Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Puste zbory na Alasce odżywają

AKTUALNOŚCI ZE ŚWIATA | 01/11/2010 | jk

Budynki zborowe Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w alaskiej strefie polarnej po latach, gdzie: dekadach świecenia pustkami znów się zapełniają.

Siedem miasteczek, gdzie Kościół wysłał pracowników i pobudował domy modlitwy, zostało opuszczonych, po tym jak wstrzymano środki finansowe na rotację wolontariuszy. Niemniej w ostatnich latach zbory otrzymały, jeden po drugim, nową kadrę kierowniczą. We wrześniu w Shungnak, ostatnim z miasteczek, do których wysłano niegdyś wolontariuszy, znów pojawili się misjonarze – małżeństwo, które przyjechało ze swojego domu w środkowej części Alaski, aby na nowo zająć się tutaj działalnością ewangelizacyjną.

Choć kierownictwo Kościoła cieszy się, podejmując z powrotem pracę na tym terenie, jest jeszcze ponad 220 miasteczek, gdzie duszpasterstwo nie funkcjonuje w ogóle. Większość z nich to odizolowane miejscowości liczące 200-1000 mieszkańców.

– To bardzo zaniedbany rejon [Ameryki Północnej], o którym niewielu wie, a przecież to też pole misyjne – mówi Ken Crawford, zwierzchnik Diecezji Alaskiej z siedzibą w Anchorage.

Crawford również służył w alaskiej strefie polarnej jako kaznodzieja w latach 70. Północny krąg polarny to linia na kuli ziemskiej, która przebiega na 66 stopniu szerokości geograficznej północnej. W strefie polarnej zimą nie ma za wiele światła słonecznego, co według specjalistów przyczynia się do tego, że na Alasce odnotowuje się wysoki wskaźnik alkoholizmu, narkomanii, a nawet samobójstw, stanowiących odreagowanie na ciemności i wyobcowanie. No i mróz.

– Jeżeli zimą temperatura wzrośnie do zera stopni [w skali Fahrenheita, co odpowiada –18 stopniom Celsjusza – przyp. tłum.], mamy tu ciepło jak w uchu – opowiada Warren Downs, świecki ewangelista adwentystyczny pracujący w położonym tuż za kołem podbiegunowym miasteczku Selawik, które liczy około 850 mieszkańców.

Downs, 39-letni programista, w 2006 r. przeprowadził się z rodziną z głównego alaskiego obszaru metropolitalnego Anchorage, aby pełnić służbę duszpasterską w Selawik. Rodzina Downsów zajmuje służbowe mieszkanie, przylegające bezpośrednio do zborowego pomieszczenia o powierzchni 40 m2, które przez ponad dwadzieścia lat świeciło pustkami.

Tak jak każde miasteczko na Alasce, tak i Selawik miewało swoje upadki i wzloty, a w jego zżytej społeczności również dochodziło do tragedii. Jak dowiedzieliśmy się od Downsa, kiedyś w ciągu sześciu tygodni doszło do dwóch samobójstw i jednego zatrucia alkoholem.

Służba duszpasterska w Selawik to prawdziwa próba sił: frekwencja na nabożeństwach jest niska, ewangelizacja publiczna i chodzenie od domu do domu nie zdają egzaminu, a programy dla dzieci zarzucono z powodu krnąbrności milusińskich. Mimo to Downs nie daje o sobie zapomnieć, ludzie wiedzą, gdzie można go znaleźć wraz z rodziną. Pomaga lokalnemu bankowi żywności, a miejscowe dzieci nieraz odwiedzają Downsów.

Kościół, jak mówi Downs, działa skromniutko: wyznawcy przychodzą na nabożeństwa w zwykłych ubraniach, wielu preferuje muzykę country gospel. Duża frekwencja zaznaczyła się podczas pierwszych kilku tygodni, kiedy pojawił się w mieście. – Przychodziło z piętnaście osób – wspomina – ale kiedy przestaliśmy być już nowym zjawiskiem, frekwencja spadła do czterech, może pięciu wyznawców.

Według Downsa przyszły sukces zboru zależał będzie od tego, czy kierować nim będą miejscowi, a nie tylko takie „wędrowne ptaki” jak on. Dodał też, że ciężko było wykreować przywódców.

Początki działalności Kościoła adwentystycznego w miasteczkach położonych w alaskiej strefie polarnej sięgają lat 30, jednak wszystko wygasło po restrukturyzacji kościelnej administracji kilkadziesiąt lat temu. Wcześniej w kościelnych dokumentach Alaska figurowała jako pole misyjne, ale w 1982 r. uczyniono z niej diecezję, czyli teren, gdzie zbory są samowystarczalne pod względem zarówno finansów, jak i kierownictwa.

Crawford, obecny zwierzchnik Diecezji Alaskiej, poinformował nas, że środki finansowe na ewangelizację w strefie polarnej zostały wstrzymane tuż po reorganizacji i od tej pory w małych zborach niemal wszystkie krzesła stoją puste. Diecezja zajmuje się obecnie ponownym przywróceniem strefie polarnej statusu pola misyjnego.

Dokonując oceny kwalifikacji zainteresowanych wolontariatem w tym rejonie osób, które kontaktują się z jego biurem, Crawford mówi, że woli pary małżeńskie, bo Alaskanie są bardzo rodzinni.

We wrześniu Anthony i Airen Shermanowie, młode małżeństwo, opuścili rodzinne Delta Junction w środkowej części Alaski, aby reaktywować zbór w Shungnak. Budynek (zbór plus służbowe mieszkanie) wymaga remontu, ale sąsiedzi pomagają im przy ociepleniu, aby Shermanowie mogli przezimować.

24-letni Anthony Sherman nadal pracuje nad uzyskaniem dyplomu z poradnictwa w zakresie uzależnień. Kiedy był nastolatkiem, opuścił Kościół, ale przyłączył się do niego na nowo trzy lata temu, po tym jak pomógł w dziecięcym tygodniowym programie misyjnym w Shungnak. – Ta akcja wywarła na mnie duży wpływ – wyznał.

Po trzech latach powrócił jako pełnoetatowy pracownik.

– Jest wiele miasteczek, gdzie brakuje nam wolontariuszy – powiedział. – Ktoś musi to robić.

Więcej informacji na stronie Diecezji Alaskiej alaskaconference.org.


©Ansel Oliver/Adventist News Network
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.