Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

"Historia, z którą trzeba się pogodzić..." - Wywiad

AKTUALNOŚCI ZE ŚWIATA | 03/01/2009 | jk

Kilka dni temu skończył się w Melbourne XXVII Kongres Adwentystycznej Polonii Australijskiej, który m. in. zdecydował o wyborze jej przewodniczącego. Tę honorową funkcję powierzono ponownie pastorowi Janowi Jankiewiczowi.

Z tej okazji mamy, jako redakcja serwisu adwentysci.waw.pl, wielki przywilej zadać, temu znanemu i cenionemu także w w Polsce duchownemu, kilka pytań.

Adwentystyczna Polonia w Australii to dość niezwykły fenomen. 20% członków polskiego Kościoła Adwentystów żyje właśnie w… Australii, a w tym olbrzymi odsetek duchownych, aktywistów, czy działaczy zborowych.

Co prawda historia przyzwyczaiła nas do tego, że obczyzna często stawała się domem dla Polaków, lecz mimo to trudno pogodzić się z faktem, że tak wiele osób opuściło (bądź musiało opuścić) Ojczyznę emigrując za granicę.

Gdyby nie ten exodus z pewnością dziś w Polsce – także jako Kościół - bylibyśmy w innym miejscu. Czy takie refleksje niekiedy nachodzą przewodniczącego Polonii?


Tak, i to bardzo często. Myślę nieraz, że gdyby z całego świata zgromadzić wszystkich polskich adwentystów i przetransportować ich do Polski, to nasz Kościół w Polsce urósłby niepomiernie w liczbę wyznawców. Być może mógłby odgrywać bardziej istotną rolę w życiu narodu polskiego. Jednakże historia uczy, że nie zawsze ilość odgrywa główną rolę.

To prawda, że z różnych powodów wielu adwentystów opuściło ojczyznę, ale niefortunnym byłoby stwierdzenie, że wyjechała lepsza część, a pozostała mniej utalentowana, czy mniej zaangażowana. Nie ma ludzi niezastąpionych – są inni, często nawet z lepszym, czy bardziej praktycznym podejściem.

Myślę o tym często i wtedy wpadam w nostalgiczny nastrój, jakby to było, gdybyśmy pozostali? Czy podołalibyśmy wyzwaniom „nowego”, które przyszło po upadku poprzedniego systemu? Póki co, pozostaje historia, z którą trzeba się pogodzić i której w żaden sposób nie można oddzielić od osobistego i duchowego życia.

Z drugiej strony, czy łatwiejsze warunki życia przyczyniają się do ubogacenia czyjegokolwiek życia duchowego? Jest to retoryczne pytanie, ale warte zastanowienia. Doświadczenie, jakie zabraliśmy ze sobą z Polski niekoniecznie musi przekładać się na wartości potrzebne w pracy naszego kościoła tu w Australii, gdzie musimy uporać się z problemami, które są być może trudniejsze, a na pewno inne, niż te, z którymi boryka się polskie społeczeństwo, czy kościół.

Dlatego przypuszczenie, podane w pytaniu, że gdyby nie emigracja to „bylibyśmy w innym miejscu”, jest prowokacyjne z wielu względów. Kto może powiedzieć, że bylibyśmy w lepszym, czy też gorszym miejscu? W jakim miejscu jesteśmy nie zależy od nieobecnych, ale od tych, którzy są dostępni w danej chwili. To nie historyczna, ale aktualna sytuacja kształtuje i narzuca warunki działania.

Czy dla Polonii istotną sprawą jest to co dzieje się w Kościele w Polsce? Jak rozwija się misja i jak Polacy w nowych czasach reagują na adwentowe poselstwo? Czy można czegoś dokonać by relacje między adwentystami kraju bocianów i kraju kangurów były bardziej żywe?

Większość polskich członków kościoła w Australii urodziła się i wychowała w Polsce. Stamtąd wynieśliśmy nasze priorytety, zapatrywania i nasze kulturowe podejście. Jesteśmy więc ogromnie zainteresowani tym, co dzieje się w naszym kraju i w naszym Kościele w Polsce. Internet umożliwił nam niezwykłą łączność z Krajem Ojczystym.

Chcemy wiedzieć co dzieje się tam, gdzie sięga nasza, opanowana nostalgią pamięć. Radują nas wzloty i przygnębiają upadki. Czasem zdarza się, że wiemy o tym, co się w kraju stało dobrego, lub nieprzyjemnego szybciej, niż członkowie zborów Polsce. Jesteśmy żywo zainteresowani postępami w głoszeniu Ewangelii i wspomagamy wszelkie wysiłki nie tylko jako bierni obserwatorzy.

Ostatnie akcje z naszej strony, takie, jak odbudowa naszego miejsca zgromadzeń w Świdnicy, czy też budowa od podstaw Centrum Ewangelizacyjnego i Społecznego Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Toruniu, są tego najlepszym przykładem.

Kraj kangurów pilnie obserwuje kraj bocianów, wydarzenia lokalne, koncerty, konferencje, sesje i wybory, ewangelizacja i programy zewnętrzne. Staramy się jednak nie ingerować, nie przeszkadzać, ale raczej pomagać. Najczęściej ma to wymiar finansowy, ale często uczestnikami programów ewangelizacyjnych są przecież nasi australijscy prelegenci, zachęceni przez nas.

Jaką rolę w tych relacjach i stwarzaniu mostu informacji od strony Polski odgrywa dla Polonii serwis zboru warszawskiego adwentysci.waw.pl?

Obecnie mamy dostęp do wielu serwisów informacyjnych, wśród których strona zboru warszawskiego odgrywa niepoślednią rolę. Mamy tu cały wachlarz informacji o życiu nie tylko zboru w Warszawie, ale też o wydarzeniach, które mają wpływ na całokształt życia Kościoła Adwentystów w Polsce.

Wszelkie opisy wydarzeń, zdjęcia, filmy, a zwłaszcza kazania „na żywo”, są oglądane, słuchane i szeroko komentowane. Współpraca w dziedzinie wymiany informacji, jaka została nawiązana pomiędzy zborami w Adelajdzie i w Dandenong, a Warszawą, mam nadzieję, jeszcze bardziej rozwinie się i przyniesie błogosławione skutki.

Wiele lat Polonia Australijska bardzo pomagała Kościołowi w Polsce szczególnie w trudnych czasach ucisku poprzedniego ustroju, ale czy dziś jest coś co Kościół krajowy i jego członkowie mogliby zrobić dla Polonii?

To jest oczywiste, że działamy w zupełnie odmiennych warunkach, zarówno społecznych, ekonomicznych, jak też światopoglądowych, dlatego trudno jest mówić o pomocy polskiego Kościoła Adwentystów dla Polonii. Wy działacie w innej rzeczywistości, na przykład w strefie wpływów Kościoła Rzymskokatolickiego, my tego problemu nie mamy.

Dlatego nam w Australii wystarcza świadomość, że istniejecie, działacie, wydajecie literaturę, która zaspokaja Wasze i nasze potrzeby, odwiedzacie nas w miarę możliwości i przekazujecie dowody sympatii, i braterskiej, chrześcijańskiej miłości.

Jak wiele polskości jest jeszcze w polskich zborach w Australii widząc już nawet nie na horyzoncie, ale z bliska (jak choćby na Kongresie!) młode pokolenie Australijczyków… polskiego pochodzenia?

Będąc członkami ogólnoświatowego Kościoła, Polakami z urodzenia, a jednocześnie mieszkańcami Australii, podlegamy pewnym nieuchronnym procesom. Łączy nas wiara i poczucie polskości, ale pobyt w środowisku anglo-języcznym, wywiera nieunikniony wpływ nie tylko na zachowanie, ale przedewszystkim na język, szczególnie u młodszego pokolenia.

Dzieci i młodzież uczą się języka błyskawicznie. Jeżeli nawet zmuszone koniecznością porozumiewania się po polsku z rodzicami, czy w kościele, to między sobą, w szkole, w towarzystwie mówią wyłącznie po angielsku. To prowadzi do zepchnięcia języka polskiego na drugą pozycję, a w konsekwencji do posługiwania się nim nie z przyjemnością, ale raczej pod przymusem.

Oglądając transmisję internetową z przebiegu ostatniego Kongresu zauważalnym zjawiskiem była pewnego rodzaju defensywność rodzimego języka. Chwilami wydawało się, że tym drugim językiem był właśnie polski. Czy Zarząd Polonii Adwentystycznej, prócz spraw duchowych, stawia sobie także za cel troskę o tradycje, o historię a przede wszystkim o język ojców?

To od rodziców więc zależy w jakim stopniu pozwalają dzieciom komunikować się z sobą i z otoczeniem, i ile troski wkładają w to, aby dzieci miały świadomość swego narodowego pochodzenia, kultury polskiej i języka. Jeżeli rodzice zawiodą, co jest raczej powszechne, na nic zdadzą się wysiłki Kościoła, który w tej sytuacji jest skazany na stopniowe wprowadzanie angielskiego do nabożeństw w postaci tłumaczeń w obie strony. Proces ten nasila się wobec braku nowych emigrantów z Polski, co skądinąd byłoby prawdziwą katastrofą dla kościoła w Polsce. I tak, koło zamyka się.

Jak zauważyliście podczas Kongresu tłumaczenie na język angielski i odwrotnie staje się nieodzowną częścią naszych nabożeństw, gdyż w innym przypadku mielibyśmy na sali około połowę mniej słuchaczy. Smutne to, ale z tym problemem musimy żyć i pogodzić się.

Innym problemem w tym względzie jest permanentny brak ochotników do nauczania języka polskiego w lokalnych zborach. Na pocieszenie, jeżeli można to tak nazwać, należy dodać, że z problemem tym spotykają się również inne etniczne społeczności religijne, hiszpańskie, koreańskie, chorwackie, czy serbskie.

Również Polonia nieadwentystyczna doświadcza tego samego problemu. Nikt w Australii nie zmusza nas do używania angielskiego. Nie mamy restrykcji językowych. Możemy do woli rozmawiać po polsku między sobą, na ulicy, w sklepie, ale na tym kończy się nasze patriotyczne podejście. Tylko stanowczy rodzice i ambitne dzieci odnotowują dobre rezultaty w tym względzie, co mogliście zauważyć podczas świetnych tłumaczeń w wykonaniu osób urodzonych tu w Australii.

Dodać należy, że do naszych polskich zborów uczęszczają na nabożeństwa ludzie innych narodowości, a także australijscy współmałżonkowie Polaków i Polek. Jeżeli chcemy utrzymać liczebny stan zborów i nie zamknąć naszych kościołów w wyniku naturalnych procesów życiowych, musimy odnieść się do tego procesu w jak najkorzystniejszy sposób.

Jak dotąd (z jednym wyjątkiem w grupie „Oasis”), nabożeństwa odbywają się w duchu polskiej spuścizny i po polsku z nieodzownym tłumaczeniem, ale idzie czas, gdy adwentystów mówiących po polsku będzie coraz mniej i trzeba będzie spojrzeć realiom w oczy.

Zatem dopóki będziemy mogli, będziemy zachowywać polskość na tyle, na ile to jest możliwe. A jeżeli ktoś z Was mógłby wspomóc nas radą, zapraszamy.

Czego życzyć przewodniczącemu polskiego Kościoła adwentystycznego w Australii, prócz kolejnej wizyty nad Wisłą, na którą wierni w Polsce z pewnością oczekują?

U nas mówi się, że ludzi zdejmuje się z określonej półki wiekowej. Ja jestem na tej najbliższej półce. Więc życzcie mi zdrowia, abym mógł pełnić swoje obowiązki, tak długo, jak długo będzie to możliwe; tak, aby gdy przyjdzie czas, móc stanąć w Obliczu Wspaniałego Sędziego, na którego przecież wszyscy czekamy, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Wtedy język nie będzie odgrywał żadnej roli. Obyśmy doczekali tego cudownego wydarzenia zachowując głęboką wiarę. „I owszem, Przyjdź Panie Jezu!”.

A jeżeli chodzi o nasz ponowny przyjazd nad Wisłę, to nie możemy się doczekać, aby się znów zobaczyć z przyjaciółmi.

Przy okazji chcielibyśmy wszystkim Braciom i Siostrom po drugiej stronie ekranu życzyć wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2009 i wielu błogosławieństw Bożych na dalszą wędrówkę życia.

- Jan Jankiewicz z Małżonką Elżbietą

Serecznie dziękujemy za tę rozmowę i za życzenia. Pozdrawiamy nowy Zarząd Polonii i wszystkich członków polskiego Kościoła w Australii, życząc także przy okazji wszystkim emigrantom szczęśliwego Nowego 2009 Roku.


Rozmawiał Jan Kot / www.adwentysci.waw.pl





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.