Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Ostatnie Boże wezwanie

FELIETON | 19/08/2010 | jk

Apostoł Jan mówi nam o wizji, w której anioł – trzeci z aniołów – przedstawia następujące orędzie: „Jeśli kto wielbi Bestię i obraz jej i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę, te również będzie pić wino zapalczywości Boga przygotowane, nierozcieńczone, w kielichu Jego gniewu” (Ap 14,9-10) (1).

Chrześcijanie bez końca snują domysły na temat tego, kto lub co jest owym „znamieniem Bestii” z 13 i 14 rozdziału Księgi Apokalipsy. Ważniejsze jednak jest to, co owo znamię oznacza.

Mamy tu oczywiście przestrogę przed oddawaniem czci „Bestii”, przed przyjęciem jej „znamienia”. W Apokalipsie adorowanie Bestii wyraźnie kontrastuje z adorowaniem „Baranka”, który został zabity, by „wziąć potęgę (…) i cześć, i chwałę” (5,12).

Baranek to oczywiście Jezus. W Księdze Apokalipsy napotykamy jednak diametralnie odmienny obraz, ukazujący, że zamiast pójść za Jezusem, niestety „cała ziemia poszła w podziwie za tą bestią. Ludzie złożyli pokłon smokowi” (13,3-4, Pismo Święte Nowego Testamentu, Nowe Przymierze).

Z lektury 13 rozdziału Apokalipsy ewidentnie wynika, że znamię Bestii jest oznaką lojalności wobec tej antychrześcijańskiej mocy i że ma ono charakter wewnętrzny, nie jedynie zewnętrzny.

Szerszy kontekst pokazuje, że jest to znamię wierności względem Bestii, stanowiące przeciwieństwo wierności względem Boga (Baranka), przeciwieństwo wiecznej ewangelii, przedstawiającej zbawienie przez wiarę w Jezusa.

Każdy fałszywy system religijny przyjmuje za podstawę zbawienia „dobre uczynki”. Każdy fałszywy system religijny w pewnej mierze wypacza dobrą nowinę o zbawieniu wyłącznie przez wiarę w Jezusa Chrystusa.

Skoro więc znamię Bestii oznacza lojalność wobec niej, to symbolizuje ono również lojalność względem jej wersji prawdy, oznacza, że nosząca je osoba nie kieruje się czystymi naukami biblijnymi, lecz naukami Bestii. To natomiast może się przydarzyć nawet wewnątrz Kościoła chrześcijańskiego pomimo naszych dobrych chęci.

Publiczne przyjęcie przez rzymskiego cesarza Konstantyna Wielkiego chrystianizmu w 312 r. n.e. wyznaczyło dla Kościoła nową erę. Jeszcze kilka lat wcześniej wierzących chrześcijan rzucano na arenę lwom w Koloseum i polowano na nich jak na dzikie zwierzęta w północnej Afryce. Teraz jednak chrystianizm zyskał akceptację, a niebawem rangę oficjalnej religii imperium rzymskiego.

Wobec takiego stanu rzeczy poganie czczący Zeusa i cezara zapragnęli przyłączyć się do Kościoła chrześcijańskiego, którego przywódcy na nieszczęście postanowili im to ułatwić, pozwalając zachować część pogańskich poglądów i zwyczajów.

Kiedy Konstantyn Wielki i poganie zaczęli wzywać imienia Jezusa, kult słońca, silnie zakorzeniony wśród ludności imperium, nie zniknął ot, tak po prostu. Cesarz wpadł więc na pomysł asymilacji czcicieli słońca, tak aby czuli się w Kościele lepiej. Otóż w marcu 321 roku wydał edykt, którego fragment brzmiał następująco: „Czcigodny dzień Słońca, venerabilis dies Solis [tj. niedziela], winien być wolny od rozpraw sądowych i od wszelkich zajęć ludności miejskiej” (2).

Był to pierwszy formalny krok ku postawieniu niedzieli wyżej od soboty jako oficjalnego dnia odpoczynku i kultu chrześcijan. Wkrótce potem sam Kościół zakazał wykonywania w niedzielę wszelkiej pracy, ustanawiając niedzielę oficjalnym dniem odpoczynku w chrześcijaństwie (sabatem upamiętniającym tydzień stworzenia).

Większość ludzi nie zdaje sobie dzisiaj sprawy, że siódmy dzień (sobota) pozostawała chrześcijańskim dniem kultu na przestrzeni wielu stuleci po śmierci Chrystusa, sabatem wszystkich pierwszych chrześcijan. W Nowym Testamencie absolutnie nic nie świadczy o zmianie oficjalnego dnia kultu chrześcijan. Przywódcy Kościoła chrześcijańskiego w końcu jednak postanowili zasymilować znajdujących się w jego łonie czcicieli słońca, którzy odprawiali modły w niedzielę. Przecież niedziela – argumentowali – była również dniem zmartwychwstania Pana Jezusa.

Ale czemu to takie istotne? Czy faktycznie liczy się, w którym dniu tygodnia chodzi się do kościoła? Czy Bóg nie byłby szczęśliwy bez względu na to, w jaki dzień oddajemy mu cześć? Oczywiście, że tak.

Ważną rzeczą było to, co ludzie, zaczynając świętować niedzielę, myśleli sobie w duchu, co ten nowy symbol lojalności dla nich oznaczał. To właśnie się dla Boga liczy. Czy naprawdę czcili Chrystusa, zmartwychwstałego Pana? A może pod przykrywką chrześcijaństwa w gruncie rzeczy adorowali dalej słońce?

Jeśli spojrzeć na dzieje Kościoła, nietrudno dostrzec, że wielu jego członków wciąż oddawało cześć komuś lub czemuś oprócz Jezusa. Na przykład w połowie V wieku papież Leon I zganił wyznawców zebranych w bazylice św. Piotra w Rzymie, za to że przed wejściem do świątyni odwracali się i składali pokłon słońcu.

Mieszanina pogańskich obyczajów z naukami chrześcijańskimi poważnie nadwątliła Kościół, na co w znacznym stopniu wpłynęło przyjęcie niedzieli za dzień kultu.

Ta raczej arbitralna zmiana dnia kultu z siódmego na pierwszy dzień tygodnia przyczyniła się do powstania kolejnego problemu – kwestii autorytetu w Kościele.

Władza i autorytet Kościoła chrześcijańskiego rosły przez całe średniowiecze, tak iż stał się on oficjalnym interpretatorem Biblii, a wreszcie, przy pomocy inkwizycji oraz władzy świeckiej, prześladowcą każdego, kto kwestionował jego autorytet lub dogmaty.

Kiedy jednostki rzucały mu wyzwanie w takich sprawach jak zmiana dnia kultu, jego hierarchowie używali ciekawego argumentu w obronie swojego prawa do tego posunięcia i określania, co jest Bożą prawdą. Wskazywali mianowicie na świętowanie niedzieli: „Uczyniliśmy to na mocy własnego autorytetu – argumentowali – choć obchodzenie niedzieli nie ma podstaw w Piśmie Świętym!”.

W tworzeniu własnych zasad i znaków kryje się niebezpieczeństwo. Mogą się one wówczas stać sprawdzianem lojalności. Drogi Czytelniku, kogo tak naprawdę naśladujesz? Kto się dla ciebie najbardziej liczy?

Ojciec Kościoła apostoł Paweł rzekł: „Czyż nie wiecie, że jeśli oddajecie samych siebie jako niewolników pod posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu dajecie posłuch: bądź niewolnikami grzechu, co wiedzie do śmierci, bądź posłuszeństwa, co wiedzie do sprawiedliwości?” (Rz 6,16).

Albo słuchasz Słowa Bożego (Biblii), albo jakiegoś religijnego przywódcy. Jeżeli Biblia i tylko Biblia nie ma dla ciebie ostatniego słowa, nie wyniknie z tego nic dobrego.

Odkryły to zbory w czasach Konstantyna Wielkiego. Zanim duszpasterze uprzytomnili sobie, jak wielu ludzi nadal adoruje słońce w nowy „dzień święty”, Kościół tkwił już w tej praktyce po uszy, nieodwracalnie przez nią nadpsuty. Kwestia świętości dnia stała się kwestią lojalności. Niedziela stała się dla nich znakiem wierności wobec autorytetu Kościoła. A na pytanie, kto w twoim życiu, Drogi Czytelniku, ma ostatnie, autorytatywne słowo, możesz odpowiedzieć tylko ty sam.

Jako chrześcijanom nie wolno nam tworzyć sobie pasujących nam zasad rządzących światem, choć niekiedy czynimy po temu starania. Nie wolno nam pozwolić, aby ktokolwiek, nawet dobry, moralny przywódca, był naszym autorytetem – bez względu na to, jak dobrze zna Pismo Święte ani jak pobożną, wpływową, charyzmatyczną i szanowaną jest osobą – i wymyślał nam zasady sprzeczne z wyraźnym słowem Bożym. Musimy się całkowicie i wyłącznie poddać Jezusowi Chrystusowi, Barankowi Bożemu – jedynemu pewnemu, godnemu zaufania przewodnikowi, który prowadzi nas w nieskalanej miłości i prawdzie. Na końcu będzie się liczyć tylko to, czy postanowiliśmy go słuchać, czcić i naśladować.

Czasy końca nadciągają w zawrotnym tempie. Bóg bardzo pragnie ocalić każdego z nas jego wieczną ewangelią. Nie chce, aby mu w tym przeszkodził jakiś duszpasterz bestią podszyty.

Właśnie dlatego ostrzeżenie trzech aniołów jest tak głośne i naglące. Właśnie dlatego ostatnie Boże wezwanie jest tak wyraziste.

© Mark Finley/Signs of the Times
Tłum. Paweł Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

(1). Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie biblijne cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. 4.
(2). Cyt. za: A. Krawczuk, Konstantyn Wielki, Warszawa, Wiedza Powszechna 1985, s. 192


Czytaj także Od niedzieli do soboty oraz Dar czasu





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.