Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Chrystus bez karabinu

FELIETON | 25/02/2010 | jk

Każde pokolenie musi się na nowo uczyć opowieści o Jezusie. Pod wieloma względami patrzy się na nią przez pryzmat kontekstu kulturowego czytelnika.

Na to, jak interpretujemy historie z przeszłości, wpływają tendencje i postawy danego stulecia. Usłyszeć jedną z takich wiekowych historii gołą, bez kulturowych i kontekstowych klapek teraźniejszości, to pouczające doświadczenie dla kolejnych pokoleń.

Kiedy nie tak dawno temu rozeszły się wieści, że producent broni ze stanu Michigan dostarcza amerykańskiej armii lunety do karabinów z wygrawerowanymi biblijnymi odnośnikami, nie mogłem w to uwierzyć. Broń z biblijnymi tekstami nazywającymi Chrystusa światłością świata? Pasowało jak wół do karety. A jednak.

Czego powinniśmy się z tego nauczyć? Co ten fakt mówi o naszej kulturze? O nas? Czy nie sugeruje się tym samym, że amerykański żołnierz to misjonarz szerzący przemocą chrześcijańskie wartości? Że chrześcijański oznacza amerykański? Stany Zjednoczone prowadzą wojnę na dwóch frontach. Młodzieńcy wracają do domów w plastikowych workach, płacąc najwyższą cenę. Tym, którzy ucierpieli, należy się szacunek i cześć.

Stale się nam mówi, że wszystko to służy rozwojowi szlachetnej sprawy: wolności, demokracji, sprawiedliwości. Podważanie racji bytu wojny albo udziału w wojnie Ameryki spotyka się na każdym kroku z niezrozumieniem. Ale musimy to podważać, choćby tylko dla naszego własnego zrozumienia, co znaczy być człowiekiem.

Trzeba nam zadać sobie pytanie, co Biblia mówi na temat broni, zwłaszcza gdy twierdzi się, aczkolwiek nie bezpośrednio, że nie kłóci się ona z chrześcijańskimi naukami Jezusa.

Już dawno stwierdzono, że żołnierz chętniej wystawi się na śmiertelne ryzyko, jeśli będzie walczyć za sprawę albo kraj, który w jego przekonaniu stoi po właściwej stronie. Znacznie łatwiej składać swoje życie w ofierze, gdy ma się przed oczami słuszną sprawę. Żołnierz przeświadczony o słuszności celu, do którego zdąża, ma więcej odwagi. Doprawdy dziwne zjawisko: im większy zapał religijny, tym bardziej groźny i skuteczny wojownik. W takim przypadku wyłącznie śmierć powstrzyma pochód wojska naprzeciw wrogowi. W ten sposób wykorzystywali religię starożytni wodzowie. Nawet Aleksandra Wielkiego żołnierze nazywali synem bogów, co położyło podwaliny pod roszczenia rzymskich cezarów do posiadania statusu istot boskich.

Jezus rozpoczął swoją służbę właśnie w czasie, gdy władzę nad Ziemią Świętą sprawowali Rzymianie. Obwieścił, że „Królestwo Boże” nadeszło. Pytanie tylko, jaki miało charakter? Dziwne to było królestwo: odrzucało wymuszanie czegokolwiek armią. Podtrzymywało je zbożne zrozumienie Bożej miłości do człowieka oraz ofiarnej miłości człowieka dla Boga i bliźniego. Trudno było i jest zrozumieć tę ideę, ponieważ zawistne ludzkie serce, odurzone żądzą władzy, stale prowadzi walkę z innymi.

Nawet własnym uczniom Jezusa nie było łatwo to pojąć. Pośród nich znajdowali się fanatyczni bracia Jakub i Jan, zwani „synami gromu”. Kiedy pewna wioska odmówiła przyjęcia Jezusa i jego poselstwa, bracia zapytali Mistrza: Panie, chcesz, powiemy, żeby ogień zstąpił z nieba, i spalił ich? (Łk 9,54 Biblia ks. J. Wujka). Wcale nie wahali się użyć siły. Skoro niewdzięcznicy z wioski nie chcieli przyjąć Chrystusa i jego nauk, nie mieli prawa żyć. Według braci Pan powinien ich uśmiercić. Pyszałkowate oburzenie spotkało się jednak z nieoczekiwaną reakcją Jezusa: Nie wiecie, czyjego ducha jesteście. Syn Człowieczy nie przyszedł gubić dusz, ale je zbawiać (ww.55-56).

Podobną naganę otrzymał Piotr po aresztowaniu Chrystusa w Ogrójcu. Apostoł zamachnął się bronią na gromadę ludzi, którzy ujęli Jezusa, i uciął ucho jednemu z nich. Włóż miecz na swoje miejsce – poprosił stanowczo Chrystus – bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mt 26,52 Biblia Tysiąclecia).

W obliczu takiego dowodu wydaje się mało prawdopodobne, aby Jezus popierał grawerowanie na orężu słów „Jezus światłością świata” albo innego urywka biblijnego. Królestwo Boże nie pochodzi z tego świata, a Boża broń nie wymaga prochu, bo jest nią prawda o nieskorej do gniewu miłości Boga dla człowieka, przyciągającej do niego wszystkich (zob. J 12,32).


© Barry W. Bussey/Adventist News Network
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl


Barry W. Bussey sprawuje funkcję dyrektora Biura Spraw Legislacyjnych w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego w Waszyngtonie. Jest również redaktorem mającej się niebawem ukazać książki Should I Fight: Essays on Conscientious Objection and the Seventh-day Adventist Church (Czy powinienem walczyć. Szkice na temat pacyfizmu w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego).





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.