Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Złość – nie tylko piękności szkodzi...

ZDROWIE | 09/05/2007 | Jan Kot

„Wszelka gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk, i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was, wraz z wszelką złością”. (Efez.4,31)

Powszechnie wiadomo, że brak ruchu, niewłaściwe odżywianie, palenie tytoniu, nadużywanie alkoholu, niekorzystnie wpływają na zdrowie człowieka. Choroby układu krążenia, cukrzyca, otyłość, to tylko niektóre tego efekty. Liczne badania naukowe z zakresu kardiologii, neurologii, psychiatrii i wielu innych dziedzin medycyny dowiodły, że nie tylko te czynniki odgrywają taką rolę. Okazało się, że równie istotny wpływ na kondycję zdrowotną mają nasze charaktery, usposobienie, stosunek do otoczenia, czy umiejętność radzenia sobie w niesprzyjających okolicznościach.

W świetle ostatnich badań, agresję i wrogi stosunek do otoczenia należy zaliczyć do bardzo ważnych negatywnych czynników zdrowotnych. I co ciekawe, dotyczy to nie tylko dorosłych, ale przede wszystkim dzieci !!! Działanie bowiem szkodliwych procesów na rosnący organizm dziecka, kiedy jest on jeszcze w trakcie różnicowania się na wielu płaszczyznach fizjologicznych, w szczególny sposób wpływa destrukcyjnie właśnie na niego. Ma to później wyraźne odbicie w zdrowiu dorosłego człowieka.

Na Uniwersytetach Medycznych w Pittsburgu i Helsinkach, wspólnie przebadano liczną grupę dzieci w wieku 8-10 lat oraz 15-17 lat, po czym 3 lata później sprawdzono, czy u badanych pojawiły się zaburzenia metaboliczne stanowiące wstęp do wcześniej wymienionych chorób. Badanie polegało na ocenie wyjściowego stanu zdrowia oraz skłonności do wrogich zachowań w stosunku do otoczenia. Cóż się okazało?

U dzieci, które miały tzw. „przebojowy” charakter i były bardziej skłonne do agresywnych reakcji , cynizmu i jawnej wrogości wobec innych, zdecydowanie częściej występowały liczne nieprawidłowości w funkcjonowaniu organizmu. Poddane ocenie poszczególne parametry biologiczne w całej rozciągłości pokrywały się z tzw. klasycznymi czynnikami ryzyka chorób cywilizacyjnych, takich jak miażdżyca, choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze, udar mózgu, cukrzyca, czy otyłość. Nazywa się je także chorobami społecznymi.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę, na określenie – społeczne. Termin ten podkreśla fakt, że dana patologia występuje z dużym natężeniem populacyjnym. Przy odrobinie wnikliwości, łatwo zauważyć pewną korelację, pomiędzy stopniowo, coraz bardziej pogarszającym się stanem zdrowotnym społeczeństwa, a narastającymi, od co najmniej kilkunastu lat, problemami wychowawczymi wśród dzieci i młodzieży.

To prawda, że występowały one zawsze, ale nigdy w takim nasileniu, jak obecnie. Psycholodzy, lekarze, a chyba najbardziej rodzice, biją na alarm, gdyż coraz częściej nie mogą sobie poradzić z wychowaniem własnych dzieci. Mali despoci – tak najczęściej określane są dzieci, które często wprowadzają istny terror we własnych rodzinach. Krzyczą na rodziców, wpadają w furie, nierzadko biją ich, i bez zażenowania ubliżają im, a nawet grożą, że zabiją siebie lub kogoś z rodziny!

Eksperci podają, że najczęściej takie zachowania obserwuje się w przedziale wiekowych 12-17 lat, ale zdarzają się też 10-latkowie, a nawet dzieci w wieku 5-6 lat. Zastanawiają się jaka może być tego przyczyna. Psycholog Vincente Garrido, profesor z Uniwersytetu Walencji, konsultant przy ONZ, napisał w swojej książce pt. „Despotyczne dzieci – syndrom cesarza” iż - „nie chce siać paniki, ale obserwuje, że konfliktowość i agresja wśród dzieci coraz bardziej narasta, i to na całym świecie”.

Do podobnych wniosków doszła profesor Maria Jesus Mardomingo – ordynator oddziału psychiatrii dziecięcej w Madrycie – „zawsze istniało takie zjawisko jak brutalne zachowania dzieci, ale w ciągu ostatnich kilku lat, jego częstotliwość tak znacznie wzrosła, że wzbudza ono ogólnoświatowy niepokój, zauważają to rodzice, lekarze i nauczyciele” – stwierdza psychiatra.

Naukowcy szukają wyjaśnień tych zjawisk.
Pod lupę biorą genetykę, efekt cieplarniany, eksplozję wiedzy technicznej, przeludnienie, brak czasu, zanieczyszczenie środowiska naturalnego, a nawet niekorzystne układy gwiazd. Większość badaczy jest zdania, iż przyczyna jest wielowarstwowa i bardzo złożona. A zatem, czy wina leży gdzieś po środku? Myślę, że faktycznie leży ona dokładnie w samym „geometrycznym” środku naszego istnienia. Ponieważ punkt centralny naszego życia, kamień węgielny, u wielu ludzi został przesunięty w kierunku krawędzi lub nawet odrzucony z Bożej konstrukcji, dlatego cała budowla zaczęła się chwiać.

Jeżeli w naszych sercach, a tym samym i w naszych domach Bóg nie zajmuje centralnego miejsca, to bądźmy pewni, że zajmie je ktoś inny. Przy czym postara się, abyśmy nawet nie byli tego świadomi. Warto przytoczyć jeszcze jedną wypowiedź profesor Marii Jesus Mardomingo: „W dzisiejszych czasach dzieci stają się wyjątkowo nieposłuszne, krnąbrne, brak im wrażliwości, są niewdzięczne, nierzadko okrutne, oziębłe uczuciowo i mają narcystyczną wizję świata: zaczyna się on i kończy na nich samych”.

Czyż te słowa nie brzmią jakoś znajomo … Apostoł Paweł w Drugim Liście do Tymoteusza w rozdz. 3, 1-3 napisał: A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, okrutni, nie miłujący tego co dobre”. Chociaż apostoł Paweł nie miał tutaj na myśli wyłącznie dzieci, ale przecież - każdy Jan był kiedyś małym Jasiem…

Chore dzieci, tworzą chory świat dorosłych, zarówno pod względem duchowym i jak i fizycznym. Szatan, szukając lepszego dostępu do człowieka, w bardzo sprytny sposób przypuścił atak właśnie na dzieci, wykorzystując ich niedojrzałość i łatwowierność. Umysły nastolatków nastawione głównie na hasło – brać i mieć! - z łatwością połykają przynęty szatana.

Każdy rodzic wie, jak wiele pokus czai się na każdym kroku. Jak trudno jest przekonać tę małą istotę do tego, że dla jego dobra chcemy go przed nimi ochronić. Tym sposobem, prostą metodą, Boży przeciwnik znajduje dostęp także do rodziców, którzy pochłonięci pracą i rozlicznymi zajęciami, nie potrafią pokonać go o własnych siłach. Sami wpadają w złość, irytację, cierpliwość wypala się im bardzo szybko. Rezultat ? Skłócone, rozwrzeszczane, pełne agresji, rozpadające się rodziny, które często słychać na podwórkach, na klatkach schodowych, za ścianą, a może jeszcze bliżej…?

Szatan zrobi wszystko i użyje każdej sposobności, aby tylko wprowadzić do naszych domów złość. Tak jak miłość zakrywa wiele grzechów, tak złość i nienawiść zakrywa, a czasem zabija miłość. Złość rodzi agresję, ta zaś powoduje zamknięcie uszu na głos Boży. Potem są już tylko złe decyzje, które rodzą kolejne niewłaściwe wybory i koło się zamyka. Diabeł z całej siły stara się, aby owo koło stawało się coraz grubsze, mocniejsze i całkowicie nieprzepuszczalne.

Jeżeli odrzucimy – czas - poświęcony dla Boga, jeżeli zagłuszymy ciche pukanie Ducha Świętego, zostaniemy bez pomocy - na „własną prośbę”. A wówczas śmiertelna pętla zaciskać się będzie na szyi ofiary coraz mocniej i mocniej. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest jak najszybsze rozerwanie pętli błędnego koła. Co, lub Kto może to zrobić?

Aspiryna, antybiotyk, antydepresant, czy inny specyfik, nie na wiele się u zdadzą. Jedynie zaproszenie do naszego domu (nie na chwilę, nie jedynie w sytuacji kryzysowej, ale na stałe!!!) największego Lekarza – Jezusa , może i na pewno przyniesie uzdrowienie. Jeśli tylko będziemy Go o to prosili szczerze, na kolanach i z głębi naszych serc. A zatem, pamiętajmy – złość, agresja i niezadowolenie mają destrukcyjny wpływ zarówno na naszą „fizyczność” jak i „duchowość”. Tak jak udowodniono już dawno, że profilaktyka zdrowotna prowadzona od najmłodszych lat, jest najlepszym sposobem na walkę z chorobami cywilizacyjnymi, tak podobnie jest i ze zdrowiem duchowym. Mamy na to wiele dowodów zarówno w Biblii, jak i we własnym życiu.

Nie żałujmy czasu dla naszych rodzin. Poświęćmy go na modlitwy za nasze dzieci, aby Pan zachował je od złego. Niech słowa wypowiedziane ustami psalmisty Dawida i mędrca Salomona, będą zawsze w zasięgu wzroku i aby stały się one naszym mottem życiowym:

„Mam zawsze Pana przed sobą, gdy On jest po prawicy mojej, nie zachwieję się, dlatego weseli się serce moje i raduje się dusza moja (…). Wychowuj chłopca odpowiednio do drogi, którą ma iść, a nie zejdzie z niej nawet w starości”. (Ps. 16,8.9; Przyp. Sal. 22,6)

lek. med. Mariusz Słociak, fot. Kike Para
© www.adwentysci.waw.pl

MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.