Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Co Jezus mówił o czasach końca?

FELIETON | 17/05/2009 | jk

W 1516 roku sir Tomasz Morus opisał w książce państwo o niewielkiej stopie przestępczości i absolutnie zerowej stopie ubóstwa.

W cudownym królestwie nikomu nie brakowało pracy, chorzy mieli należytą opiekę, miasta idealnie planowano i pięknie budowano, obywatele cieszyli się całkowitą swobodą religijną, a największą przyjemnością było działanie dla dobra bliźniego. Jak się ów kraj zwał? Utopia, czyli „nigdzie”.

Nadając wyimaginowanej wyspie miano „nigdzie”, Tomasz Morus dobrze wiedział, co robi, takiego bowiem miejsca jak Utopia nigdy i nigdzie na ziemi (przynajmniej od Upadku w Edenie) nie było ani też do powrotu Chrystusa nie będzie.

Nie znaczy to wcale, że ludzie nie wiązali z nią nadziei. Na przykład wielu sądziło, że znajdujemy się u progu utopii w początkach XX stulecia. W końcu największe mocarstwa nie wojowały ze sobą, gospodarka rozwijała się w gwałtownym tempie, wiedza się pomnażała, eugenika zapowiadała się nader obiecująco (na psach się sprawdzała), Chiny wciąż stały otworem dla chrześcijańskich misjonarzy, pociągi kursowały punktualnie. Wobec takiego stanu rzeczy Charles Kingsley, kapelan królowej Wiktorii, napisał: „Kolej, liniowce Cunarda i telegraf elektryczny [...] to znaki świadczące, że – przynajmniej na niektórych płaszczyznach – żyjemy w harmonii ze wszechświatem”.

Ten kosmiczny ład nie trwał jednak wiele lat. Niedługo po wkroczeniu w drugą dekadę wieku bośniacki terrorysta Gawryło Princip zastrzelił na ulicach Sarajewa austriackiego arcyksięcia, dając asumpt do rozpoczęcia działań wojennych. Reszta to już historia.

Choć z pewnością nie ma nic niezwykłego w tym, że ludzie chcą żyć nadzieją na lepsze jutro, w Piśmie Świętym nie znajdziemy najmniejszej wzmianki o obietnicy czegoś choćby na kształt utopii w tym świecie – w każdym razie póki Chrystus po powrocie nie stworzy nieba i ziemi na nowo. W słynnej wypowiedzi Jezusa w 24 rozdziale Ewangelii św. Mateusza widzimy obraz ludzkości sprowadzający wszelkie utopijne fantazje do rangi czystych mrzonek.

Wielkie kazanie o czasach końca Jezus wygłosił na Górze Oliwnej nieopodal Jerozolimy, gdzie siedząc z uczniami, przyglądał się bacznie kompleksowi budynków świątynnych. W takiej scenerii uczniowie spytali: „Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?” (Mt 24, 3)*. Właśnie w odpowiedzi na to pytanie Jezus dosyć zwięźle przedstawił zasadniczy moralny i duchowy kurs, jakiego trzymać się będzie ludzkość aż do paruzji.

Mistrz odparł: „Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: To ja jestem Mesjaszem. I wielu w błąd wprowadzą. Będziecie słyszeć o wojnach i odgłosy wojen; baczcie! Nie trwóżcie się tym! To wszystko musi się stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Wystąpi głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi. Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści” (ww. 4-8).

Fałszywi mesjasze? Na wieki przed wynalezieniem prasy drukarskiej, spod której wyszły całe miliony egzemplarzy Biblii, aby nauczać ludzi o prawdziwym Mesjaszu; na wieki przed powstaniem Ligi Narodów i jej następcy, ONZ-u; na wieki przed dokonaniem się ogromnych postępów w dziedzinie irygacji i rolnictwa; na wieki przed nastaniem ery szczepionek; na wieki przed pojawieniem się wszelkich obecnych udogodnień – Jezus, widząc wszystkie te dokonania, już mimo to mógł opisać napawającą smutkiem obecną sytuację świata. Niesłychane!

Już zatem od samego wejścia do Ogrójca Jezus włożył między bajki pogląd, jakoby z biegiem czasu ludzkość w miarę nabywania wiedzy, doświadczenia, w miarę dojrzewania miała się stawać lepsza. Jest to utopijne przekonanie, żywione przez miliony ludzi powodowanych najlepszymi intencjami – a Jezus w niespełna osiemdziesięciu słowach wykluczył taki scenariusz, uznając go za banialuki.

Dopiero początek

To, przed czym Chrystus ostrzegł, było dopiero „początkiem boleści”. Dalej opisał prześladowania, które spadną na jego uczniów: zdradę, nienawiść, odstępstwo i śmierć. Każdy, kto zna nie tylko historię, lecz również problemy, z jakimi muszą się w dzisiejszych czasach borykać chrześcijanie w niejednym kraju, uzmysławia sobie, ileż prawdy zawierają słowa Jezusa.

Nic z tego, co powiedział, nie wskazuje, jakoby ludzkość miała moralnie lub duchowo dojrzewać, wprost przeciwnie – z powodu „wzmożenia się nieprawości” „ostygnie miłość wielu” (w. 12). Czasownik użyty w pierwszej części zdania mówi, że nieprawość wzmoże się, że wraz z upływem czasu się rozpleni – co stoi w sprzeczności z ewolucyjnymi i utopijnymi zapatrywaniami na ludzkie samodoskonalenie i rozwój.

Jezus rzekł też, że tuż przed paruzją stan ludzkości ulegnie pogorszeniu: „Będzie bowiem wówczas wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd i nigdy nie będzie” (w. 21). Niezbyt ciekawa perspektywa dla świata, który przeszedł już niejeden wstrząs.

W tej samej wypowiedzi Chrystus, wskazawszy na pewne wydarzenie u zarania ludzkości, posłużył się nim jako ilustracją czasów końca. Chodzi mianowicie o potop: „A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (ww. 37-39).

Według relacji biblijnej przed potopem ludzkość niewiarygodnie znikczemniała, do tego stopnia, że sam Bóg żałował, iż dał jej początek: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się” (Rdz 6,5-6).

Chociaż Jezusowi chodziło tu przede wszystkim o to, że wielu nie będzie gotowych na jego powrót, patrząc wstecz na ludzi przedpotopowych odmalował stan świata czasów końca w czarniejszych barwach. A będzie to stan doprawdy niedobry. Nie ma więc nadziei żadnej utopii, przynajmniej nie w tym życiu.

I tu dochodzimy do następnej kwestii, być może w kazaniu najistotniejszej. Otóż w całej tej pozornej beznadziei jest cudowna nadzieja – nadzieja powtórnego przyjścia Chrystusa. Jedynie to wielkie wydarzenie, powrót Pana na obłokach, zapoczątkuje utopię.

Nadzieja ta nie wspiera się na żadnym ludzkim fundamencie. Istnieje tylko dzięki nadnaturalnej mocy Boga, który wbrew wszelkiej człowieczej logice, rozumowi i nauce zstąpi z nieba, zgromadzi swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca do krańca nieba (zob. Mt 24, 31), i dopiero wówczas stworzy nowy świat – bez wojen, odgłosów wojen, głodu, zarazy, trzęsień ziemi, nieprawości i śmierci. To ci dopiero utopia!

© Clifford Goldstein, Signs of the Times 5/2009.
Tłum. Paweł Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl.

Ewentualne kopiowanie tekstu dozwolone wyłącznie za podaniem źródła oryginalnego
oraz źródła tłumaczenia (jak powyżej) po konsultacji z redakcją serwisu.




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.