzystam i na nią się tutaj powołuję.

Podobno nie wolno „gdybać” w historii, ale gdyby nie pojawiły się owe zakazy czytania Pisma Świętego, zwłaszcza tłumaczeń na języki narodowe, gdyby prosty lud nauczony wcześniej czytania mógł sięgać po Biblię, czy mielibyśmy dziś do czynienia z takim lekceważeniem słów Jezusa, Zbawiciela Świata? Czy przyszło by nam do głowy nazywać człowieka Mistrzem, Nauczycielem, Ojcem Świętym?

Orzekać o świętości człowieka, podczas gdy do ocenienia człowieka i jego „świętości” ma prawo tylko Bóg, Ojciec Święty, a nie człowiek w swojej psychofizycznej ułomności? Ile jest warta nasza ludzka ocena drugiego człowieka? Nie znamy jego serca, intencji, jakie nim kierowały nawet wtedy gdy dobrze czynił. Można dobrze czynić z czystego egoizmu, można źle postępować bez premedytacji, bo inaczej nikt czynić nie nauczył… Dlatego Jezus znając ludzką naturę nawoływał, abyśmy innych nie sądzili, abyśmy powyjmowali z własnych oczu belki, które uniemożliwiają właściwą ocenę sytuacji, osoby, wydarzenia. Niewiele sobie robimy ze słów Jezusa.

A kto dziś pamięta i stosuje w praktyce nauki Jana Pawła II? Wystarczy otworzyć jakąkolwiek gazetę, w tym wydawnictwa wyznaniowe, otworzyć radio i ustawić pewną stację, pójść pod Pałac Prezydencki w dni miesięcznic i posłuchać… To jest nasza narodowa tragedia, ten rodzaj rozdwojenia jaźni, ten brak świadomej, popartej biblijną wiedzą, religijności. Nienawiść, złość, pamiętliwość, zemsta i pomówienia, to nijak się ma do nauki Jezusa, nijak się ma do nauk wkrótce beatyfikowanego Jana Pawła II.

Nadawanie człowiekowi imienia przysługującego Bogu, to wstęp do bałwochwalstwa, szczególnej obrzydliwości dla Boga, który oczekuje wyłączności do czci. Człowiekowi nie powinniśmy się kłaniać, ani przed nim klękać, bo takie uznanie i wywyższenie przysługuje jedynie Bogu. Ostatnio słyszałam, jak młoda chrześcijanka mówiła, że modli się do człowieka. Kto ją uczył religii? Czy kiedykolwiek miała w rękach Pismo Święte?

Dlaczego ten wspaniały Bóg jest tak dla niej daleki i nieobecny, że woli modlić się do istoty ludzkiej, ułomnej, ograniczonej w swoich możliwościach jeszcze za życia? A która po śmierci staje się prochem. Smutne to i wieje grozą, bo to nie jest odosobniony przypadek. Takie są owoce niewiedzy. Skąd dziś chrześcijanin czerpie wiedzę o Bogu? Jaki nosi obraz Boga w sobie, Kim ten Bóg dla niego jest? Może nadal jest „bozią”, cokolwiek to może znaczyć dla dziecka, któremu takie określenie Boga wpada do ucha od kołyski.

Mamy, to co mamy. Nieświadomy człowiek jest podatny na manipulację, bez względu na obszar niewiedzy. Można się nie znać na budowie elektrowni jądrowej czy hodowli roślin strączkowych. Ale brak wiedzy religijnej, często całkowita ignorancja w najważniejszej sferze życia, jaką jest życie duchowe, nieznajomość podstawowych nauk Jezusa i lekceważenie Jego słów, jest całkowicie niezrozumiałe u człowieka, który mieni się chrześcijaninem.

Pewnie nie dojdę przyczyn deformacji, pewnie do końca życia będę się zżymać słysząc odmieniane we wszystkich przypadkach imię Boga Ojca Świętego w kontekście istoty ludzkiej, tyle mi pozostało, że sobie felietonem ponarzekałam…


© Barbara Niemczewska/www.adwentysci.waw.pl




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.