Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Widziałem przyjście Jezusa

FELIETON | 07/12/2009 | jk

Przez jedną dłuższą chwilę, która na zawsze wryła mi się w pamięć, zwyczajnie widziałem powtórne przyjście Jezusa na ziemię! Chciałbym, żeby jego powrót pozostał dziś dla mnie tak realny jak wówczas.

Każdy, kto zna Biblię, powie wam, że kiedy Jezus Chrystus blisko 2000 lat temu opuszczał ziemski padół, obiecał: „Przyjdę znowu” (J 14,3). Gdy jednak owego dnia spojrzałem w niebo i ujrzałem, jak powraca, oczy stanęły mi kołem ze zdumienia. Byłem jeszcze chłopcem i żyliśmy z rodziną w lasach na południu Oregonu. Tata był drwalem i mieszkaliśmy w prymitywnym baraku nieopodal miejsca, gdzie w tamtym okresie pracował.

Wychowałem się w domu chrześcijańskim i jako chłopiec orientowałem się już, że wkrótce Jezus przyjdzie po raz drugi. Nie była mi też obca zapowiedź, że uczyni to w spektakularny sposób, zstępując na ziemię na obłokach nieba w asyście aniołów.

I choć wydarzyło się to tyle lat temu, że nawet boję się liczyć, wspomnienie owego dnia stoi mi żywo przed oczami, jakby to było wczoraj.

Pamiętam, jak oddaliwszy się nieco od naszego domu pomiędzy wyniosłe świerki, natrafiłem na wyłożoną trawiastym dywanem niewielką polanę z olbrzymim wiatrowałem. Wszedłszy na niego, wyciągnąłem się na starym pniu pokrytym mchem i zapatrzyłem w niebo.

I nagle stało się! Za chmurami zaczęło lśnić jasne światło. Pewnie słońce chce się przebić, pomyślałem. Ale wtedy obłoki zaczęły wirować, układając się w zmieniające się niczym w kalejdoskopie wzory, które mieniły się wszystkimi barwami tęczy. Obszar wirujących chmur powiększał się i jak mi się zdawało, przybliżał. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie widziałem.

Raptem zaświtało mi w głowie: To na pewno powracający Chrystus! I oto, jakby na potwierdzenie mojego przekonania, obłoki rozstąpiły się, przepuszczając snop błyszczącego światła.

Zelektryzowany, zeskoczyłem z pnia i pognałem przez las powiadomić rodzinę. Kiedy jednak dotarłem do domu i ponownie spojrzałem w górę, zobaczyłem tylko zachmurzony firmament.

Czyżby po prostu słońce wyjrzało zza chmur? Być może. Wybujała chłopięca wyobraźnia? Niewykluczone. Wiedzcie jednak, że przez jedną dłuższą chwilę, której nigdy nie zapomnę, przyjście Jezusa stało się realne. Moja wiara w powrót Chrystusa nigdy nie była tak silna.

Mijały lata, stałem się młodzieńcem, potem mężczyzną. Wraz z dojrzałością zaszła we mnie zmiana jakościowa wiary. Zmiana, która była raczej niezupełnie wskazana, bo utraciwszy naiwność, utraciłem też bezgraniczną ufność, cechującą chyba wszystkie dzieci.

W miarę upływu lat uczymy się, że nie zawsze można ufać ludziom, gdyż mogą nas zranić. Aby się przed tym uchronić, uczymy się więc ostrożności, powątpiewania, podejrzliwości. Dzieci, które być może zanadto ufają, zbyt prędko stają się za mało ufnymi dorosłymi.

Świeccy humaniści przyjmują wszystko to z zadowoleniem, uznając sceptycyzm po prostu za realistyczne podejście do rzeczywistości, w której ich zdaniem nie ma miejsca na poważne traktowania religii. A niby czemu mieliby sądzić inaczej, skoro ciągle spotykają się z gorszącym, obrzydliwym zepsuciem i nadużyciami ze strony pozornych wyznawców takiej czy innej religii?

Ale bez względu na to, czy mają ku temu powody, czy też nie, nie mogę się zgodzić z ich poglądem, jakoby współczesny sceptycyzm miał pozytywny wydźwięk. Im mniej bowiem ufamy sobie nawzajem, tym bardziej prawdopodobne jest, że nie zaufamy Bogu.

Od tak dawna jesteśmy zasypywani tyloma bałamutnymi twierdzeniami, padamy ofiarami tylu złamanych obietnic, zawodzi nas tylu ludzi, że ufanie drugiej osobie nie przychodzi nam z łatwością. Takie nabyte niedowiarstwo niestety siłą rzeczy przenosi się na nasze stosunki z Bogiem.

Jezus też oczywiście wiedział o zarazie sceptycyzmu, która będzie się panoszyć po świecie przed jego drugim przyjściem. „Czy […] Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”, zadał stale powracające pytanie retoryczne (Łk 18,8)*.

Dał w ten sposób do zrozumienia, że kiedy powróci, będzie brakować wiary. Tylko wiary w co? Albo w kogo? Być może celowo pozostawił pytanie otwartym, aby ludzie żyjący w czasach końca zbadali dokładnie kwestię wiary w naszym codziennym życiu.

Pytanie Chrystusa było dość ogólne: „Czy znajdzie wiarę na ziemi?”. Nie mogę odpowiedzieć za cały świat ani za ciebie. Mogę jedynie rzec, co ja osobiście słyszę w tym pytaniu Chrystusa. A słyszę w nim echo wielu innych pytań. Pozwólcie, że podzielę się z wami niektórymi z nich.

1. Czy Chrystus znajdzie wiarę pomiędzy ludźmi, gdy przyjdzie? Słynny deweloper Donald Trump opowiada w autobiografii o tym, jak próbował kupić prawa do przestrzeni powietrznej nad ekskluzywnym domem towarowym Tiffany & Co. w Nowym Jorku, aby wybudować drapacz chmur Trump Tower. Miliarder poszedł na spotkanie z Walterem Hovingiem, wieloletnim właścicielem Tiffany & Co, i po przedstawieniu sprawy tak przekonująco, jak tylko potrafił, zaoferował mu pięć milionów dolarów za prawa do przestrzeni powietrznej.

– Posłuchaj, młodzieńcze – rzekł Hoving, ściskając jego dłoń. – Zawrę z tobą umowę za cenę, którą zaproponowałeś. Mam tylko nadzieję, że wykonasz taką porządną robotę, jak zapowiedziałeś, bo chcę być z niej dumny. Tymczasem mam mały problem. Wyjeżdżam z żoną na miesiąc i do powrotu nie będę mógł na to poświęcić czasu.

Wtedy Trump zaczął się denerwować. W ciągu całego miesiąca Hoving mógł stchórzyć i wycofać się z umowy. Trump począł głośno wyrażać swoje obawy, zastanawiając się, co by było, gdyby Hoving się rozmyślił.

Hoving wyglądał na oburzonego. – Młodzieńcze – powiedział – chyba mnie nie zrozumiałeś. Uścisnąłem ci dłoń, a więc zawarłem z tobą umowę.

Trump opisuje swoją reakcję następująco: „Zamurowało mnie. Musicie zrozumieć, skąd pochodziłem. Chociaż w handlu nieruchomościami są uczciwi ludzie, byłem raczej przyzwyczajony do takich, z którymi nawet nie zadajesz sobie trudu, aby uścisnąć im dłoń, bo wiesz, że to bez znaczenia. W przypadku Waltera Hovinga uzmysłowiłem sobie, że mam do czynienia z całkowicie innym człowiekiem – dżentelmenem, którego naprawdę zaszokowała sugestia, jakoby mógł nie dotrzymać umowy”.

Ufanie innym oznacza podjęcie ryzyka, ale też otwarcie się na radości wypływające z przyjaźni i miłości. Kiedy więc wróci Jezus, czy znajdzie kogoś, kto wierzy w innych na tyle, aby podjąć wiążące się z zaufaniem ryzyko?

2. Czy Chrystus znajdzie wiarę w Boga, gdy przyjdzie? Czasami może się wydawać, że nie. Światem rządzą ateistyczne ideologie i niechrześcijańskie religie. W tak zwanych krajach chrześcijańskich wielu jedynie przybiera maskę religijności. Skoro pod powierzchnią Kościoła chrześcijańskiego kryje się obłuda, a wiele osób regularnie uczęszczających do kościoła robi to tylko dla oka, to czy można znaleźć jakąś duchowość?
Kiedy Jezus przyjdzie, bez wątpienia znajdzie prawdziwą wiarę, duchowość. Jak mówi, będą na niego czekać ludzie, którzy „strzegą przykazań Boga” i mają „wiarę Jezusa” (Ap 14,12).

W tym końcowym okresie oczekiwań na powrót Jezusa wykazanie się prawdziwym uduchowieniem stanowi nie lada wyczyn. Tyle dziś rzeczy odwracających uwagę, tyle oszustw, stresów. Jeśli nie rządzi nami mania pośpiechu, rozprasza nas splendor materializmu i rozrywek.

To ciężki czas na postawienie Boga na pierwszym miejscu w życiu. Można to przyrównać do płynięcia pod prąd. Ale przy ciągłym wysiłku da się to zrobić. Nagroda jest olbrzymia.

3. Czy Jezus znajdzie wiarę w swoje drugie przyjście, gdy przyjdzie? „Przyjdą w ostatnich dniach szydercy – przestrzegał apostoł Piotr – którzy będą postępowali według własnych żądz i będą mówili: Gdzież jest obietnica Jego przyjścia?” (2 P 3,3-4).

Wśród dzisiejszej inteligencji idea powrotu Chrystusa na ziemię jest nie bardziej wiarygodna niż to, że na początku powołał do istnienia świat. Niemniej pomimo pobłażliwych uśmieszków pojawiających się na wzmiankę o drugim przyjściu, czas nieuchronnie biegnie na spotkanie ostatniego roku, miesiąca, dnia.

„Oto nadchodzi z obłokami”, pisał apostoł Jan (Ap 1,7).

„Bóg jawnie przyjdzie […] a nie będzie milczał” (Ps 50,3).

„Sam bowiem Pan zstąpi z nieba” (1 Tes 4,16).

Jezus obiecał zaś: „Przyjdę powtórnie” (J 14,3).

Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Wiele lat temu w lasach Oregonu uznałem, że widziałem jego przyjście. Naprawdę w to uwierzyłem. Mam nadzieję i modlę się, aby w dniu, kiedy rzeczywiście powróci, faktycznie znalazł wiarę na ziemi. Wiarę żywą. Wiarę, która żyje we mnie i w tobie.


© Ken McFarland / Signs of the Times 10/2007
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla adwentysci.waw.pl

* Wszystkie biblijne cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wyd. 5.





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.