Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Datowanie końca świata

FELIETON | 23/03/2011 | jk

Przed miejscowym sklepem z artykułami rolniczymi wciąż wisi tabliczka z napisem: „Prądnice nie podlegają zwrotowi!”. Wisi tu od jesieni 1999 r., przypominając mi o ludzkiej omylności. W ostatnich latach XX w. gorączka milenijna przybrała rozmiary epidemii: mnóstwo ludzi zaczęło wierzyć, że świat się wkrótce skończy.

Z perspektywy czasu wydaje mi się to nierealne, ale wtedy masę ludzi przypuszczało, że wraz z nastaniem roku 2000 świat może się faktycznie skończyć. Oczywiście myśl, jakoby miało nastąpić coś doniosłego, zrodziła się z powodu granicznej daty między dwoma tysiącleciami. Bądź co bądź nikt z żyjących nie był wcześniej świadkiem końca milenium.

Wielu teleewangelistów twierdziło, jakoby w enigmatycznych fragmentach świętych ksiąg odkryło ślady wskazujące, że z nastaniem brzemiennego w skutki roku 2000 rozpoczną się wielkie katastrofy, a wkrótce po nich dojdzie do prześladowań zwieńczonych kresem wszechrzeczy.

Pamiętacie pluskwę milenijną?

Gorączką milenijną zarazili się nie tylko ludzie religijni. Osoby niewierzące nazywały to zjawisko mianem „pluskwy milenijnej”. Otóż eksperci komputerowi obawiali się (a było ich niemało), że programy zapisujące rok dwiema cyframi mogą sfiksować, gdy cyfry 99 przeskoczą na 00, wskutek czego wadliwie działające komputery mogłyby wywołać poważną przerwę w dostawie prądu, strącić na ziemię samoloty, a nawet niezamierzenie wystrzelić pociski z głowicami nuklearnymi!

Kiedy rok 2000 był coraz bliżej, możliwość awarii sieci energetycznych skłoniła wielu ludzi do gromadzenia puszkowanej żywności i wody w butelkach, a także – tak, tak! – nabywania prądnic. Właśnie dlatego przed miejscowym sklepem wywieszono wspomnianą tabliczkę. Nie chciano, żeby wszystkie sprzedane prądnice zostały zwrócone, w razie gdyby sieć energetyczna jednak nie odmówiła posłuszeństwa.

Popkultura zbiła majątek na gorączce milenijnej, popełniając całą masę artykułów, książek i kilka filmów kinowych traktujących o końcu świata. Film Dzień zagłady z 1998 r. ukazywał zderzenie ziemi z gigantycznym meteoroidem, który niszczy niemal wszelkie życie na naszym globie. Być może uważając tytuł owego obrazu za zbyt oględny(1), twórcy dwóch innych superprodukcji nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że co jak co, ale ich filmy przedstawiają kres wszechrzeczy. Tytuły mówią same za siebie: Armageddon (1998) oraz I stanie się koniec (1999). Armageddon również przedstawiał zbliżające się nieuchronnie zderzenie z meteoroidem, którego uniknąć można jedynie wskutek aktu poświęcenia ze strony przygodnych astronautów. W filmie I stanie się koniec do Nowego Jorku przybywa Szatan, szukając swojej wybranki, a grany przez Arnolda Schwarzeneggera policjant usiłuje popsuć mu szyki.

Nic nowego

Przepowiednie o bliskim końcu świata wygłaszano już w historii nieraz. W średniowieczu upadek cesarstwa rzymskiego, ciągłe najazdy ze strony Saracenów oraz przerażająca śmierć i zniszczenie siane przez Wikingów sprawiały, że wielu ludzi żyło w strachu i przeświadczeniu rychłego końca świata. Pomimo niebagatelizowania wrogich armii nie czekano na zagrożenie ze strony jakiejś zbiorowości, lecz na jednostkę uosabiającą wszelkie zło: na Antychrysta. Stosując różne obliczenia, pseudoprorocy wyznaczyli co najmniej jedenaście dat nadejścia Antychrysta między rokiem 1184 a 1400.

Jedna z przepowiedni mówiła o roku 1346. I choć Antychryst się wtedy nie pojawił, wybuchła epidemia dżumy, tzw. czarnej śmierci, która w ciągu czterech lat wytraciła ponad 200 mln ludzi. Ofiary umierały szybko i w męczarniach. Od pojawienia się pierwszych objawów choroby do momentu zgonu mijało nieraz zaledwie parę dni. Na południu Francji i we Włoszech od moru zginęło 75-80% populacji. W Europie zaraza pochłonęła połowę ludności, w Egipcie 40%, a na Bliskim Wschodzie – dzisiejszym Iraku, Iranie i Syrii – około 30%. W domach i na ulicach piętrzyły się stosy trupów. Na przestrzeni kolejnych wieków śmiercionośne pomory jeszcze nieraz przetaczały się przez kontynent europejski.

Od tamtej pory pojawiało się wiele innych zapowiedzi końca świata – wszystkie okazały się fałszywe. Ale niewiele lepiej było w przypadku prognoz pozytywnych. Trzydziestego września 1930 r. brytyjski premier Neville Chamberlain, powróciwszy z rokowań z Adolfem Hitlerem, zapowiedział „pokój dla naszych czasów”. Niespełna rok później inwazja Niemców na Polskę wciągnęła Wielką Brytanię i resztę świata w II wojnę światową – najtragiczniejszy konflikt w dziejach ludzkości. W latach 90 XX w. Francis Fukuyama napisał książkę pt. The End of History and the Last Man(2), która przedstawiała teorię, że z powodu końca zimnej wojny nowa epoka demokracji w stylu zachodnim oraz wolnego rynku położy kres konfliktowi. A potem nadszedł 11 września.

Być może zabieramy się do tego w niewłaściwy sposób. Nauka używa całego szeregu metod datowania obiektów z przeszłości. Może powinniśmy zastosować te techniki również do ustalenia, kiedy nadejdzie koniec.

Relatywizm a absolutyzm

Szybki przegląd naukowych metod datowania przedmiotów pochodzących z odległej przeszłości pokazuje, że nawet określenie wieku pradawnych przedmiotów lub daty zamierzchłych wydarzeń wcale nie należy do łatwych zadań. Przez wiele lat naukowcy musieli (i niekiedy wciąż muszą) polegać jedynie na tzw. datowaniu względnym (relatywnym). Na jego podstawie niepodobna określić konkretnej daty kalendarzowej ani wyliczyć wieku w latach: metoda ustala tylko, co jest starsze, a co młodsze. Chociaż może się wydawać, że otrzymane wyniki datowania są wysoce subiektywne, datowanie względne nie jest wcale nieprzydatne. Dzięki niemu można stwierdzić, co jest nam czasowo bliższe, a co odleglejsze. W datowaniu względnym wykorzystuje się kości zwierząt, warstwy pyłku kwiatowego, pokłady skalne i skorupy potłuczonych naczyń.

Alternatywa dla datowania względnego, tzw. datowanie bezwzględne (absolutne), daje na ogół przybliżoną datę albo szereg możliwych dat. Większość takich dat uzyskuje się na podstawie wskaźników rozpadu izotopów pierwiastków, najczęściej izotopu węgla C14.

O dziwo, datowanie względne bywa bardzo precyzyjne. Na przykład specyficzne style ceramiki można powiązać z dokumentami albo przedmiotami kultury materialnej o znanym czasie powstania i tym sposobem ustalić przybliżoną datę. Sławny archeolog William F. Albright specjalizował się w badaniu stylów ceramiki w celu określenia dat względnych. Widząc zdjęcia fragmentów zwojów znad Morza Martwego, ocenił, że powstały mniej więcej w przedziale czasowym 150 r. p.n.e.–70 r. n.e. Późniejsze datowanie radiowęglowe płótna znalezionego razem ze zwojami potwierdziło jego sąd.

Kiedy jednak chodzi o określanie daty końca świata, Biblia mówi nam dwie rzeczy. Przede wszystkim podaje, że nie możemy wyznaczyć daty bezwzględnej. W Ewangelii wg św. Mateusza 24,36 Jezus rzekł: „Nikt nie zna tego dnia i godziny; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec” (Biblia poznańska)(3). To wskazuje, że każda próba ustalenia bezwzględnej daty końca świata skazana jest z góry na niepowodzenie. Co gorsza, tylko by nas to rozpraszało, gdyż „w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (w. 44).

Nie oznacza to jednak, jakobyśmy musieli być całkowicie nieprzygotowani. Datowanie bezwzględne nie wchodzi w rachubę, lecz Biblia nieraz zachęca nas do stosowania datowania względnego. Apostoł Paweł posługiwał się tą metodą w swoim Liście do Rzymian, mówiąc czytelnikom, że „zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli” (Rz 13,11). Jezus zaś radził uczniom: „A od figowego drzewa uczcie się przez podobieństwo! Gdy jego gałązka staje się soczysta i liście wypuszcza, poznajecie, że zbliża się lato. Tak samo i wy, kiedy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach” (Mt 24,32-33).

Rzecz jasna, nic nie powstrzyma fałszywych proroków i zwiedzionych mistyków od wyznaczania konkretnych dat. Jezus ostrzegł także przed nimi: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: »Ja jestem« oraz: »Nadszedł czas«. Nie chodźcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec” (Łk 21,8-9). Z drugiej strony Jezus powiedział też, że „ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. (…). A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (ww. 26.28; kursywa dodana).

Czarna śmierć, II wojna światowa, ataki z 11 września i podobne katastrofy, których się nie spodziewaliśmy i których nie dało się przewidzieć, jednak nas dotknęły. Czasami spadły dokładnie wtedy, gdy skupialiśmy się na przyszłości, która okazała się ułudą. Psalmista przypomina nam, że żyjemy krótko (Ps 90,10), powinniśmy zatem przeżyć życie w mądry sposób. Niezależnie od tego, kiedy nadejdzie koniec, nasz osobisty koniec może nadejść znacznie wcześniej.

Możemy wynieść z tego kilka ważnych lekcji. Po pierwsze, nie możemy znać dnia ani godziny (daty bezwzględnej) drugiego przyjścia Chrystusa. Po drugie, możemy znać datę względną tego wydarzenia, czyli wiedzieć, że koniec jest bliski. Po trzecie, musimy pamiętać, że nawet gdybyśmy znali datę końca wszechrzeczy, to wcześniej – dużo wcześniej – może nastąpić koniec naszego życia. Dlatego też najważniejsze jest to, aby codziennie w każdej chwili być gotowym. Wówczas za apostołem Janem będziemy mogli powtórzyć: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20).


© Ed Dickerson/Signs of the Times 3/2011
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

1. Oryginalny, angielski tytuł filmu, Deep Impact, oznacza „silne zderzenie” (przyp. tłum).
2. W Polsce opublikowano ją w rozbiciu na dwie książki: Koniec historii oraz Ostatni człowiek.
3. Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie cytaty biblijne pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. 4.





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.