Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

„Mniej tlenu…” - Relacja z festiwalu

AKTUALNOŚCI Z KRAJU | 25/03/2008 | jk

Muzyczne spotkanie adwentystów wróciło pod Jasną Górę jak bumerang po jednorocznej przerwie w Łodzi, gdzie miało zagościć na dłużej. Z powodów techniczno-organizacyjnych jednak stało się inaczej. Szkoda, ale jak widać siła wyższa…

Ktoś powiedział, że „nie miejsce tworzy atmosferę nabożeństwa i festiwalu”, ale przecież nie da się zaprzeczyć, że każde z miejsc generuje jakąś energię…

Jaka więc aura towarzyszyła tegorocznym festiwalowiczom? Jak ta sprzed lat? I tak i nie. Na pewno nie było powiewu świeżości programowo-artystycznej, który odczuwało się rok temu w Łodzi. Był za to powiew, można by rzec, odtwórczy z dużą dozą improwizacji, co też jest oczywiście jakąś formą sztuki…

Wydaje się, że wszystko to już słyszeliśmy wcześniej, a nawet w lepszych aranżacjach. I nie jest to „zasługa” organizatorów, bo ci wszak robili co mogli, zapraszając w końcu tych „najlepszych”, ale właśnie poszczególnych wykonawców, no może z małymi wyjątkami...

Wydaje się, że wszyscy artyści caaały rok ćwiczyli by stanąć na deskach Teatru Muzycznego w Łodzi, jednak nieoczekiwana zmiana miejsca na Częstochowę zaważyła z pewnością na ich kondycji scenicznej. Toż to w końcu 100 metrów różnicy nad poziomem morza, a jak wiemy czym wyżej tym mniej tlenu, a więc i warunki do wyrazu artystycznego trudniejsze…

Na szczęście niektórym udało się sprostać zadaniu. Niekwestionowanym przebojem i atrakcją festiwalu „poza konkurencją” był występ pięciu angielskich, czarnoskórych muzyków i wokalistów. Trevor Johnson (który rok temu towarzyszył Marshy Viven Brooks), Ken Burton (dyrygent London Adventist Chorale) i trzech pozostałych wykonawców pokazało na czym polega muzyczny profesjonalizm pełen harmonii, stylu i ducha. Brawo dla organizatorów za zaproszenie grupy!

Zespołowi towarzyszył jako gitarzysta także jeden Polak. To Daniel Kluska z Łodzi, który, co z narodową satysfakcją należy zaznaczyć, znakomicie współgrał z brytyjskimi zawodowcami. Prawdziwa uczta muzyki i słowa, bowiem obaj wspomnieni, wyspowi wokaliści raczyli zgromadzonych także głębokim przesłaniem ewangelicznym.

Inną prawdziwą perłą tegorocznego festiwalu był występ Anny Maruskovej solistki czeskiej Opery Narodowej. Takich braw już dawno nikt nie dostał! Wspaniały koloraturowy sopran, prawdziwy balsam dla uszu i duszy, pełny refleksji repertuar, a także skromność i urok przekazu. To atuty po których pozostaje tylko prosić o więcej i częściej!

Należy odnotować także dobrze znanych już nam solistów, którzy gościnnie wystąpili także i w tym roku jak: Dorothy Porawski z USA, czy Dariusz Górski z Warszawskiej Opery Kameralnej.

Reszta wykonawców i zespołów to nasz krajowy urobek, przepraszam dorobek, z którym musiała się zmierzyć momentami wyrozumiała, cierpliwa, ale co najważniejsze zawsze wierna - przybyła z terenu całego kraju - tysiącosobowa publiczność. Prócz tej zgromadzonej na widowni, była także ta oddalona o kilkaset, a nawet niekiedy o kilka tysięcy kilometrów, a to za sprawą łącz internetowych. Już po raz drugi warszawski serwis adwentysci.waw.pl, a w tym roku także nadzieja.pl transmitowały bezpośredni przekaz z całego festiwalu.

Poza wspominanymi wykonawcami w tym roku na scenie zagościli wg kolejności: Grażyna Szambelan z Warszawy, Chór Diecezji Wschodniej (warszawsko-lubelsko-podkowiański), zespół „Fileo” z Leksandrowej, zespół „Leitmotiv” z Warszawy, zespół „Genezaret” z Jaworza, Bożena Jarocka z Warszawy, dziecięco-młodzieżowy zespół z Poznania, żeńskie trio „D3” z Pszczyny, zespół „Chofesh”, zespół „Sola Gratia” z Łodzi, Edyta Szambelan z Warszawy, zespół „Komplet” z Pszczyny, Daniel Kluska z Łodzi, Alicja Lenczewska z zespołem, Andrzej Klimaszewski i Mariusz Zawierucha jako „You can Duet” (wyróżnienie za inicjatywę scenograficzną), oraz Mariusz Skubida z Krakowa. W roli zespołu oprawy scenicznej wystąpiła tradycyjnie grupa „Dla Ciebie”.

Niedzielna cześć festiwalu to równoległe seminaria warsztatowe. Nt. form nabożeństw tzw. „celebrowanych”, wykład poprowadził pastor Władysław Polok. Temat muzyki w kościele omówił Leszek Czernicki - absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie, a warsztat na temat „Jak uniknąć wypalenia się, pomagając innym ludziom?” poprowadziła Renata Karolewska - była dziennikarka TVN. Natomiast pastor Mirosław Karauda, wraz z zainteresowanymi, zastanawiał się nad przyczynami i skutkami kryzysów małżeńskich.

Wszystkie grupy tematyczne cieszyły się dużym powodzeniem. Może na przyszłość warto więc wpleść podobne prelekcje w sobotni program festiwalu, by więcej osób skorzystało z doświadczenia zawodowców w danych dziedzinach.

Jak zwykle, tak i w tym roku, mrówczą pracę pozasceniczną wykonywała rzesza wolontariuszy pod kierownictwem dyrektora festiwalu pastora Mirosława Karaudy i szefa logistyki festiwalu pastora Remigiusza Kroka. Nagłośnieniem tegorocznej imprezy zajęło się studio „Advent Singers”, a cały przebieg muzycznych zmagań czujnym okiem obserwowały i rejestrowały kamery "Głosu Nadziei".

W roli konferansjerów spotkanie prowadzili: niezastąpiony Mirosław Karauda oraz - debiutujący w tej roli - Paweł Siejka z Łodzi. Obaj panowie o wysokiej kulturze słownej i klasycznej prezencji dżentelmenów, z szykiem zapowiadali kolejnych wykonawców.

Festiwal Hosanna prócz muzyki, koncertów, premier i wszelkiej innej aktywności scenicznej to przede wszystkim jednak spotkanie integracyjne, gruntujące znajomości i przyjaźnie, o czym świadczyła kuluarowa aktywność jego uczestników.

Na tym polu festiwal jak zwykle spełnił swoje zadanie celująco i z radością wiele osób już wygląda kolejnego muzycznego zjazdu. Gdzie odbędzie się tym razem? Wydaje się, że póki co pozostanie to tajemnicą organizatorów. Jedno jest pewne, chętnych do występów nie zabraknie, ani tych którzy zechcą ich słuchać i to bez względu na wysokość nad poziomem morza. A więc do zobaczenia za rok!


© Jan Kot / adwentysci.waw.pl


Zobacz fotoreportaż z tego wydarzenia!







Dodaj swój komentarz...




W imieniu własnym i męża - Mirka Karaudy - wielkie dzięki dla Wszystkich, tych którzy nie odmówili współpracy, mieli czas, chęć, zapał i wiarę w to, że będzie dobrze: dla pastora Remka Kroka, Tomka Chalupki, Leszka Czernickiego, Piotra i Janka Kotów, Jarka i Renaty Karolewskich, Pawła Siejki, a także dla pastora Władysława Poloka, który mimo choroby nie zawiódł.

Także dla tych, ktorzy włożyli swoją cegiełkę w budowę tego gigantycznego przedsięwziecia. Dzięki wszystkim, którzy zaśpiewali i budowali nas.

Widziałam od kuchni, ile trzeba wysiłku i mnóstwa pracy, czasu i nerwów, by to dzieło nabrało kształtów. Dzieki Bogu, że kolejny raz mogliśmy Go uwielbić najlepiej jak potrafimy...


- klaudia karauda


Od kilkunastu lat jestem w dość trudnych warunkach rodzinnych z powodu nieuleczalnej, a obecnie bardzo zaawansowanej choroby Parkinsona mojego męża Czesława, który jest leżącym w łóżku i wymaga stałej opieki.

Czasami myślę sobie, że jestem koniem, który od wczesnego rana rozpoczyna taniec w kieracie ustalonych zajęć. Jednak myślę też , że życie moje nie idzie po aksamitnych płatkach róż - co byłoby zbyt nudne. Ani też nie prowadzi po ostrych kolcach różanych - co byłoby znów bardzo okrutne.

Pan Bóg w moim przypadku dopuścił równowagę, a więc idę przez życie, i po płatkach róż , i po kolcach. Obecne moje warunki rodzinne , nie pozwalają mi uczestniczyć tak jak dawniej w nabożeństwach i życiu zborowym.

Pan Bóg jednak stale sypie łaskawie płatki róż, które pokrywają kolce, by zbytnio nie raniły. Objawia się to w tym, że mogę od czasu do czasu malować obrazy i pisać wiersze.

A od przeszło dwóch lat nauczyłam się korzystać z internetu, który dał mi grono świetnych i oddanych przyjaciół. Mogę też słuchać nabożeństw i wykładów ewangelizacyjnych na stronach internetowych warszawskiego Kościoła ADS.

Ta ostatnia sobota była naprawdę WIELKĄ i miała dla mnie szczególny wymiar. W Częstochowie odbywał się Festiwal pieśni i muzyki religijnej 'Hosanna' 2008, w którym mogłam uczestniczyć poprzez... internet!

Pieśni i muzyka były piękne, ale najbardziej poruszające dla mnie były wystąpienia i wspomnienia Braci z 'Samarytanina' – br. Jaksza i br. Wiśniewskiego. Opowiadali oni bardzo ciekawie o swojej młodzieńczej drodze życia, o przeżytych doświadczeniach związanych ze święceniem Soboty.

Najbardziej wzruszyły mnie ich wspomnienie nt. śp. pastora Mariana Kota, który jak się okazało był ich przewodnikiem do Chrystusa i do prawd Bożych. Piękna była Jego pełna oddania praca dla młodzieży i umiejętne zachęcenie jej do wspólnego bycia ze sobą, poprzez wycieczki , jak to się mówi na `łono natury` i wspólne radowanie się w wielbieniu Pana Boga pieśnią, to były takie można powiedzieć małe festiwale `Hosanna`.

W dalszym ciągu tego nadzwyczajnego nabożeństwa śpiewała siostra, a słowa pieśni o miłości Bożej sprawiły, że łzy popłynęły z moich oczu i przypomniały mi się, jak wspominany pastor Kot mówił: `Chrystusa można zobaczyć poprzez łzy`.

Serdecznie pozdrawiam z życzeniami nieustającej opieki Bożej w pięknej działalności internetowej, objawiającej się w niesieniu ewangelii dla potrzebujących i spragnionych Słowa Bożego internautów.


- Bogusława Ochnio


Uważam, że festiwal był przepiękny, ale jako adwentyści zapomnieliśmy o czymś bardzo ważnym. Dla mnie festiwal wyglądał bardziej komercyjnie niż duchowo... Niech każdy to oceni we własnym sercu bo wszyscy wiemy, że zanadto daliśmy się ponieść emocjom. Bez przesady! Nasze uczucia bardziej zlaliśmy na człowieka niż na Boga.

Ja tez czułam wdzięczności za tak piękne wykonania na cześć Boga. Szczególnie za 2 pieśni wykonane przez naszych gości z Anglii, które są mi bliskie. Musimy jednak pamiętać gdzie są granice w naszym zachowaniu. Nie mówię o sposobie wyrażania swoich repertuarów, ale o granicy pomiędzy Bogiem a człowiekiem.


- Gosia


Zauważam, że coraz jest mniej kazań i wykładów, a coraz więcej pieśni. Pieśni - wspaniała forma chwalenia Pana, natomiast jeśli organizatorzy chcą aby zespoły mogły w miarę czysto zaśpiewać i dobrze wypaść muszą niestety zadbać o to aby akustycy im to umożliwili.

W tym roku niestety nie było to możliwe, co było słychać podczas występów każdego prawie zespołu. Było nieczysto, bo nikt się nie słyszał, niektóre mikrofony w ogóle nie działały, akustycy włączali złe podkłady wykonawcom, niektóre instrumenty były w ogóle nie nagłośnione, a jeśli jakiś zespół miał włączone odsłuchy to miał naprawdę szczęście...

A później niestety pojawiają się komentarze w stronę zespołów a nie akustyków, którzy uniemożliwiają dobre i bezstresowe wykonanie pieśni. Bo jeśli wykonawca bądź mówca stoi na scenie 2 min i czeka aż zostanie włączony mikrofon, a ludzie na sali nie wiedzą co robić, to chyba coś jest nie tak.

Nie wspominając o tym, że cały festiwal był transmitowany przez internet... To jest moja jedyna uwaga co do festiwalu. Atmosfera natomiast była całkiem mila :) Pozdrawiam.


- Malina, Jelenia Góra


Witajcie. Chcę napisać parę zdań jako jeden z wykonawców festiwalu i rozwinąć troszkę myśl, którą chyba w wielkim skrócie przedstawiła Malina z Jeleniej Góry. Malina dzięki że to napisałaś :)

Już czwarty rok wraz z zespołem przyjeżdżamy na festiwal i za każdym razem moment w którym stajemy na scenie jest taki sam.... nic nie działa!!!! Momentalnie wszelka duchowość którą byśmy chcieli przekazać publiczności kompletnie z nas ulatuje, pojawia się gigantyczny stres - efekt końcowy? - krzywo wykonane "pioseneczki" bez Ducha, z którymi (jak wyżej autor recenzji opisuje) "wyrozumiała i cierpliwa publiczność musi się niekiedy zmierzyć" !!!!!!!!!! :(

Pragnę podkreślić, że zasługujemy na lepsze warunki na scenie niż te które są nam serwowane od lat, które niszczą nas nie tylko w tym co słychać na zewnątrz, ale co najgorsze wewnętrznie.

To właśnie ten "cały polski urobek muzyczny" wykazuje wielką wyrozumiałość i cierpliwość przyjeżdżając co roku na ten "sceniczny poligon doświadczalny" i w tym momencie rzeczywiście współczuję publiczności, która jest świadkiem jedynie walki i szamotaniny pomiędzy występującymi zespołami, a zagubioną ekipą obsługującą scenę.


- Dariusz Polubiec "LEITMOTIV-JESUS", Warszawa


Chciałbym wtrącić swoje 3 grosze, choć być może zupełnie bezzasadnie, bo wyrazicielami mojej opinii byli już w zasadzie Malina i Darek.

Nie jestem w stanie odpowiadać za wszystkich, ale wiem, że duża cześć wykonawców wykonała na prawdę duży kawał pracy, żeby móc godnie zaśpiewać na festiwalu. Niestety wielu z nas taki "godny" występ został uniemożliwiony.

Czy zabrakło nam tlenu? Na pewno tak... i to nie tylko z tego powodu, iż na sali panował klimat niczym w kuźni Hefajstosa. Tę klimatyzację (był w ogóle taki bajer?) nauczony poprzednimi latami byłem w stanie przecierpieć. Natomiast najwięcej tlenu zabrała mi ekipa nagłaśniająca.

Cały czas coś nie działało, a to kabel, a to odsłuch, a to mikrofon. - a jak coś nie działa to jest to oczywiście wina wykonawców: gitary nie ma, bo zepsuta, odsłuchu nie ma bo wykonawca głuchy, a z mikrofonu nic nie słychać, bo wykonawca niemowa...

Jak wchodząc na scenę mam myśleć o jakimkolwiek przekazie artystycznym. Jak mam modlić się o to aby godnie chwalić Boga, jeśli jedyne o co się modle to żeby ta gitara/mikrofon/odsłuch w końcu zadziałały.

Nie twierdzę, że akustycy się nie starali. Wiem, że włożyli dużo pracy w ten festiwal i próbowali, ale niestety...

Tych ostatnich pozdrawiam i przepraszam jeśli ich uraziłem. Po prostu jeśli chcemy wiedzieć czemu nasz "urobek" jest taki jaki jest, to musimy znać wszystkie czynniki wpływające na to, by recenzent słuchając festiwalu nie miał "ciar".

Pozdrawiam i dziękuje serdecznie wszystkim organizatorom za włożoną w organizację festiwalu pracę! Niech Bóg Was Błogosławi!


- Daniel, Lublin


Myślę, że do wszystkiego trzeba dystansu, wykonawcy jej potrzebują do warunków scenicznych, publiczność do artystów, a w końcu wszyscy do samych siebie… Naprawdę polecam! Jako widz-słuchacz też chciałbym aby wszystko było idealnie, a na scenie aby wystąpił np. Take6. Jednak mierzmy siły na zamiary, a raczej na nasze naprawdę skromne możliwości.

Aby wszystko było TOP „bilet wstępu” musiałby kosztować nie „5 zł” (o ile i tak wszyscy uiścili tę symboliczną kwotę) a min. 500! Ale czy w końcu chodzi o to aby robić drugi Sopot, czy Opole. Jestem za jakością – wykonań, obsługi etc, ale nie zagubmy w tym „idealiźmie” ducha spotkania… Uważam, że wszyscy się starali jak mogli… i chwała im za to! Wpadniecie za rok? Ja tak! ;)


- Krzysztof


Niestety nie miałem możliwości uczestniczyć w tegorocznym festiwalu w Częstochowie, ale z relacji przedstawionej na stronie www.adwentysci.waw.pl odnoszę wrażenie ze ten Festiwal musiał być udany... Ale cieszę się, że znam juz cala atmosferę tych festiwali w których uczestniczyłem. Jest ona bardzo wesoła i przyjemna... :-))

- Łukasz, Zakopane


Hej Wam, ja z innej „beczki”, co sądzicie o festiwalowych warsztatach nt. „celebrowanych” nabożeństw i muzyki w kościele? Ja czułam trochę niedosyt. Pastor W. Polok mówił ciekawie, choć po części zrobiło się z tego hmm… kazanie ;)

Celebrować, nie celebrować, ręce w górę, ręce w dół. Przydałaby się szersza dyskusja (być może nawet o podłożu teologicznycm), bo czuję, że staję się to ostatnio problemem w niektórych zborach. Szczerze mówiąc sama mam dystans do ekstazjalnego uwielbiania Boga w niektórych kręgach chrześcijańskich.

Czyżby nastał czas na „ekumenizm uwielbieniowy” i przejmowanie form takich zachowań od innych społeczności? Kiedyś byłam na spotkaniu gdzie ludzie w transie padali obok na ziemię… przerażające….

Na naszym warsztacie była też dyskusją nt. muzyki w kościele, ale to temat rzeka na inny wpis, a zresztą fajnie że można odsłuchać wystąpienie Kena Burtona na ten temat :) A co było na innych warsztatach? Może ktoś opisze? Pozdrawiam serdecznie.


- Iwona, Warszawa


Myślę, że juz dawno festiwal przestał być atrakcyjnym artystycznie wydarzeniem... i funkcjonuje jako atrakcja towarzyska w naszym małym adwentowym świecie... i chyba dobrze, bo przecież potrzebujemy czasami spotkać naszych znajomych a nawet bliskich i z tego powodu, wydaje mi się, powinniśmy tą "świecką" tradycje kontynuować...

A jeśli chodzi o tzw. "urobek"... zgadzam się z autorem, że niestety nasz artystyczny poziom jest niestety dość niski (ale może taki wystarczy jeśli spełnia oczekiwania słuchaczy, widzów)... na szczęście uratowali nas goście z Czech, z "wysp" i zza wielkiej wody pokazując trochę prawdziwej muzyki... no i może kapela warszawska z niezłym wokalem i słabszym nagłośnieniem (ale to juz nie ich wina)...

Podsumowując krotki wywód... towarzysko impreza dość udana... artystycznie trochę mniej... ale przecież tradycja jest po to, żeby ją pielęgnować... więc pewnie za rok znowu wszyscy się spotkamy... gdzie tego nie wie nikt... no może z wyjątkiem dyrektora festiwalu and his "shiny suit"...

PS. Wiadomość dla młodych "zbuntowanych" - tzw. irokezy juz ok. jeden sezon niemodne...


- medykus, Cieszyn




Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.