Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Skąd tyle smutnych kobiet?

FELIETON | 28/02/2010 | jk

„W ruchu kobiet nie chodziło o szczęście”. Ta opinia, przypisywana feministce Susan Faludi, wydaje się szczerą oceną podzielaną przez wiele innych kobiet. Jak pokazują obecnie liczne badania, zdumiewająco wysoki odsetek kobiet uważa się za coraz bardziej nieszczęśliwe.

Fakt ten ujrzał światło dzienne w fascynującym artykule Maureen Dowd, zamieszczonym na łamach dziennika The New York Times.

Publicystka, której felietony częstokroć ujawniają amerykańskiego ducha czasów, powołała się na wiele poważnych badań wskazujących na „wzrost smutku u kobiet, a radości u mężczyzn”. „Czyżby feministyczna rewolucja koniec końców przysłużyła się bardziej płci męskiej?” – pyta autorka.

Pytania o bardzo podobnym charakterze nasuwają się podczas lektury okładkowego artykułu w tygodniku Time z 14 października 2009 roku oraz raportu specjalnego „The State of the American Woman” (Kondycja Amerykanki). Na okładce czasopisma czytamy wyjaśnienie: „Nowy sondaż mówi, czemu mają więcej władzy i mniej poczucia szczęścia”. Dziennikarka Nancy Gibbs śledzi olbrzymie przemiany, jakie wywołała feministyczna rewolucja. „Dziwne – zauważa. – Rzeczy zmieniają się wolno, aż pewnego dnia uzmysławiamy sobie, że zmieniły się diametralnie”. Zebrała dowody na to, że zmiany te łatwo dostrzec we współczesnej Ameryce.

Otóż o ile w 1972 roku zaledwie 7% uczennic szkół średnich uprawiało sport, o tyle obecnie odsetek ten wzrósł sześciokrotnie. Liczba dziewcząt, które nie ukończyły szkoły, spadła o połowę. Na uczelniach wyższych 40-60% studentów było przedstawicielami płci męskiej, dziś natomiast sytuacja wygląda odwrotnie – blisko połowa absolwentów prawa i medycyny to kobiety, podczas gdy w roku 1970 wskaźnik ten nie przekraczał 10%. Połowa rektorów tzw. Ligi Bluszczowej (stowarzyszenia ośmiu elitarnych amerykańskich uniwersytetów), dwóch na trzech prezenterów telewizyjnych oraz trzy z czterech osób piastujących ostatnio urząd ministra spraw zagranicznych – to przedstawicielki płci pięknej.

Gibbs śledzi równolegle bardziej elementarne zmiany. Z niezwykłą powściągliwością zwraca uwagę na zwykły fakt „obojętności na kwestie małżeństwa i macierzyństwa”. „Kobiety – tłumaczy – nie uważają już związku małżeńskiego za niezbędny etap drogi do rodzicielstwa ani finansowego zabezpieczenia”.

Niemniej jednak „w całym materiale zebranym na podstawie przeprowadzonych licznych ankiet najbardziej zaskakuje to, że w miarę zdobywania wolności, wykształcenia i władzy ekonomicznej kobiety stają się mniej szczęśliwe”.

Gibbs powołuje się na stale rosnący zbiór badań dokumentujących tę „unieszczęśliwiającą” tendencję. W artykule „The Paradox of Declining Female Happiness” (Paradoks zaniku poczucia szczęścia u kobiet), opublikowanym w magazynie American Economic Journal: Economic Policy, ekonomiści Betsey Stevenson i Justin Wolfers wyjaśniają, że w latach 70 „u kobiet odnotowano wyższy wskaźnik dobrego samopoczucia niż u mężczyzn”, natomiast teraz sytuacja się odwróciła.

Powyższe badania rodzą istotne pytanie: Czy feminizm odebrał kobietom poczucie szczęścia? Pytania tego nie można pominąć, jeśli spojrzy się na kontekst historyczny. Wielkie przeobrażenie społeczeństwa za sprawą feminizmu zaczęło następować dopiero od lat 80. Feminizm jako ruch społeczno-polityczny osiągnął zawrotny sukces. W ciągu zaledwie jednego pokolenia społeczeństwo ogromnie się zmieniło, ale w tym samym okresie kobiety stwierdziły, że są mniej szczęśliwe, zwłaszcza w porównaniu z mężczyznami.

Jak zauważa w swojej książce pt. When Everything Changed: The Amazing Journey of American Women from 1960 to the Present (Kiedy wszystko się zmieniło. Niesamowita wyprawa Amerykanki z roku 1960 do teraźniejszości) Gail Collins, tempo, w jakim zachodziła transformacja, było wprost oszałamiające. „Przekonania na temat kobiet i ich zdolności – dzieli się refleksją – legły w gruzach za życia wielu kobiet dzisiejszej doby. Nastąpiło to tak prędko, że rewolucja wydawała się zakończona, nim tak naprawdę którakolwiek ze stron zdążyła się wspiąć się na barykady”.

Pomimo to Collins, felietonistka pracująca dla dziennika The New York Times, zwieńczyła artykuł słowami: „Ruch feministyczny z drugiej połowy XX wieku stworzył nowe Stany Zjednoczone, w których kobiety ubiegają się o fotel prezydenta, walczą z bronią w ręku za kraj, przedstawiają swoje racje przed Sądem Najwyższym, dokonują operacji na sercu, reżyserują filmy i latają w kosmos. Nie usunęło to jednak napięć związanych z próbą jednoczesnego wychowywania dzieci i utrzymania posady”.

Felietony Maureen Dowd i Nancy Gibbs poruszają zasadniczą kwestię związaną z feminizmem: Czy mianowicie ruch feministyczny doprowadził do mniejszego poczucia szczęścia wśród kobiet? Dowd i Gibbs nadal są zagorzałymi feministkami. Jednakże, jak zauważa Dowd, za sprawą feminizmu na barkach kobiet spoczęło więcej brzemion, mimo że obiecywał on otworzyć przed nimi drzwi do szczęścia.

Niestety, większość feministek nie potrafi chyba, zważywszy ich ideologiczne zobowiązania, zadać sobie tych najtrudniejszych pytań. „Postęp rzadko kiedy przychodzi łatwo – wyjaśnia Gibbs. – Okupiony jest kosztami i ofiarami, nawet nie lada trudnościami związanymi z rozstrzygnięciem, czy dana zmiana stanowi krok w przód czy wstecz”.

W feminizmie w gruncie rzeczy nigdy nie chodziło tylko o otworzenie przed kobietami drzwi do szczęścia. Dowodząc słuszności ogromnego społecznego przeobrażenia dokonanego przez feminizm, ruch ten aspirował ni mniej, ni więcej, tylko do przeprowadzenia całkowitej rewolucji społeczno-moralno-kulturalnej i jednocześnie na nowo zdefiniował kobiecość, małżeństwo, macierzyństwo oraz rolę mężczyzny i kobiety.

Niemniej można odnieść wrażenie, że większości kobiet nie jest dobrze z tym całym ciężarem zmian na grzebiecie. Zamiast doprowadzić do ogromnego wzrostu poczucia szczęścia u kobiet, ruch feministyczny musi teraz ponieść odpowiedzialność za to, że kobiety, według ich własnej oceny, wydają się mniej szczęśliwe niż przed rewolucją.

Powód takiego stanu rzeczy jest prawdopodobnie całkiem prosty. Kobiety znajdują się w najbardziej dogodnej sytuacji, aby osądzać nie tylko osiągnięcia feminizmu, ale i straty. Może Susan Faludi ma rację, twierdząc, że w ruchu kobiet nie chodziło o szczęście?


© Albert Mohler, Adventist Review 02b/2010
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

Albert Mohler, rektor Southern Baptist Theological Seminary, uznawany jest za jednego z czołowych amerykańskich teologów i komentatorów wydarzeń kulturalnych.





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.