Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Czy On żyje?

FELIETON | 04/04/2010 | jk

Martwi ludzie powinni być martwi – takie już jest życie. Kiedy więc czytamy w Piśmie Świętym historię o mędrcu, imieniem Jezus, który dwa tysiące lat temu wędrował po Palestynie, z pozoru wszystko gra.

Aż dochodzimy do zakończenia: Jezus nie tylko ginie, ale zgodnie z biblijnym sprawozdaniem zmartwychwstaje, i to nie jako zombie, lecz otoczony chwałą Zbawiciel ludzkości.

Nieboszczyk powracający do życia? Otóż tak!

Nawet gdy Jezus sam ukazał się swoim uczniom, ci w to nie uwierzyli: „A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili” (Mt 28,17; kursywa dodana)*. Niemniej w dzisiejszych czasach stajemy w obliczu faktu, że niezliczone miliony prowadziły pełne poświęcenia życie, uznając to sprawozdanie za wiarygodne. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że w historyczną relację o Mesjaszu przekształcili mit z morałem.

Uważam jednak, że jeśli Zmartwychwstanie trudno uznać za fakt, to i całą relację jeszcze trudniej uznać za mit.

Kultura czasów nowotestamentowych

Gregory Boyd w książce Lord or Legend: Wrestling With the Jesus Dilemma (Bóg czy legenda? Kłopot z Jezusem) napisał, że mity „na ogół powstają w celu wyrażenia społecznych przekonań i zaspokojenia społecznych potrzeb”. Innymi słowy, mit pomimo nieprawdziwości ma coś istotnego do powiedzenia o postrzeganiu rzeczywistości w kulturze, w której się narodził. A zatem tylko kompletny ignorant próbowałby ludziom żyjącym w palestyńskiej kulturze I wieku n.e. wcisnąć historię taką jak ta o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, całkowicie kłócącą się ze społecznymi nastrojami panującymi w tej kulturze.

Po pierwsze ówcześni ludzie oczekiwali Mesjasza, który by pomógł im Rzymian pokonać, a nie takiego, który by Rzymianom dał się zabić. Ówczesny świat aż roił się od napawających nadzieją mesjaszy.

Żyjący w I w. n.e. historyk Józef Flawiusz pisze o rzekomym proroku zwanym „Egipcjaninem”, który powiódłszy grupę naśladowców na Górę Oliwną, „przygotował się do tego, aby sforsować bramy Jerozolimy, pokonać rzymski garnizon i obwołać się władcą absolutnym ludu”. Rzymski namiestnik wysłał „za nimi oddział specjalny, który wybił cztery tysiące buntowników”. Bojowi mesjasze byli zjawiskiem dość powszechnym w Judei w I w. n.e., ponieważ Żydzi szukali wtedy sposobności obalenia władzy Rzymian.

W takim kontekście historycznym na arenie dziejów pojawił się Jezus. Nie miał żołnierzy, nie interesował się podbojem militarnym. Wręcz potępił przemoc, do której uciekł się jeden z jego uczniów (zob. Mk 14,47). Nie ma więc to sensu w świetle licznych rewolucyjnie nastawionych mesjaszy tej części świata, gdzie wychował się Jezus.

Jeśli historia o Jezusie ma być mitem, stajemy przed kolejnym problemem.

Jerozolimska świątynia stanowiła dla Żydów symbol narodowej tożsamości. Uznawali ją za podstawę swojej więzi z Bogiem. Kiedy więc Jezus rzekł: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo”, przywódcy religijni nie mogli uwierzyć własnym uszom: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?” (J 2,19.20). O ile ta wypowiedź stworzyła między Jezusem a jego kulturą tylko napięcie, o tyle jego roszczenie sobie prawa do odpuszczania grzechów (zob. Mk 2,5-7) oraz odnoszenie do siebie tytułów przysługujących samemu Bogu (zob. J 8,58) sprawiło, że przywódcy religijni zaczęli knuć, jakby go zgładzić. Raczej nie zjednało mu to zwolenników.

Jezus pasował do kulturowych norm swoich czasów jak, nie przymierzając, wół do karety.

Ale największe dziwactwo to historia o Zmartwychwstaniu. Jeśli rzecz jasna przyjąć, że to mit.

Historia o Zmartwychwstaniu

Zgodnie z biblijnym zapisem pierwszymi świadkami Zmartwychwstania były kobiety (zob. Mt 28,1.5-7). Lee Strobel w książce The Case for Christ (Argumenty za Jezusem) zwraca uwagę, że w tamtych czasach kobiety uważano za tak mało wiarygodne, że nie pozwalano im nawet świadczyć w sądzie. A więc uczynienie z nich kluczowych świadków tak nieprawdopodobnego zdarzenia było w najlepszym wypadku dziwactwem pisarza. Zwłaszcza że ewangeliści stwierdzili, że ich celem jest dopomóc innym mieć „całkowitą pewność nauk, których ci udzielono” (Łk 1,4).

Z kolei pisarz Tim Keller w książce The Reason for God (Argument za Bogiem) zauważa, że „ nie tylko nietypowym wyborem były kobiety w roli świadków zmartwychwstania Chrystusa, ale że niektórzy Żydzi wierzyli w powszechne zmartwychwstanie u kresu czasów” (zob. J 11,23-24), „koncepcja jednostkowego zmartwychwstania w trakcie trwania dziejów świata, kiedy resztę ludzkości trawiły choroby, upadek i śmierć, była nie do pomyślenia”. Twierdzenie o czyimś pojedynczym zmartwychwstaniu było niedorzeczne.

Jeszcze bardziej niedorzeczne są jednak próby wyjaśnienia przez naukowców przyczyny pustego grobu.

Pewne studium pokazuje, że niezależnie od orientacji wyznaniowej 75% uczonych zgadza się, iż starożytny grób Jezusa znaleziono pustym. Badacze różnie przedstawiają jedynie przyczynę takiego stanu rzeczy. Wedle niektórych uczniowie Jezusa doznali zbiorowej halucynacji. Tyle że jakoś mało prawdopodobne wydaje się, aby wszyscy mieli to samo przywidzenie równocześnie. Jak zauważa w książce I Don't Have Enough Faith to Be an Atheist (Nie mam dość wiary, żeby być ateistą) Norman Geisler, „jeśli przyjaciel powiedziałby ci któregoś ranka: »Rety, aleśmy mieli sen, co?«, uznałbyś, że postradał zmysły”.

Inna teoria głosi, że uczniowie znaleźli niewłaściwy grób, jeszcze inna – że wykradli ciało. Sęk w tym, że w przypadku pierwszej Żydzi mogli po prostu znaleźć prawdziwy grób i obnieść ulicami miasta autentyczne zwłoki. Jeżeli chodzi o drugą, to wydaje się mało prawdopodobne, aby zgraja niezorganizowanych uczniów pokonała rzymski garnizon trzymający straż przy grobie (zob. Mt 27,65). Jak pisze Keller, „gdyby grób nie był pusty, nikt w Jerozolimie nie uwierzyłby kazaniom o zmartwychwstałym Chrystusie”. A jednak w historię tę uwierzono w tamtych czasach, wierzono w późniejszych wiekach i wierzy się też dziś.

Świadkowie

Wyobraźmy sobie, że udajemy się do Szwajcarii i ogłaszamy, że na igrzyskach w Vancouver złoto na dużej skoczni zdobył Adam Małysz. Jeśli w ogóle przeżylibyście manto, jakie by wam tam spuszczono za te bajki, prędko byście sobie zdali sprawę, że najlepiej byłoby zostawić takie łgarstwo na później, kiedy ludzie, którzy widzieli te mistrzostwa, powymierają, a wraz z nimi kilka pokoleń fanów Simona Ammanna.

A teraz pomyślmy: człowiek, imieniem Paweł, zaledwie dwadzieścia lat po wydarzeniach opisanych na kartach Ewangelii napisał do kościoła w Koryncie list, w którym potwierdził historię zmartwychwstania Chrystusa (1Kor 15,3-19). Był to list otwarty, przeznaczony do czytania na forum publicznym. Gdyby ta historia była mitem, autor miałby nie lada orzech do zgryzienia, bo ludzie, którzy żyli w czasach Jezusa, zarzuciliby Pawłowi konfabulowanie. A jednak ludzie wszędzie mu wierzyli.

Ewangeliczna opowieść tak się nadaje na mit, jak film Mroczny Rycerz na komedię romantyczną.

Odmienione życie

Być może najbardziej kłopotliwą kwestią związaną z tą kuriozalną historią o zmartwychwstaniu Jezusa jest nawrócenie takich ludzi jak Paweł, wierny Żyd zagorzale prześladujący chrześcijan. Choćbyśmy uznali ją za mit i satyrę na kulturę Jezusa, nadal nie da się wytłumaczyć, dlaczego ludzie mieliby ją wziąć za opis historyczny i w jej imię cierpieć prześladowania, trudy, usunięcie ze swojej społeczności, tortury wodne i przerażającą śmierć na stosie albo w paszczy lwów na arenie Koloseum.

C.F.D. Moule w książce Phenomenon of the New Testament (Fenomen Nowego Testamentu) pisze, że powstanie Kościoła rozdarło w materii historycznej „dziurę wielkości zmartwychwstania”, pozostawiając niewiele miejsca dla świeckiego historyka na jej „załatanie”.

Reasumując, jeśli historia o Zmartwychwstaniu jest mitem, to mitem najgorzej napisanym pod słońcem. Nie ma powodów, aby w kulturze, w której powstała, wierzyć w nią, chyba że wydarzyła się naprawdę. Prawda jest silniejsza od fikcji, a jedynym powodem napisania tej dziwnej historii – nie mówiąc już o wierzeniu w nią aż do śmierci – jest to, że zrodziła się w oparciu o rzeczywiste zajścia.

W liście do chrześcijan w Koryncie apostoł Paweł stwierdza: „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest wasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15,14). Dla niego zmartwychwstanie stanowiło fakt uwiarygodniający historię Jezusa, fundament chrześcijańskiej wiary. Chociaż od czasów apostoła dzielą nas dwa tysiące lat, to jednak historia o zmartwychwstaniu Chrystusa przetrwała do dzisiejszych czasów.

Rozprzestrzenienie się jej i przetrwanie nie stanowi jednak jej głównego atutu. Jest nim bowiem moc zmieniająca życie ludzi pokroju Pawła, także twoje i moje. Ewangeliczna historia nie jest fikcją, lecz fantastyczną rzeczywistością, o której przypominamy sobie o tej porze roku. Rzeczywistością, która twojej historii – bez względu na to, jaka ona jest – może dopisać nadprzyrodzone zakończenie trwające całą wieczność.


© Seth Pierce/Signs of the Times 4/2010
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

* Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie biblijne cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. 5.




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.