Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

Kurtyna w górę...!

AKTUALNOŚCI WARSZAWA | 11/04/2007 | Jan Kot





















Festiwal „Hosanna 2007” - jaki był każdy widział lub słyszał... No może nie każdy, ale każdy mógł! Jeśli nie osobiście, to dzięki transmisji w internecie. To dopiero nowinki techniczne! Nie dość, że można było słuchać wprost z domowych pieleszy, a niekiedy z dalekiej zagranicy, to jeszcze nie trzeba było miesiąc wcześniej rezerwować przybycia i dokonywać opłaty rejestracyjnej... Ale żeby ktoś mógł słuchać, inny ktoś musiał jechać...

W tym roku po raz pierwszy festiwal zawitał do Teatru Muzycznego w Łodzi i jak się wydaje na razie tu pozostanie. Budynek z zewnątrz bardziej niż niepozorny, choć jak podają źródła to jedna z najpopularniejszych scen w kraju. A więc na tej jednej z najpopularniejszych scen w kraju, w tym roku zagościli artyści (ci przez duże „A” i ci przez to nieco mniejsze) z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego z kraju i z zagranicy w ramach dorocznego święta muzyki. A więc - kurtyna w górę...!

Na rozpoczęcie, zgromadzoną licznie publiczność powitał chór organizatorski ze sprzymierzonymi siłami festiwalowymi - muzycznym standardem „Jak wielkiś Ty..” wykonanym w nowatorskim stylu z solowymi partiami dyrektora festiwalu – pastora Mirosława Karaudy. Ktoś z widzów stwierdził żartem - "...wiedziałem, że Elvis żyje!”.

A więc nowe... Nowe miejsce, czasy, style, a co najważniejsze nowi ludzie, nowa społeczność, nowa jakość, nowy duch... Chciałoby się powiedzieć po prostu - Kościół żyje i ma się dobrze! A to za sprawą zapału i talentu młodzieży która w nim jest! Bo to ona jest (winna być) jego gospodarzem i nadawać mu kierunek. Jak donoszą statystyki ponad połowa członków Kościoła Adwentystów w całym świecie nie przekroczyła 30-roku życia! A więc jest to zdecydowanie czas młodych adwentystów, czas młodych chrześcijan. Na festiwalu znakomicie pokazali, że są, istnieją i mają wiele do powiedzenia światu nie tylko poprzez muzykę...

Gościem specjalnym był młody misjonarz z Niemiec - Manuel, który przy wsparciu slajdów opowiadał o... Chinach, które objechał dookoła. Pokazywał piękno krajobrazów, mówił o lokalnych obyczajach i trudach wstępu do Tybetu. Słowem dwa kwadranse z National Geographic. Ciekawe, choć czy na tę okoliczność nie wiem... Następnym razem proponuję relację z wyprawy w Dolinę Pięciu Stawów... :)

Zaraz po nim nastąpiła prawdziwa eksplozja duchowych emocji. To była chwila podczas której czuło się przechadzających po sali aniołów i mało kto pozostał bez wzruszenia i przeglądu własnego życia. To wszystko za sprawą trzech tym razem polskich, równie młodych - chciałoby się rzec - misjonarzy. Dwóch Tomków i Sylwek – przedstawili program składający się z osobistych przeżyć z Bogiem. To było niezwykle naturalne, prawdziwe i głębokie. Mało które oko na widowni pozostawało suche. Nic na siłę, nic na pokaz, bez grzmiących kaznodziejów o nawrócenie. A jednak z olbrzymim sukcesem i zwycięstwem wiary! Tego nie da się opisać, więc po prostu uwierzcie na słowo - było n i e s a m o w i c i e. Już w tym miejscu, gdyby trzeba było wracać do domu, można powiedzieć, że warto było tam być.

A więc dla tych którzy zostali i dla tych co licznie dojechali, po obiedzie zaczęła się muzyczna uczta festiwalowa. Jedno co trzeba przyznać w tym roku organizatorzy nie dawali szans na długie kuluarowe rozmowy gdyż program był tak napięty, że opuszczenie sali choćby na chwile mogło spowodować niepowetowane straty – no może z małymi wyjątkami ;) Popołudniowy program odznaczał się sinusoidą artystycznych emocji i duchowych refleksji. Najważniejsze jednak aby dobrze zacząć i jeszcze lepiej skończyć. Tego niewątpliwie udało się dokonać.

Kiedyś festiwal charakteryzował się pospolitym ruszeniem „Janków Muzykantów”. Dziś wymagania odbiorcy są bardziej wyszukane, ale tamte chwile pozostaną na zawsze niezatarte w pamięci ich uczestników. Szkoda tylko, że wraz z nimi odeszła pamięć o wybitnych twórcach i ówczesnych wykonawcach! Może ktoś kiedyś popełni jakiś leksykon? Festiwal przeżywał artystyczno-sceniczne kryzysy, a na chwilę - z braku wykonawców - zamienił się nawet w Kongres Młodzieży. Część artystów zakończyła kariery, wiele osób opuściło kraj, flagowe zespoły przestały istnieć, aż musiało nadejść nowe pokolenie. I nadeszło!

Tak nadeszło, że z trudem organizatorzy mogli w tym roku pomieścić wszystkich w programie. Przy pomocy perswazyjnej ściskarki i nie zawsze łatwych negocjacji dało się udostępnić wszystkim sceniczne deski, choć odbiło się to na odczuciu pośpieszności i napiętości programu. Niestety nie udało się uniknąć dłużyzn technicznych. Jeden mikrofonowy, przepraszam – akustyk, na scenie to stanowczo za mało.

Konferansjerzy - to punkt którego nie da się pominąć, gdyż towarzyszyli nam przez cały program. Daniel - muzykolog i zawodowy recenzent muzyczny. Daisy – studentka z Warszawy, wokalistka zespołu "Leitmotiv Jesus".
I znów młodzi i znów dobrze. Daniel wykazał
się rutyną sceniczną, znajomością tematu i dociekliwością dziennikarską. Daisy, pełna uroku, skromna a zarazem swobodna.
Stanowili zgraną parę festiwalowych przewodników. Może jednak na przyszłość zamiast wywiadów z liderami, którym czasem łatwiej śpiewać niż opowiadać, warto by się zastanowić nad przybliżeniem sylwetek artystów przez samych prowadzących.

Czas na podsumowanie zespołów... Problem tkwi w tym, że część z grup trudno odróżnić od siebie gdyż śpiewają w nich te same osoby w różnych konfiguracjach. Może to dobry sposób na dłuższe opanowanie sceny? A może to wynik ich codziennej aktywności muzycznej.

Zespół, który najczęściej występował to „służbowy” zespół uwielbieniowo-rozśpiewujący „Dla Ciebie”. Śpiewając angażował publiczność do wokalnej współpracy, dawał czas na oddech innym wykonawcom i akustykom na zmiany techniczne. Szkoda tylko, że co roku wykonuje i naucza tych samych pieśni... A może to były nowe tylko tak podobne..?

I tu dylemat - pisać o wszystkich czy tylko o tych, którzy zapisali się w pamięci lub w duszy? No cóż chyba o tych co się zapisali...

Przede wszystkim w pamięci, sercu, duszy i we wszystkim czym można było zapisali się goście specjalni festiwalu. Trzy osobowa grupa z Wielkiej Brytani. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo, nie tyle dla wykonawców, bo oni swoje dostali na miejscu (jedyne bisy w tym roku!) - ale dla organizatorów. Pokazali oni bowiem, że takie spotkanie jak FH nie musi być zaściankową i niszową imprezą, ale artystycznym wydarzeniem przynajmniej na miarę sali w której miało ono miejsce.

Wykonawca o którym nie można też nie wspomnieć, to prawie 50-osobowy Chór Diecezji Wschodniej (Warszawsko-Lubelsko-Podkowiański) pod dyrekcją Leszka Czernickiego. To obecnie ewenement adwentystycznej sceny muzycznej w Polsce. Kiedyś na festiwalach występował chór za chórem, dziś ich ze świecą po całym kraju szukać...

Niektórzy z pokolenia mp3 nie wiedzieć czemu na samo słowo „chór” reagują dość alergicznie uznając tego rodzaju aktywność artystyczną jako zamierzchłą i nieatrakcyjną formę przekazu treści religijnych. No cóż czasy, obyczaje...

Ten egzotyczny – zdaniem niektórych – rodzaj muzyki od kilku lat stara się zmieniać nadając mu współczesne brzmienie - Chór Diecezji Wschodniej, którego - co warto zauważyć - historyczne początki, sięgają właśnie Łodzi i odległych czasów Chóru Zjednoczeniowego pod batutą Ryszarda Dutkowskiego, a jeszcze wcześniej Pawła Cieślara, Ernesta Lawatego czy Tadeusza Michalskiego.

W tym roku chór wystąpił z premierowym programem, który jest kontynuacją jego poprzednich dwóch repertuarów. 30 minutowy koncert na tegorocznym festiwalu był niewątpliwie jednym z elementów tego spotkania, które można nazwać wydarzeniem artystycznym.

Drugim obecnym chórem, co prawda kameralnym ale zawsze, był Chór Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania z Łodzi pod dyrekcją pani Renaty Banackiej-Walczak. To był typowy "czarny" gospel. No i dość karkołomne (in plus) wykonanie solowe dyrygentki utworu "Amazing Grace" z akompaniamentem Ireneusza Walczaka z zespołu "Funny Fingers" koncertującym z takimi grupami jak "Perfekt", "Dżem" czy z Martyną Jakubowicz.

Warto na koniec wspomnieć o innych zespołach choć festiwal w tym roku nie ujawnił żadnych objawień czy odkryć artystycznych na skalę debiutów „Via Fides”, „Leitmotiv Jesus”, Daniela Kluski czy Łukasza Karaudy – którzy w tym roku także pokazali klasę i kunszt artystyczny.

Pewną nadzieją sceny jest Mariusz Skubida z Krakowa, trio z Pszczyny czy nowy zespół „Sola Gratia” z Łodzi.

Należy docenić postępy dokonane przez ogólnopolski zespół „Chofesh” (choć wciąż zbyt pastelowy jak na posiadane talenty) i podziękować za występ Marzenie Pytel. Brakowało reszty składu grupy „Nomos” – a szkoda! W tej kategorii słowa uznania również dla Grażyny Szambelan z Warszawy. Ponadto przy fortepianie i mikrofonie zagościła, jak zwykle romantyczna i liryczna, Maria Strzałkowska.

Wspomnieć należy jeszcze kilku wykonawców jak: „Korab” z Łodzi czy „You can Duet”. Warto odnotować też żeńskie trio z Podkowy Leśnej, które podczas występu wymieniało się instrumentami. Brawo za pomysł i ekwilibrystykę! Były dzieci – większe, mniejsze. Wystąpił też Rafał - student Akademii Muzycznej w Łodzi, który zaśpiewał słynną „Barkę” przyjętą przez publiczność z wielkim aplauzem.

A więc duża różnorodność stylów i różny stopień trudności artystycznej, ale przecież najważniejsze, że imię Najwyższego było wychwalane i że w Jego imieniu tak wielu się spotkało i śpiewało - a kto śpiewa ten modli się dwa razy...

Do zobaczenia więc za rok! Najpewniej znów w Łodzi! A zatem eliminacje do festiwalu 2008 można uznać za otwarte :)

p.s.

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy organizatorom za umożliwienie
przeprowadzenia przez nasz serwis transmisji internetowej z festiwalu i Wam Drodzy Internauci, że byliście z nami w sieci... i że nadal jesteście :)


Jan Kot
© www.adwentysci.waw.pl

Na zdjęciu u góry Miss Marsha Viven Brooks podczas festiwalu. Fot. Jan Kot


- Przeczytaj też relację z ubiegłorocznego Festiwalu „Hosanna 2006”

MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2012 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.