Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Zwiastujcie koniec czasów!

FELIETON | 30/03/2011 | jk

To zdumiewające, jaką krótką mamy pamięć. Być może to oznaka zaburzeń funkcji poznawczych, kiedy jednak oglądałem w wiadomościach wstrząsające obrazy tsunami unoszącego ulicami Japonii łodzie i samochody, mój umysł pracował na przyśpieszonych obrotach.

Gdzie też to ostatnio mieliśmy inne potężne trzęsienia ziemi? – zachodziłem w głowę. Haiti przypomniałem sobie szybko, ale dopiero po dłuższej chwili nienaoliwione mechanizmy pamięci długoterminowej zaczęły generować nazwy kolejnych miejsc. W razie gdybyście i wy mieli kłopoty z pamięcią, mała podpowiedź: na Haiti, w Chinach, Chile, Indonezji, Nowej Zelandii. Od początku 2010 r. nastąpiło ponad trzydzieści (!) trzęsień ziemi o sile co najmniej 7 stopni w skali Richtera.

Dlaczego więc z takim mozołem mogłem sobie przypomnieć zaledwie parę z nich? Być może wielkie katastrofy tak spowszedniały w serwisach informacyjnych, że popadłem w znieczulicę? Co musi się wydarzyć, aby wywrzeć niezatarte wrażenie na umyśle człowieka w XXI wieku?

Niedługo po 11 września frekwencja w amerykańskich kościołach gwałtownie podskoczyła. Według niektórych szacunków w pierwszy weekend po atakach w nabożeństwach uczestniczyła mniej więcej połowa Amerykanów. Kościoły w całym kraju z radością odnotowywały rekordowe tłumy wiernych. Niecały rok później, a właściwie – to już dobrze pamiętam – zaledwie po kilku tygodniach frekwencja z powrotem spadła do poziomu sprzed tragedii.

Ludzi zamurowało z powodu ogromu kataklizmu w Japonii. I słusznie. Sejsmolodzy zweryfikowali swoje początkowe oceny, stwierdzając, że trzęsienie miało siłę 9 stopni, co jest wartością niewyobrażalnie dużą. Kiedy piszę te słowa, japoński rząd szacuje, że żywioł przyprawił o śmierć bez mała 10.000 ludzi. Może to i niewiele w porównaniu z Haiti, ale zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy głęboko nad tą liczbą: 10.000 ofiar śmiertelnych!

A to jeszcze nie koniec kłopotów w Kraju Wschodzącego Słońca: inne państwa, zaniepokojone, doradzają swoim obywatelom ewakuację z Japonii, obawiając się radioaktywnego skażenia z poważnie uszkodzonych siłowni. Po raz pierwszy w dziejach japońskiej myśli technicznej reglamentuje się elektryczność. Z powodu nieprzejezdnych dróg stanęły fabryki. Wpływ katastrofy na finanse będzie porażający: japońskiej gospodarki, już obciążonej jednym z największych długów w świecie uprzemysłowionym, nie stać na katastrofę tych rozmiarów.

W Japonię wpatrzony jest cały świat. W Internecie roi się od materiałów filmowych epatujących apokaliptycznymi scenami. Kiedy zaczniemy już otrząsać się z szoku, zdumienie ustąpi miejsca pomocy humanitarnej, a niedługo potem większość z nas po prostu o wszystkim zapomni. Powrócimy do normalnego życia, tragedia zaś stanie się dla nas czystą statystyką i mglistym wspomnieniem. Tak jak w przypadku innych monstrualnych katastrof, które w ostatnich latach pokiereszowały naszą planetę, emocje wywołane trzęsieniem ziemi o sile 9 stopni prawdopodobnie bardzo prędko opadną.

Ale wcale tak być nie musi. „Tak samo i wy – rzekł Jezus – kiedy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach”(1).

Większość świata jest zszokowana informacjami docierającymi z kraju samurajów. Zszokowana, lecz nie poruszona. Gros ludzi szybko powróci do codzienności. Dla Japończyków proces ten będzie trwał znacznie dłużej, zwłaszcza że coraz wyraźniej rysuje się problem skażenia radioaktywnego. Ale i oni w końcu odzyskają poczucie normalności. Większości ludzi umyka duchowe znaczenie tych niezwykłych kataklizmów oraz narastająca częstotliwość ich występowania.

Nie żebyśmy całkowicie tego nie dostrzegali. Ogólnie czujemy, że coś jest nie w porządku. History Channel od kilku lat wyświetla programy na temat Nostradamusa i roku 2012. Znów na topie jest okultyzm. W radiowych talk show późną nocą można usłyszeć o kosmicznych koniunkcjach, globalnych „przebudzeniach” duchowych i nadciągającym kataklizmie. Ekolodzy biją na alarm, gardłując o topniejących czapach polarnych i zmianach klimatycznych.

Ludzie chyba czują, że era normalności odeszła do lamusa. Nie mogąc jednak pojąć znaczenia tego rodzaju wydarzeń, większość z nich po prostu o nich zapomina i żyje sobie dalej. Bez biblijnych drogowskazów proroczych nadzwyczajne katastrofy nie są dla nich niczym innym jak niefortunnymi zdarzeniami losowymi. Wprawdzie sygnały wskazujące na rychłe przyjście Jezusa, których ludzie niestety nie rozumieją, szokują, to jednak pozostawiają jedynie chwilowe wrażenie. Ludzie są zszokowani, ale nie poruszeni.

„Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi”(2).

Z adwentystami dnia siódmego sprawa przedstawia się zgoła odmiennie, w każdym razie powinna. Gdy pamiętamy słowa Jezusa, doniesienia o trzęsieniu ziemi o sile 9 stopni nas nie przerażają. Wiemy, co jest przyczyną kataklizmów, toteż nie zaskakują nas one ani nie szokują. A chociaż poruszają?

Piasek proroczej klepsydry już się prawie przesypał. Dysponujemy niezwykłym darem, mogącym dać światu spokój ducha: wyjaśnieniem i nadzieją. Gdy jednak milczymy, cóż za pożytek z tego, że wiemy, co w trawie piszczy? Czyżby dobra nowina była tylko dla nas? Jeżeli postępujący upadek naszej planety, puszczonej przez Stwórcę samopas, nie pcha nas do działania, to jakaż tragedia musi się jeszcze wydarzyć? Jeżeli cierpienie ludzkie na taką skalę nie mobilizuje nas do dzielenia się tym, co wiemy, to jakież ostre radło musi spulchnić glebę naszych serc?

Nietrudno się domyślić, że przesłanie ukazane w 24 rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza skierowane jest do „pogan”, którzy według nas powinni zwracać baczniejszą uwagę na oznaki przyjścia Chrystusa. Jestem jednak przeświadczony, że każda kolejna katastrofa stanowi również jasne orędzie do Kościoła Bożego. Kataklizmy mają nami potrząsnąć, pobudzić do działania. Powinny nam przypomnieć, że nasi bliźni nie potrafią sobie wytłumaczyć, co się dzieje, i że bez Jezusa pędzą po równi pochyłej na zatracenie.

Reszta świata najpewniej w końcu się otrząśnie, weźmie w garść i generalnie zapomni o tym, co wydarzyło się w Japonii. Jakąż tragedią jednak byłoby, gdyby i Boży Kościół ostatków był zszokowany, zamiast poruszony.


© Shawn Boonstra/Adventist Review
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

(1). Mt 24,33; oba cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. 4.
(2). Łk 17,26-30.






Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.