Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Niedoceniani za życia...

FELIETON | 01/02/2008 | jk

Śmierć ma dziwną właściwość: przywraca pamięć, poprawia wzrok i zdolności umysłowe żyjącym. Chodzi o to, że ci, którzy zostali, często dopiero po czyjejś śmierci zaczynają dostrzegać w zmarłym to, czego wcześniej nie widzieli, rozumieć, czego nie rozumieli, przypominać sobie o nim to, co dawno zapomnieli. Taki zmarły wreszcie zostaje doceniony.

Gdy na przykład żona staje przed groźbą utraty ciężko chorego męża albo go właśnie straciła, myśli o tym, jak było im ze sobą dobrze, jak się poznali, pokochali. Wspomina wspólne radości, jego troskę o dom i dzieci, poczucie bezpieczeństwa, które jej dawał. Nie wyobraża sobie dalszego życia bez niego. Byłoby ono dla niej pozbawione sensu, smaku, barw.

Gdy mąż staje twarzą w twarz z faktem śmierci żony, wspomina to samo: ile dała mu miłości, jaka była zapobiegliwa, staranna we wszystkim, jak o wszystko dbała. Bez niej czuje się zagubiony jak dziecko.

Gdy dzieci nagle tracą choćby jedno z rodziców, tracą oparcie, jakie w nich mieli, bezwarunkową miłość, której od nich doświadczali, kogoś, na kogo zawsze mogli liczyć.

Czy gdy nas braknie, pozostawimy po sobie takie tęsknoty, myśli?
To znów jest ideał. Życie i relacje międzyludzkie, niestety, bywają bardziej prozaiczne. On nie zawsze taki czuły, czasem wręcz niemiły. Ona nie zawsze taka gospodarna i delikatna. Jako rodzice też często zamiast opoką bywamy dzieciom kulą u nogi. Krzyki, pretensje, narzekania, przemoc fizyczna i psychiczna, wzajemne rozładowywanie na sobie stresów. „Każdy wrzeszczał o czym innym — jak zwykle w życiu rodzinnym”, pisał Tadeusz Boy-Żeleński o prozie życia. Dochodzi do tego, że zastanawiamy się, czy wybraliśmy sobie dobrego partnera, czy gdybyśmy wybrali inaczej, nie byłoby nam lepiej.

A potem przychodzi niebezpieczeństwo przedwczesnej śmierci, jakaś ciężka choroba lub sama nagła śmierć. I wszystko się zmienia. Znów dostrzegamy w bliskim tylko dobro i miłość. Pojawia się szacunek, którego przedtem brakowało.

Nieszczęście — w chwili, gdy nastąpiło, często niezrozumiałe — po pewnym czasie owocuje uświadomieniem sobie, jak wiele znaczył dla nas nasz bliski, który wcześniej, chwilami, był nam tak daleki. Uświadamia nam ono, że winniśmy kochać naszych bliskich (i w ogóle wszystkich) nie za to, jacy są, ale za to, że w ogóle są. Bo gdy ich braknie, i tak to, jacy byli, ma drugorzędne znaczenie.

W Chrystusie mamy obietnicę zmiany tego dziwnego patrzenia na ludzi. Nie musimy powielać negatywnych wzorców tego świata, które w skrajnych przypadkach pozwalają człowiekiem poniewierać za życia, żeby po śmierci stawiać mu pełne uwielbienia pomniki. W Chrystusie nie musimy czekać na moment śmierci drugiego człowieka, by dostrzec w nim dobro. Już dziś możemy patrzeć na ludzi oczami Chrystusa Pana, który kochał grzeszników.

- pastor Andrzej Siciński, redaktor naczelny ChIW "Znaki Czasu"


By zamówić książki lub czasopisma wejdź na www.znakiczasu.pl





Dodaj swój komentarz...


MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.