Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

I PO WAKACJACH...

FELIETON | 30/08/2010 | jk

Jeśli milion osób wierzy w jakąś głupotę, Nie zmienia to faktu, że jest to głupota.

- Anatol France


Tegoroczny rok zapamięta wielu ludzi, tym bardziej przełom maja i czerwca, całe lato. Zaczęło się, jak pamiętamy, sztucznie wywołaną paniką związaną z pandemią grypy, której - jak się okazało - wogóle nie było.

Polska, to jedyny kraj w Unii Europejskiej, stawiany dziś za wzór roztropności, który nie uległ naciskom koncernów farmaceutycznych, dzięki mądrości i osobistej sile minister zdrowia. Pamiętamy, jaką nagonkę na jej osobę rozpoczęły media, niektórzy politycy, w tym ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich, który skierował sprawę do sądu. Do dzisiaj nie słychać publicznych przeprosin, a jest za co.

Po majowo-czerwcowych powodziowych kataklizmach, osunięciach ziemi, dewastujących środowisko wichurach i trąbach powietrznych, przyszły kolejne nieszczęścia, które dotkliwie zniszczyły miejscowości na południu kraju. Ten rok, jak żaden inny pożegnamy z ulgą.

Żaden dotychczasowy rząd w ostatnim dwudziestoleciu, nie musiał się zmierzyć z takimi tragediami, jak katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem i niszczycielskie żywioły. Żaden z dotychczasowych ministrów zdrowia nie musiał brać udziału w identyfikacji tylu ofiar katastrofy, zmierzyć się z tragedią rodzin, towarzyszyć im w prosektorium przy identyfikacji szczątków ich bliskich.

Przeżywaliśmy dni żałoby, pogrzeby, a smutek rozlał się na cały kraj, bo przecież zabici w wyniku katastrofy samolotu pochodzili z różnych zakątków Polski. W stosunku do tych, którzy z ogromnym wyczuciem sytuacji, empatią dla rodzin, opieką nad nimi, uporali się wyjątkowo sprawnie i bezszelestnie – zabrakło mi słowa „dziękuję”.

A przecież były to rzesze ludzi anonimowych ludzi, którzy wraz z rodzinami pochylali się nad stołami sekcyjnymi w moskiewskim prosektorium, pomagali uporać się z całym mnóstwem spraw związanych z tym dramatem, pracowali bez wytchnienia po kilkanaście godzin dziennie. Rozmawiałam o tym, co było w Moskwie z jednym z ratowników pogotowia lotniczego… Wyobraźnia przeciętnego człowieka nie sięga tam, gdzie oni pracowali i co widzieli. Jak cenne wydaje się w takich sytuacjach słowo „dziękuję”, a jak tanio i lekko jest obrzucać niewinnych błotem, posądzać, doszukiwać się spisków i złych intencji.

Te dramatyczne wydarzenia, jak to zwykle bywa, pokazały niczym w krzywym zwierciadle, paskudne oblicza niektórych ludzi.

Letni sezon, który powoli mija, zwany zwykle przez media ogórkowym, nie stał się takim, albowiem awantury wywoływane przez sfrustrowanych polityków i zaprzyjaźnione z nimi media, a popierane przez niektórych duchownych, dały dość obfity pokarm wielu stacjom telewizyjnym, dziennikom i tygodnikom. Właściwie szkoda słów, aby komentować poziom dziennikarstwa w ostatnich miesiącach, bo sięgnęło takiego dna w swojej większości, że machnięcie ręką powinno wystarczyć.

Przyspieszona przez wypadek lotniczy kampania prezydencka, jej dwie tury i zaprzysiężenie Prezydenta Rzeczpospolitej też wiele odsłoniły. Wystarczyło popatrzeć na salę sejmową i na niektórych posłów demonstrujących swoje obrzydzenie do demokratycznie wybranego prezydenta. Warto przypomnieć sobie tak zwaną publiczną telewizję, która stała się tubą propagandową partii opozycyjnych. A miało być tak pięknie, bezstronnie, uczciwie…

No i Warszawa, stolica kraju, z jej pięknie wyremontowanym Krakowskim Przedmieściem i grupą koczowników rozgrzanych do czerwoności w obronie krzyża. Tak też się nazwali – „obrońcy krzyża”, zapominając w swoim zacietrzewieniu, że od dwóch tysięcy lat krzyż broni się sam, z dobrym skutkiem. Z pięknego warszawskiego deptaku garstka ludzi uczyniła coś na kształt Hyde Parku, a treści, które tam można było usłyszeć dalekie były od nauk Ukrzyżowanego. Tam dowiedziałam się między innymi, że mieszkam w „judeopolonii”…

Nie wspomnę już o innych piramidalnych bzdurach wypowiadanych i wypisywanych na skrawkach papieru, tekturze, a papier wszystko przyjmuje. Okraszone to wszystko procesją polityków opozycji składających wieniec w „miesięcznicę” katastrofy lotniczej. Czyżby zapomnieli, że grób nieżyjącego prezydenta jest na Wawelu? A może tam powinni byli pojechać? Tyle, że tam nie byłoby tylu widzów…

W okresie wakacji, co roku, jak mało które miasto w Polsce, ma niezwykle bogatą ofertę kulturalną. Wspaniałe koncerty, w większości bezpłatne, przyciągają rzesze wielbicieli. Jakby o tym zapomniano, bo tego lata, hitem sezonu, najciekawszym elementem wiadomości, media uczyniły awanturę wokół krzyża.

A można było Polakom pokazać tę łagodzącą obyczaje ofertę kulturalną, przejść z kamerą do Łazienek Królewskich, pokazać tłumy słuchające koncertów chopinowskich, wejść na dziedziniec Zamku królewskiego i zajrzeć do pięknego, klimatyzowanego namiotu, w którym przez cały lipiec można było rozkoszować się muzyką klasyczną, baletem i operą, wreszcie minąć Pałac Namiestnikowski i zajrzeć w środę lub czwartek na dziedziniec Dziekanki i pokazać zasłuchanych melomanów. Albo w sobotę przy zachodzącym słońcu pokazać telewidzom Rynek Starego Miasta wypełniony miłośnikami jazzu i wspaniałą muzyką na światowym poziomie. No, ale to nie sensacja.

Gdybyśmy na kilka dni zabrali z Krakowskiego Przedmieścia wszystkie kamery, wozy transmisyjne, wysięgniki, wszystkich dziennikarzy, którzy podtykali mikrofony komu tylko popadnie, afera krzyżowa skończyłaby się niezauważalnie. A miasto zaoszczędziłoby masę pieniędzy, które teraz pochłania ochrona tego miejsca. Nie mówiąc zwyczajnym wstydzie za to, co tam się dzieje.

Wydarzenia na warszawskim Krakowskim Przedmieściu nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem i symboliką krzyża, a zachowania uczestników tych wydarzeń za cichym przyzwoleniem duchownych i otwartym wspieraniem przez polityków sfrustrowanej opozycji, pokazują jak bardzo pogańskim krajem jesteśmy mimo statyk. Żenujące są wypowiedzi niektórych księży i biskupów w sprawie tych wydarzeń, godne ubolewanie jest uwikłanie polityków w spór o krzyż. Gdzieś kogoś za dużo i gdzieś kogoś za mało. Pod znakiem zapytania staje świadomość teologiczna największego Kościoła w Polsce i poziom lekcji religii wprowadzonych przed laty do szkół bez konsultacji społecznej.

Na szczęście, jak wcześniej wspomniałam, krzyż broni się sam.
Bóg w swojej niewyobrażalnej miłości do człowieka pozostawił mu wolność dokonywania wyborów wiedząc, jaką cenę przyjdzie człowiekowi za to płacić. Mówiąc zwyczajnie, dał nam, ludziom, wielki kredyt zaufania, ale nie pozostawił nas bez drogowskazów, czytelnych znaków chroniących nas przed własną głupotą i zatraceniem.

Kiedy nadeszły czasy, w których wizerunek Boga został skutecznie zniekształcony przez „uczonych w Piśmie”, posłał Wiekuisty na świat Jezusa, swojego Syna, aby ten przypomniał światu, kim w swojej istocie jest Stworzyciel Nieba i Ziemi. Jezus przypomniał także ludziom, jak ważne jest oddanie Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie.

Nie godzi się bowiem łączenie tych dwóch nie przystających do siebie spraw. Dając się zabić na krzyżu, a potem zmartwychwstając, nie dość, że wziął nasze grzechy i słabości na siebie, to pozostawił nadzieję w zbawieniu i życiu wiecznym DLA WSZYSTKICH. Pokazał, co znaczy w praktyce wybaczenie i akceptacja innych ludzi, przywrócił godność odrzuconym, dowartościował kobiety, ale przede wszystkim podniósł standardy Dekalogu. Nie wystarczy już zakaz odbierania życia, bo Jezus mówi o zabijaniu słowem, o zdradzie oczami i uczuciami, tępi gorszycieli mówiąc, aby lepiej się potopili zanim zgorszą dziecko.

A co my dzisiaj mamy? Powykrzywiany do absurdu obraz Boga, którego pokazują nam w różnych postaciach na różnych malowidłach, słyszeć w niektórych kazaniach duchownych, zniekształconą naukę Jezusa, bezkarne zabijanie ludzi słowami, coraz więcej ujawnionych przypadków skrywanej pedofilii i zgorszenie w kościołach, powszechną zdradę wartości i przekonań, cyniczne wykorzystywanie sponiewieranego krzyża. I nad tym wszystkim unosi się świętoszkowaty smrodek chrześcijańskiego kraju, w którym „tylko pod tym znakiem, Polak jest Polakiem”. A ten, który nie identyfikuje się z tym znakiem, czyli krzyżem, albo nie afiszuje się tym znakiem, bo głęboka wiara i szacunek dla krzyża nie pozwala mu poniewierać symbolem męki Zbawiciel – Polakiem nie jest?!

W tych dniach powinniśmy radośnie świętować 30. rocznicę strajków na Wybrzeżu i powstanie „Solidarności”… Jak świętują byli założyciele związku, dziś politycy, szefowie związków, widać w mediach. Kto za ten stan odpowiada? Kto zaprzepaścił ideę solidarności społecznej i podzielił ludzi na tych, którzy stoją we właściwym i niewłaściwym miejscu?

Mój życiowy optymizm pozwala mi, mimo wszystko, mieć nadzieję, bo większość moich rodaków w sytuacjach trudnych pokazała wysoką klasę, a na marginesie znalazły się sfrustrowane moralne karły, zawistnicy, podejrzliwi i nienawidzący. Coraz wyraźniej też widać i słychać, jak bardzo ludzie nie chcą żyć w kraju zdominowanym przez jeden ogląd świata. Jest też nadzieja, że młodzież, która skrzyknęła się w Internecie i sprzeciwiła się tej absurdalnej sytuacji na Krakowskim Przedmieściu, pokaże jeszcze, co potrafi i czego chce i czego nie chce. A krzyż obroni się sam…

Moc krzyża zna bowiem ten, który ze złamanym sercem klęczał pod nim i spojrzał w umęczone, ale pełne miłości oczy Zbawiciela. Taki człowiek umie wybaczać, nie zna uczucia nienawiści, nie szuka konfrontacji. Szuka dobra w ludziach i je znajduje.


© Barbara Niemczewska/adwentysci.waw.pl




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.