Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Orwell by tego nie wymyślił - polecamy www.znakiczasu.pl

FELIETON | 08/12/2009 | jk

Zakaz ziołolecznictwa i naturalnych terapii witaminowo-mineralnych? Napromieniana żywność ekologiczna? Mięso z genetycznie modyfikowanymi hormonami? Coraz bardziej toksyczne pestycydy? Specjalne pozwolenia na przydomową uprawę warzyw i owoców? To nie żart. Witajcie w świecie Kodeksu Żywnościowego!

Od nowego roku zacznie obowiązywać zakaz stosowania wielu witamin, minerałów i ziół oraz innych produktów pochodzenia roślinnego w suplementach diety, co de facto oznacza koniec większości tanich terapii naturalnych bazujących na tych składnikach np. ziołolecznictwa czy terapii żywieniem. Ale to wierzchołek góry lodowej. Komisja Kodeksu zakazuje informowania o korzystnym działaniu (zdrowotnym lub leczniczym) produktów bez zezwolenia (co zostało obwarowane przepisami nie do przejścia dla producentów), dopuszcza wysokie dawki ponad trzech tysięcy różnych pestycydów w żywności, w tym DDT i innych podejrzanych o działanie rakotwórcze i zakazanych przez Konwencję Sztokholmską, dopuszcza uprawę i sprzedaż roślin genetycznie modyfikowanych, a także stosowanie genetycznie modyfikowanych hormonów w hodowli zwierząt rzeźnych i mlecznych, dopuszcza substancje chemiczne w żywności ekologicznej i jej napromieniania (czego nie będzie świadomy konsument, bo Kodeks nie nakłada obowiązku informowania o tym na etykiecie), co w rzeczywistości oznacza jej stopniową likwidację. Możliwe, że nie będzie też wolno bez zezwolenia prowadzić przydomowej hodowli warzyw, owoców i ziół.


Podgrzewanie żaby

Polityka twórców Kodeksu wobec konsumentów przypomina historię o żabie — gdyby wrzucić ją we wrzątek, wyskoczy, ale jeśliby powoli podgrzewać wodę, w której pływa, da się ugotować. W ciągu najbliższych lat będą stopniowo wchodzić w życie przepisy, które pozwolą okraść nas ze zdrowia i fundamentalnych praw obywatelskich, np. wyboru sposobu leczenia. — Te działania są celowo rozciągnięte na wiele lat, tak by ludzie przyzwyczaili się do zmian, ciągłych ograniczeń. Proces ten jest wspierany przez media podające w wątpliwość bezpieczeństwo żywności i suplementów diety, powołujące się na wadliwe lub nieadekwatne badania naukowe, które miały przygotować opinię publiczną na przyszłe wycofanie tych produktów z rynku — podkreślają przedstawiciele europejskiej organizacji pozarządowej Alliance for Natural Health (ANH).

Komisję Kodeksu Żywnościowego powołały w 1963 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa przy ONZ (FAO), aby promowała bezpieczną żywność i dbała o uczciwy handel. Problem w tym, że zbyt duży wpływ na prace Komisji zaczęły wkrótce wywierać koncerny farmaceutyczne i spożywcze, a jak twierdzi dr Matthias Rath, twórca medycyny komórkowej zajmującej się m.in. leczeniem chorób sercowo-naczyniowych, przedstawiciele przemysłu farmaceutycznego stanowią dziś połowę składu Komisji. Konflikt interesów? Sprawa się jeszcze skomplikowała, gdy w 1994 roku powstała Światowa Organizacja Handlu (WTO), a globalizacja handlu dała koncernom możliwość większych zysków. Pociągnęło to za sobą wymóg konserwacji żywności metodami chemicznymi lub radiacyjnymi (rozważa się na przykład duże ilości promieniowania gamma — do 30 KGr, a więc dużo wyższe od dawek uznawanych przez wielu naukowców za niebezpieczne). W tych procesach składniki odżywcze — witaminy i enzymy — są niszczone, a pokarm staje się mniej odżywczy. Jak widać, ochrona zdrowia i praw Kowalskiego gdzieś po drodze się zagubiła...

— Rola Komisji Kodeksu diametralnie się zmieniła: od dostarczania żywności krajom rozwijającym się i wyznaczania norm dopuszczalnych dla niebezpiecznych chemikaliów w zapasach żywności do wtargnięcia w obszary naturalnych suplementów i organizmów modyfikowanych genetycznie — tłumaczy dr Robert Verkerk, dyrektor wykonawczy i naukowy ANH. Dlaczego? Bo większość organizacji pozarządowych biorących udział w posiedzeniach Komisji Kodeksu reprezentuje interesy korporacji międzynarodowych. Tylko jednej organizacji działającej w obronie wolności naturalnego zdrowia — National Health Federation (NHF) przyznano status oficjalnego obserwatora przy Kodeksie (bez prawa głosu). Wszystkie inne organizacje tego typu starające się o uzyskanie takiego statusu zostały odrzucone.

Około 300 wytycznych i standardów Kodeksu jest używanych w krajach członkowskich jako podstawa do stanowienia prawa krajowego oraz przez WTO jako podstawa do rozstrzygania międzynarodowych sporów handlowych. Wdrożenie wytycznych Kodeksu jest dobrowolne, ale — jak podkreśla dr Verkerk — to tylko trik, bo kraje członkowskie nie są informowane o konsekwencjach nietańczenia w takt muzyki Kodeksu. — W takim przypadku trafiasz w ręce policjanta Kodeksu, czyli WTO, i to zdecydowanie zła wiadomość, chyba że znajdziesz jakiś magiczny sposób na poradzenie sobie z ogromnymi karami i sankcjami handlowymi.

Z takim obciążeniem boryka się od jakiegoś czasu Unia Europejska. Za to, że odmawia importu z USA i Kanady wołowiny i drobiu uzyskanych z hodowli zwierząt karmionych genetycznie zmodyfikowanym hormonem wzrostu (rbGH), musi co roku płacić im łącznie 128 milionów dolarów odszkodowania. Logika jest następująca: skoro Komisja Kodeksu autorytarnie, acz kontrowersyjnie orzekła, że takie mięso jest bezpieczne, żaden kraj nie może bezkarnie nakładać ograniczeń handlowych na drugie państwo. Na poniesienie takich konsekwencji może i stać bogatą UE, ale nie pojedynczy kraj, szczególnie taki jak Polska. Zresztą coraz częściej słychać, że w dobie kryzysu Europa nie da rady dłużej opierać się zapisom Kodeksu i chce odstąpić od ośmioletniego moratorium na uprawę organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO).


Komu szkodzą witaminy?

— W 1994 roku Kodeks oświadczył, że substancje odżywcze — zapnijcie swoje intelektualne pasy bezpieczeństwa — to toksyny! Jako że są to trucizny, musi się nas przed nimi ochraniać. Mówimy tu o obudzeniu się pewnego poranka i byciu bardzo zaskoczonym, że silnie oddziałujące, terapeutycznie skuteczne, istotne z klinicznego punktu widzenia składniki odżywcze są teraz nielegalne! Tak jak nielegalna jest heroina! — ostrzegała jakiś czas temu jedna z działaczek(1).

Ten poranek właśnie nadszedł. Z końcem tego roku ulegają drastycznej obniżce maksymalne dopuszczalne dawki witamin i minerałów w suplementach diety. Na przykład dopuszczony poziom beta-karotenu będzie trzy i pół razy niższy niż w jednej marchewce, a selenu trzy razy niższy niż w orzechu brazylijskim! Takie preparaty nie będą posiadały większej wartości. Produkty zawierające ilości witamin i minerałów powyżej tego poziomu będą traktowane jako „posiadające właściwości produktu leczniczego”. A taka kwalifikacja powoduje, że będą podlegać prawu farmaceutycznemu. To z kolei sprawia, że każdy taki suplement będzie musiał przejść kosztowne badania kliniczne, na co stać tylko koncerny farmaceutyczne. Czy w ten sposób chcą one przejąć bogaty rynek naturalnych suplementów? Wydaje się raczej, że chcą go po prostu zniszczyć, bo po pierwsze — witaminy i minerały nie podlegają patentom, więc nie mogą przynosić takich zysków jak patentowane leki syntetyczne; po drugie — zapobiegają wielu chorobom, zmniejszając zapotrzebowanie na leki farmaceutyczne; po trzecie — pozostawieni na łasce farmaceutyków pacjenci zapewnią koncernom utrzymanie zysków z produkcji, jako że leki te często działają tylko na objawy, kumulując przy tym efekty uboczne, a tym samym utrzymując zły stan zdrowia społeczeństw. I koło się zamyka. Czy zatem naturalne witaminy nie szkodzą przede wszystkim producentom leków, którzy próbują sprzedawać nam mało skuteczne ich syntetyczne odpowiedniki?

Skąd wzięło się przekonanie, tak chętnie nagłaśniane przez media, że witaminy są śmiertelnie szkodliwe? Istnieją przecież setki badań naukowych dowodzących, że naturalna suplementacja pomaga ograniczyć, a nawet wyeliminować wiele chorób cywilizacyjnych(2). Dr Bruce Adams, wykładowca biologii molekularnej i biochemii na Berkeley — University of California, jest jednym z wielu naukowców, którzy bazując na wynikach badań, wykazywali, że braki mikroelementów w powiązaniu z dietą zachodnią to najważniejsza przyczyna epidemii chorób przewlekłych, w tym raka, cukrzycy i chorób serca. Skąd zatem te absurdalne wnioski o śmiertelnej szkodliwości witamin? — Były tylko jedne badania w latach 90., i to dotyczące syntetycznych witamin, które przyniosły negatywne rezultaty — tłumaczy dr Verkerk. — Potem poddawano je meta¬analizie, czyli analizie analizy, i pojawia¬ły się wciąż nowe artykuły, co sprawiało wrażenie, jakby tezę o szkodliwości witamin popierały kolejne badania. Przy tym skrzętnie pomijano informacje, że negatywne wyniki dotyczyły sztucznie wyizolowanych składników odżywczych i bardzo wysoko dozowanych ludziom chorym. Czyli mówiąc inaczej — ogromnych dawek syntetycznych witamin.

Gdy w 1994 roku podobne regulacje Kodeks chciał wprowadzić w USA rękami rządowej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), powstał olbrzymi ruch konsumencki, a protestom nie było końca. W kampanię na rzecz wolności opieki zdrowotnej zaangażowali się nawet aktorzy, m.in. Sharon Stone i Mel Gibson(3), a Kongres zarzucono listami i telefonami — dziennie odbierano ich tam milion. Efektem społecznego buntu było stworzenie ustawy znanej jako DHSEA, broniącej swobodnego dostępu do naturalnych suplementów. Kodeks poniósł porażkę za oceanem, więc wyciągnął ręce w stronę Europy. Czy uśpione kraje UE sprostają zadaniu i zaprotestują?


Walka z Goliatem

Kodeks posuwa się jeszcze dalej: zabrania informowania, że codzienna zrównoważona dieta oparta na żywności konwencjonalnej nie dostarcza wystarczającej ilości składników odżywczych. To niczym kneblowanie ust, bo jak podkreślają przedstawiciele Kampanii Natura bez Granic, w krajach rozwiniętych poziom mikroelementów w codziennej diecie może być ponad połowę niższy od potrzeb organizmu. Jest to związane z wyjałowieniem gleby spowodowanym przez intensywne rolnictwo(4), stosowaniem w rolnictwie substancji chemicznych i modyfikowanych genetycznie oraz przetwarzaniem żywności, czyli dodatkami chemicznymi i napromieniowaniem, a także wydłużającym się czasem od zbiorów do spożycia przez konsumenta. Tylko w Wielkiej Brytanii w ciągu półwiecza poziom kluczowych minerałów w owocach i warzywach zmniejszył się o 70 proc.(5). Ale kto nie będzie wiedział, że konwencjonalna dieta nie pokrywa zapotrzebowania organizmu, nie będzie się domagał suplementów...

Zapobieganie chorobom nie leży w interesie przemysłu farmaceutycznego, a kontrolowany przez niego Kodeks wypowiedział wojnę medycynie naturalnej — uważa dr Matthias Rath uznany przez dwukrotnego noblistę Linusa Paulinga za swego następcę. Istnienie tego przemysłu zależy od istnienia i rozwijania się chorób. Produkuje on leki, które nie mogą likwidować chorób, bo to podkopałoby podstawy jego istnienia. Według Ratha 80 proc. obecnych na rynku farmaceutyków nie ma dowiedzionej skuteczności i działa tylko objawowo. Więc choroby się rozwijają, mimo że medycyna naturalna ma na nie sposób. Dr Verkerk dodaje: — Strachu używa się do pobudzenia sprzedaży i nigdzie nie robi się tego tak bezwstydnie jak w sferze medycyny i pożywienia. Zostaliśmy uzależnieni od leków, co pokazuje olbrzymia liczba przepisywanych corocznie recept. Jak celnie podsumowano w filmie Stajemy się niemi, „wmawia się nam nieumiejętność zapobiegania chorobom oraz leczenia ich i popycha się całe narody do klękania przed ołtarzem przemysłu farmaceutycznego”.

W Stanach Zjednoczonych co roku umiera 106 tys. osób z powodu prawidłowego zażycia prawidłowo przepisanych leków(6). W ciągu 23 lat daje to blisko 2,5 miliona zgonów. W tym samym okresie, jak wynika z badań, odnotowano tylko 10 przypadków śmiertelnych z powodu użycia witamin — powodu rzekomego, bo nigdy tego dokładnie nie zbadano. — Jeśli przejrzymy literaturę medyczną z ostatnich 65-75 lat, to okaże się, że są tysiące artykułów wykazujących, że wysokie dawki minerałów leczą choroby — mówi Andrew W. Saul, dietetyk i wykładowca, jeden z redaktorów „Journal of Orthomolecular Medicine”. — Ale niektóre publikacje są niedostępne, ponieważ wydrukowano je w magazynach, których Narodowa Biblioteka Medyczna (USA) nie chce skatalogować. Żadnej naszej publikacji z ostatnich 41 lat, setek artykułów, Biblioteka nie skatalogowała, choć mieni się największą biblioteką medyczną świata. Istnieją zatem pisma medyczne, które są na czarnej liście. Czy to nie jest interesujące? — pyta(7).


Genetyczne oszustwo

Patenty na leki oraz dążenie do wyeliminowania terapii naturalnych, których opatentować się nie da, to nie jedyny obszar, nad którym wielkie korporacje chcą przejąć kontrolę. Kodeks, realizując strategie koncernów biotechnologicznych, dąży do sytuacji, w której konsument nie będzie informowany, że produkt, który zamierza kupić, jest częściowo lub w całości modyfikowany genetycznie — ostrzegają twórcy Kampanii Naturalne


Nielegalne!? Nigdy!!!

Wytyczne Kodeksu z 2003 roku stały się podstawą regulacji prawnych w USA, Kanadzie i Argentynie, będących światowymi gigantami upraw GMO (w USA i Kanadzie nie ma już tradycyjnych nasion rzepaku czy kukurydzy). Są prowadzone prace, by usankcjonować sprzedaż produktów modyfikowanych genetycznie we wszystkich krajach członkowskich WTO. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności mimo protestów dopuścił kukurydzę GM (odmiana MON 810) do upraw i sprzedaży w Polsce. — Konkurentom zagranicznym może zależeć na wymuszeniu na Polsce zgody na uprawy GMO, by podważyć nasz atut czystej ekologicznie i genetycznie żywności — mówi prof. dr hab. Tadeusz Żarski z Katedry Biologii i Środowiska Zwierząt SGGW. — Tradycyjne gatunki i stare odmiany roślin to nasze bogactwo biologiczne, które Polska wniosła do zubożałej rolniczo poprzez masowe stosowanie chemizacji rolnictwa zachodniej Europy.

Nowy projekt ustawy o GMO to wyrok śmierci dla rolnictwa ekologicznego i tradycyjnego, gdyż te uprawy nie mogą obok siebie współistnieć — ostrzega dr inż. Roman Andrzej Śniady z Katedry Kształtowania Agroekosystemów Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, członek Komisji Sterującej Koalicji Polska Wolna od GMO. Pyłki roślin GM mogą z wiatrem pokonać setki kilometrów i krzyżować się z konwencjonalnymi roślinami. Tego procesu nie da się przerwać. To technologia, która opanowuje, zanieczyszcza, psuje i w ostatecznym rozrachunku niszczy naturalne gatunki. Koegzystencja jest niemożliwa. — Skażenie genetyczne to coś zupełnie innego niż skażenie chemiczne, które przez własną głupotę rozpowszechniamy od 50 lat — tłumaczy norweski naukowiec Terje Traavik, który do końca lat 80. był jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników inżynierii genetycznej. — Rzecz w tym, ze chemikalia nie potrafią się same rozmnażać. Nawet największe skażenie chemiczne z czasem maleje, podczas gdy w technologii genetycznych modyfikacji jest dokładnie na odwrót. DNA może się w zasadzie rozmnażać samodzielnie, a więc możliwe jest, że początkowo niewielkie skażenie rozrośnie się z czasem do olbrzymich rozmiarów(8). I położy kres produkcji żywności wolnej od GMO. Naukowcy podkreślają, że technologie GM używają bardzo agresywnych rakotwórczych wirusów, które podlegają szybkiej mutacji i z czasem mogą powstawać z nich nowe groźne zarazki o niedających się przewidzieć konsekwencjach.


Wpływ organizmów GM na nasze zdrowie nie jest wbrew zapewnieniom obojętny. Zwierzęta karmione takimi paszami i roślinami chorują i zdychają. Są rośliny GM, które produkują silną truciznę zabijającą owady — wszystkie, zarówno szkodniki, jak i te pożyteczne, np. pszczoły. Toksyna ta jest również trująca dla ludzi i zwierząt, doprowadza do chorób, w tym nowotworowych. Pyłek tych roślin może powodować silne alergie. U szczurów karmionych genetycznie zmodyfikowaną kukurydzą zauważono m.in. podwyższony poziom białych krwinek, niższy poziom czerwonych krwinek, zaburzenia pracy nerek i wątroby i znaczący wzrost poziomu cukru we krwi. Podawanie soi GM ciężarnym samicom powodowało wysoką śmiertelność oraz zaburzenia wzrostu u ich potomstwa — ponad połowa zmarła w ciągu trzech tygodni. Co ciekawe, w trzecim pokoleniu szczurzyce stawały się bezpłodne. Problemy z płodnością miało też 80 proc. macior karmionych paszą zawierającą GMO(9).


Depopulacja?

Czy chodzi tylko o pazerność wielkich korporacji? Czy zysk za wszelką cenę kosztem zdrowia i życia ludzi to jedyny cel? Nie — twierdzi prof. zw. dr hab. inż. Stanisław Wiąckowski. I dodaje: — Jest tu jeszcze inny ważny, ale ukryty cel: zmniejszenie liczby ludzi na świecie.

Kolejna warta śmiechu teoria spiskowa? Może, ale parę istotnych faktów powoduje, że nie powinno być nam do śmiechu. — Do tego celu służą takie wynalazki jak antykoncepcyjne nasiona roślin GMO, masowo stosowany preparat roundup(10) czy soja masowo wciskana producentom żywności na całym świecie — wyjaśnia prof. Wiąckowski. — Soja obok swoich zalet zawiera genistynę, która ma negatywny wpływ na ruchliwość plemników, a soja GM jeszcze silniej negatywnie oddziałuje na reprodukcję. Polska sprowadza rocznie około dwóch milionów ton śruty sojowej genetycznie modyfikowanej. Pozornie jako dodatek do pasz dla trzody i drobiu. Jednak większość tej soi zjadają ludzie, nawet o tym nie wiedząc. Soja GM jest wszechobecna w wielu produktach, np. w wyrobach mięsnych — jest trzecim pod względem proporcji składnikiem po wodzie i mięsie.

Słowo manipulacja nie będzie tu chyba nieadekwatne. Pozbawiono nas informacji, a więc możliwości wyboru. Czyli szansy zadbania o siebie i swoje zdrowie. Kto kontroluje żywność, ten kontroluje świat. Żywność GM osłabiająca płodność i prowadząca do eliminacji upraw konwencjonalnych, delegalizacja witamin i minerałów w dawkach terapeutycznych przy jednoczesnym zielonym świetle dla pestycydów oraz innych chemikaliów w żywności(11), dopuszczenie napromieniania żywności ekologicznej, zakaz naturalnych terapii, z których korzysta 80 proc. ludzi na świecie — jakie będą tego skutki? Globalne plany ograniczenia liczby ludności nie są tajemnicą. Debatują nad tym przedstawiciele świata polityki i biznesu. W maju tego roku, o czym doniósł dziennik „Polska — The Times”, najwięksi bogacze zebrali się w USA, by rozmawiać o połączeniu sił w walce o — jak to ładnie ujęto — zahamowanie wzrostu populacji. W nieoficjalnym panelu wzięli udział m.in. David Rockefeler Jr, Warren Buffett i George Soros(12). Są ludzie jak Ben Stewart, reżyser kontrowersyjnego dokumentu Esoteric Agenda (Tajny program), który uważa, że celem działań Komisji Kodeksu Żywnościowego jest właśnie redukcja liczby ludzi na ziemi. Sami eksperci WHO i FAO, jak twierdzi w filmie, mieli szacować, że wprowadzenie po 31 grudnia 2009 roku na skalę globalną wytycznych dotyczących witamin i minerałów spowoduje trzy miliardy zgonów. Podejrzenia Stewarta, choć grupa ludzi o podobnych przekonaniach jest całkiem spora, wydają się zbyt absurdalne, by normalny człowiek mógł w nie uwierzyć. Ale z drugiej strony — gdyby przed dojściem Hitlera do władzy ktoś ostrzegał, że człowiek ten będzie zwoził w bydlęcych wagonach ludzi do obozów koncentracyjnych, by ich zagazować i prowadzić na nich eksperymenty medyczne, reakcje świata byłyby podobne: to niemożliwe! Zło jednak nie ma granic, tak jak ludzka chciwość. Choć wiele tez i danych może być przesadzonych, coś wydaje się być na rzeczy. Od dawna się powtarza, że ograbiona z bogactw naturalnych ziemia nie może utrzymać sześciu miliardów ludzi. — Kto przeżyje? — stawia pytanie Ben Stewart i odpowiada: — Zapewne ludzie na tyle bogaci i wpływowi, by mieć swoich dostawców czystego jedzenia i składników odżywczych.

Szczególnego znaczenia nabierają w tym kontekście słowa Thomasa Jeffersona: „Ceną wolności jest wieczna czujność”.


Potrzebny twój podpis

Jedno wiadomo: Kodeks wprowadza skandaliczne, niehumanitarne regulacje prawne wymierzone przeciw zdrowiu ludzi i prawom obywatelskim. Nie dowiemy się tego z czołowych mediów pozostających pod wpływem kapitału powiązanego z przemysłem farmaceutycznym, spożywczym i biotechnologicznym, które ciągle szukają sposobu, by zakneblować internet — jedyny szeroko dostępny niepoddający się ich kontroli środek przekazu. I rzec można — już znalazły(13). Czy jesteście skłonni przekazać rządom i korporacjom kontrolę nad tym, co jecie i pijecie? — pytają przedstawiciele Alliance for Natural Health. Fundacja Zdrowia dr. Ratha i National Health Federation prowadzą międzynarodową kampanię w sprawie Referendum na rzecz Naturalnych Środków Leczniczych. Jej celem jest zagwarantowanie wszystkim obywatelom UE wolnego dostępu do osiągnięć medycyny naturalnej opartej na podstawach naukowych. W 27 krajach członkowskich UE zbierane są podpisy pod petycją. Aby referendum zostało przeprowadzone, trzeba zebrać milion ważnych podpisów. Na stronie www.eu-referendum.org/polski/petitions/natural_remedies_info.html każdy, komu drogie jest zdrowie i prawo wyboru metody leczenia, może złożyć swój podpis(14).

„Odnosimy wrażenie, że padli Państwo ofiarą znacznie większej manipulacji nie jednego, lecz wielu producentów leków, chemii i biotechnologii, którzy wykorzystują Komisję Kodeksu Żywnościowego i Komisję Europejską do usankcjonowania prawem ich oligopolu” — napisali twórcy Kampanii Naturalne Nielegalne!? Nigdy!!! oraz Kampanii Natura bez Granic w piśmie skierowanym do Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, który w Polsce odpowiada za koordynację prac kodeksowych.

Abraham Lincoln powiedział: „Można oszukiwać niektórych ludzi cały czas i wszystkich ludzi przez pewien czas. Ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas”.


© Katarzyna Lewkowicz-Siejka, „Znaki Czasu” 12/2009


(1). Wypowiedź tę należy uznać za duży skrót myślowy. Jej autorka, dr Rima Lailbo, nie jest uważana przez ANH za koalicjanta w walce o dostęp do naturalnych terapii.
(2). Nie oznacza to, że suplementy zwalczają choroby lub ich objawy tak jak farmaceutyki, lecz że właściwie odżywiają organizm, który sam jest w stanie poradzić sobie z wieloma chorobami. Przykłady badań są opublikowane na stronie ANH.
(3). Krótki film Mela Gibsona można obejrzeć w serwisie YouTube.
(4). Z ok. 50 minerałów zawartych pierwotnie w glebie przywracane są najczęściej tylko trzy: fosfor, azot i potas (występujące w nawozach).
(5). Zob. www.anccampaign.org/campaigns/food4health.
(6). Dane „Journal of American Medical Association”; za: Food Matters (Jedzenie ma znaczenie), reż. James Colquhoun i Laurentine ten Bosch.
(7). Tamże.
(8). Życie wymyka się spod kontroli, reż. Bertram Vehaag i Gabriele Kröber. Zob. też: Świat według Monstanto, reż. Marie-Monique Robin.
(9). Za: „Lina ratunkowa”, jesień 2009, s. 5. Zob. też: Żywność genetycznie modyfikowana.
(10). „Scientific American Magazine” doniósł, że używany do ochrony upraw GMO środek chwastobójczy roundup (używa się go też w ogrodach i parkach miejskich) jest zabójczy dla komórek ludzkich, szczególnie dzieci w okresie płodowym. Zob. Weed-Whacking Herbicide Proves Deadly to Human Cells.
(11). Zagrożenie poszczególnymi pestycydami jest zazwyczaj rozpatrywane w oderwaniu od wpływu innych pestycydów i dodatków chemicznych do żywności, a wpływ długofalowy ich kumulacji w organizmie jest ignorowany. (12). „Polska — The Times”, 25.05.2009.
(13). UE właśnie osiągnęła konsensus co do blokującej Pakiet Telekomunikacyjny tzw. poprawki 138. Regulacje spowodują blokadę dostępu do wielu niszowych witryn. Ponadto „Dziennik Gazeta Prawna” poinformował w ubiegłym miesiącu, że niezależnie od dyrektywy unijnej polski rząd — przy okazji zdelegalizowania e-hazardu — chce stworzyć czarną listę domen, które będą musieli blokować dostawcy internetu. Konkretne adresy będą wskazywać m.in. Urząd Komunikacji Elektronicznej, policja i służby specjalne. Prace nad tzw. artykułem 170a pilotuje Ministerstwo Finansów. Stworzy to podstawy prawne do klasyfikowania jako nielegalne „niepoprawnych politycznie” stron www.
(14). Zebrano już 800 tys. podpisów, ale za ważne uznano tylko 250 tys.

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Znaki Czasu”. Publikacja na łamach serwisu adwentysci.waw.pl za zgodą redakcji pisma. Miesięcznik dostępny w salonach sieci Empik i Ruch lub poprzez witrynę www.znakiczasu.pl.




Dodaj swój komentarz...



Nie sposób nie zgodzić się z większością tez i wniosków zawartych w tym artykule. Mieszkając w Wielkiej Brytani mam zatem wątpliwy przywilej spożywać owoce i warzywa zawierające, jak napisano w artykule, 70 % mniej składników odżywczych niż pół wieku temu. Jest jednak pozytywna strona odżywiana się w UK. Istnieje tam mnóstwo różnych sklepów i sklepików z żywnością, a ludzi generalnie stać na nią, więc nikt nie może powiedzieć, że musi jeść to, co mu wtykają do ust. Inna sprawa to brak edukacji odnośnie prawidłowej diety i zdrowego stylu życia - tutaj rząd pod egidą pani Królowej zawalił na całej linii. Wystarczy pojechać do Walii czy Szkocji, by zauważyć, że nadwaga mocno ciąży poddanym Jej Króleswskiej Mości. Jeśli chodzi o lecznictwo, to NHS jaki jest, taki jest, ale leki są właściwie za darmo. Amoksycylina jest np. przygotowywana ad hoc w aptece, więc firmy farmaceutyczne w UK mają bardzo ciężki żywot. Pozdrawiam.

- Wojciech, York (UK)


Cieszę się że ukazał się taki artykuł. Dużo czytałam na temat działalności dr Matthiasa Rath. Postanowiłam wydrukować Wasz artykuł i rozdać znajomym oraz niektórym lekarzom.

- Barbara, Elbląg


A nie lepiej rozdawać znajomym całe "Znaki Czasu"?

- Andrzej Siciński, Warszawa

MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.