Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Gdy słowa nie wystarczają

FELIETON | 31/03/2010 | jk

Trudno opisać coś, czego słowami opisać nie sposób. Kiedy apostoł Jan opowiada w Księdze Apokalipsy o nowej ziemi, najpierw mówi, czym ona nie jest.

Określa ją z punktu widzenia nieobecności na niej tego, co niszczy nasze życie tutaj, tzn. śmierci, płaczu i cierpienia. Dlaczego tak to ujmuje? Ponieważ potrafimy opisać tylko to, co znamy z doświadczenia: dalej nasze możliwości się kończą.

Gdy myślę o drugim przyjściu Jezusa Chrystusa, o ujrzeniu Zbawiciela twarzą w twarz, mało które słowo wydaje się pasować, odczuwam jednak niezmierzoną tęsknotę. W mojej głowie pojawiają się bodaj cztery myśli – uczucia nieomalże zbyt intensywne, aby można je odpowiednio opisać.

Wolność

Paruzja stanowi dla mnie przede wszystkim bramę, za którą zostawimy wszystko, co nas tutaj więzi. W opisie odnowionej ziemi uderza mnie to, że Jan wspomina najpierw o nieobecności morza. Jest rzeczą całkowicie naturalną, że skupia się na tym obrazie. Dla niego, wygnańca na wyspie Patmos, okalające morze stanowiło więzienne mury.

My też mamy więzienne mury, tylko z czego innego. Ludzi więzi ubóstwo. Nałogi. Patologiczne związki. Ciała umęczone chorobą. Wojna i przemoc. Pomyślmy o Sudanie, Iraku czy Afganistanie – a bez trudu moglibyśmy wyliczyć jeszcze kilkanaście innych krajów, gdzie mężczyźni, kobiety i dzieci tkwią w jakby nie kończącym się cyklu zamieszek na tle politycznym i rzezi. Wszystko to trzyma nas w kurczowym uścisku niczym w imadle. I nie widzimy nigdzie sposobu ucieczki.

Spotkanie

Dla Jana morze symbolizowało też dystans, oddzielenie od ukochanych i przyjaciół. Kiedy więc opisuje miejsce, gdzie nie ma morza, mówi o tym, co stwarza dystans, oddziela. Jest tyle rzeczy tworzących dystans między ludźmi: nieporozumienia, gniew, ostre słowa. Albo też pozwalamy, aby zaistniały podziały na punkcie różnic etnicznych, narodowościowych, językowych.

Oczywiście największy dystans stwarza śmierć, ale powrót Chrystusa oznacza, że wszystko to zniknie. Spotkam się tam z ludźmi ważnymi w moim życiu. Zobaczę znowu rodziców, jestem tego pewien. Pragnę też ujrzeć mojego brata i dzieci. I innych, na których bardzo mi zależy. O spotkaniu tym myślę więc z wielkim oczekiwaniem, ale i pewną dozą niepokoju. Czy będą tam wszyscy, których kocham?

Wierzę, że chwila ta będzie wielką demonstracją Bożej łaski. Musimy przygotować się na niespodzianki. Mówiąc nieco żartobliwie, być może spotkawszy tam jakąś osobę, zapytamy: „Co, ty tutaj?”, a wtedy Chrystus odpowie: „A ty co, niby lepszy od niego?!”.

Jestem pewien, że dopiero w momencie powrotu Chrystusa uzmysłowimy sobie głębię jego poświęcenia na rzecz zbawienia każdego, na którym tylko może położyć swe ręce. Sądzę, że będzie dużo młodych ludzi, nastolatków i dzieci, którzy jeszcze nie poznali dobrze życia, a zmarli nagle w trakcie ciągłego odkrywania nowych rzeczy, eksperymentowania, poszukiwań. Przypuszczam, że kiedy Jezus przyjdzie po raz drugi, zobaczymy, że zaakceptowanie przez niego człowieka opiera się na czymś znacznie głębszym niż danie nagrody i że w grę wchodzą też inne czynniki.

Akceptacja

Kiedy Bóg wróci, kiedy zobaczę go twarzą w twarz – wówczas spojrzę w oczy tego, który zna mnie na wylot. Tego, który mnie stworzył. Tego, który ma dokładny skan mojego charakteru. Nic się przed nim nie ukryje! A mimo to nie ujrzę w jego oczach potępienia, lecz miłość połączoną ze współczuciem.

Paruzja stanowi dla mnie moment ostatecznej akceptacji, moment, gdy Bóg przyjmuje swoje dzieci. A jednak widzi on wszystko, co jest nie tak – rzeczy, które chcielibyśmy zmienić, które zmienić próbowaliśmy, ale nie potrafimy. Widzi to wszystko, ale i tak nas przyjmuje. To doprawdy niesamowita myśl, napawająca mnie nadzieją, oczekiwaniem i nabożną czcią.

Odnowa

Gdy Chrystus powróci, zostaniemy uwolnieni od tego, co nas więzi, spotkamy się na powrót z bliskimi i doświadczymy boskiej akceptacji. W tym dniu usłyszymy również słowa naszego Pana: „Bo oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą” (Iz 65,17).

Jak można znaleźć słowa, które by to wszystko oddawały? Każdy z nas ma tak różnorodne blizny i rany. Mamy też rany, które zadaliśmy sobie sami, głupie błędy, z których konsekwencjami tak trudno żyć. Rozbite związki, cierpiący bliscy, choroby, śmierć. Dla niektórych nędza i głód, frustracja z powodu niezdolności zaoferowania dziecku żadnej przyszłości, ból z powodu przemocy w rodzinie albo niesprawiedliwości.

W tych chwilach katuszy, borykania się, aby jak najlepiej wykorzystać to, co niesie życie, nie ma bardziej kojącego rany balsamu niż słowa: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,5). Nie mogę się już doczekać, kiedy przyjdzie Chrystus i usłyszę te słowa z jego własnych ust.

Życie w oczekiwaniu

Jak więc czekam na powrót Pana?

Czekam bez strachu, wiedząc, że Jezus towarzyszy mi na każdym kroku ziemskiej pielgrzymki. Wiedząc, że gdy ujrzę go twarzą w twarz, zniknie wszelki smutek, każda trudność, każda rana.

Czekam, stale go wyglądając, bo wiem, że przyjdzie niebawem – i to nie tylko w sensie konkretnego momentu w historii, na linii czasu. Dla każdego z nas z osobna powrót Chrystusa może mieć miejsce w następnej chwili, kiedy tylko otworzymy nasze oczy.

Czekam przekonany, że liczy się to, jak dzisiaj żyję. Że chociaż tęsknię za tą chwilą ostatecznego uzdrowienia, to Bóg powołuje mnie dziś, abym był uzdrowicielem oraz pośrednikiem przemiany i odnowy społeczeństwa.

Wreszcie, czekam z poczuciem odpowiedzialności – pragnąc podzielić się tą nadzieją z jak największą liczbą ludzi. Pomóc dowiedzieć się, że paruzja będzie faktycznym wydarzeniem w czasie i że tylko poprzez nią urzeczywistnią się wszystkie nasze tęsknoty i najskrytsze pragnienia.


© Jan Paulsen/Signs of the Times 3/2008
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.