Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

DZIEŃ DZIESIĘCIORGA PRZYKAZAŃ

FELIETON | 30/01/2014 | jk

Pierwszy człowiek, które je zobaczył, cisnął o ziemię, oburzony. Potem ukryto je w ozdobnej skrzyni. Zanim żołnierze Nabuchodonozora zagarnęli Żyzny Półksiężyc, oryginalne przepadły bez śladu. W ciągu kilku kolejnych tysiącleci nie zwracano na nie uwagi, obrzucano je błotem, wyszydzano, czczono, poważano, a niekiedy prawie całkiem o nich zapominano.

Zrobiono o nich nawet film kinowy, i to dwukrotnie! W wiekach, które minęły, odkąd je poznano, imperia i cywilizacje pojawiały się na arenie dziejów i znikały, armie odnosiły triumfy i ponosiły sromotne klęski, szkoły filozoficzne przeżywały rozkwit i upadek, religie ze swoimi bóstwami rozwijały się i karlały – a dziesięcioro przykazań, zwane przez starożytnych Hebrajczyków dziesięcioma słowami, jak trwało, tak nadal trwa.

Kilka lat temu organizacja zwana Komitetem Dziesięciorga Przykazań, wspierana finansowo przez silną koalicję obejmującą m.in. Żydów i chrześcijan, wylansowała Dzień Dziesięciorga Przykazań, słowem – dekalog dorobił się w Ameryce własnego święta. W kraju, gdzie obchodzimy dzień matki, ojca, weterana, Ziemi, a nawet świstaka, dorzucenie kolejnego święta czegoś tak kulturowo i historycznie znaczącego jak dziesięć przykazań mogłoby się wydawać ideą bezsporną. A jednak w ostatnich latach dekalog wzbudza wiele emocji.

Kontrowersyjne przykazania

Przykład? Roy Moore z Alabamy, objąwszy w 1992 r. funkcję sędziego okręgowego, zyskał rozgłos z powodu zawieszenia w swojej sali sądowej drewnianej tablicy z wyrzeźbionymi dziesięcioma przykazaniami, co spowodowało szereg procesów sądowych, które koniec końcem utknęły w martwym punkcie. Moore jednak wykorzystał rozgłos, zdobywając w wyborach fotel przewodniczącego Sądu Najwyższego Alabamy.

Po objęciu nowego stanowiska postawił w budynku Sądu Najwyższego Alabamy dwutonowy pomnik z dziesięciorgiem przykazań. Gdy sąd federalny zażądał usunięcia tegoż, Moore sprzeciwił się, co doprowadziło do odwołania go w 2013 r. z piastowanego urzędu.

W latach, które upłynęły od tamtej pory, w różnych miejscach, m.in. w Teksasie i Kentucky, wytoczono procesy przeciwko umieszczaniu dziesięciu przykazań na terenie posesji publicznych. O ile Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych nie widział nic złego w postawieniu niemal dwumetrowego granitowego pomnika w Teksasie, o tyle powieszenie oprawionych w ramki dziesięciu przykazań w dwóch salach sądowych w Kentucky nie zyskało jego aprobaty.

Trzeciego maja 2012 r. Stowarzyszenie Obywateli Miasta Starke na Florydzie wzniosło na trawniku miejskiego sądu pomnik z dziesięcioma przykazaniami. Ateiści wytoczyli proces, domagając się usunięcia pomnika, ale sędzia rozpatrujący sprawę orzekł na korzyść organizacji. Nie chcąc pozostać dłużnymi, ateusze 29 czerwca 2013 r. postawili własny pomnik!

Zastanawia mnie, że dziesięcioro przykazań znów cieszy się popularnością. W czasach mojej młodości pastorzy umniejszali znaczenie dekalogu. Mawiali, że „nie jesteśmy pod prawem, tylko pod łaską” albo że „prawo zostało przybite do krzyża”. Wiele kazań zapewniało wierzących, że „nie musimy już przestrzegać prawa”. W tamtych czasach nikt nie wyskakiwał z pomysłem wprowadzenia Dnia Dziesięciorga Przykazań. Moim zdaniem z trzech powodów.

Powód nr 1: Znajomość

W tamtych czasach nie tyle nie znaliśmy dziesięciu przykazań, ile być może znaliśmy je aż nazbyt dobrze. A gdy coś dobrze znamy, zaczynamy to lekceważyć. W czasach gdy zdecydowana większość ludzi wierzyła w Boga i chodziła regularnie do kościoła, każdy znał brzmienie dziesięciorga przykazań. Znajomość ich zrodziła, jeśli nie lekceważenie, to przynajmniej samozadowolenie. Ponieważ wszyscy wierzyli w dziesięć przykazań, uznaliśmy je za oczywistość, przestając dostrzegać ich moralną wielkość oraz głębię filozoficzną.

Na studiach miałem wykładowców historii, którzy lubili umniejszać znaczenie dziesięciorga przykazań, oświadczając, że Kodeks Hammurabiego i inne starożytne kodeksy wyraziły wcześniej wiele idei zawartych w dekalogu. Wykładowcy ci chcieli prawdopodobnie zapewnić studentom właściwą perspektywę. Bo i owszem, żadne starożytne społeczeństwo nie sankcjonowało morderstwa ani kradzieży. Takie podejście pomijało wszakże powody, dla których dziesięć przykazań przetrwało, a nawet na przestrzeni wieków zyskało znaczenie i prestiż, podczas gdy inne systemy prawne wyszły i z użycia, i z pamięci.

Moralna wielkość dziesięciorga przykazań zasadza się po części na ich prostocie. Tych zaledwie dziesięć stwierdzeń zawiera reguły określające stosunki z Bogiem i z drugim człowiekiem. Dekalog zapewnia podstawę dla stabilnego społeczeństwa, chroniącego życie, rodzinę, własność i zasady moralne jednostki.

Ale to nie wszystko, bo owych dziesięć przepisów dokonuje tego cudu z niesamowitą lapidarnością. Angielski tekst dziesięciorga przykazań zawiera nie więcej niż 250 słów. Wprawdzie jak powiedział Szekspir, „zwięzłość jest istotą dowcipu”, ale dzięki zwięzłości prawie każde stwierdzenie, niekoniecznie tylko dowcip, lepiej zapada w pamięć. Z ośmiu przykazań, które opisują zakazane czyny, kilka w oryginale hebrajskim, podobnie zresztą jak w języku polskim, zawiera się zaledwie w dwóch słowach, np. „Nie zabijaj”.

Dziesiąte przykazanie wyróżnia dekalog spośród wszystkich pozostałych starożytnych kodeksów, bo dotyczy nie tylko czynów, lecz także motywów, niewidzialnych zamysłów. Słowa: „Nie pożądaj” (Wj 20,17) wykraczają poza to, co określamy mianem przestępstwa, dotyczą bowiem postaw i myśli, które podkopują zaufanie i niszczą społeczeństwo. Kłamanie obejmuje nie tylko składanie fałszywego świadectwa, ale też nieszczerość, która burzy ład społeczny.

Powód nr 2: Lekceważenie

Być może 30–40 lat temu nikomu nie przyszło na myśl wprowadzać Dnia Dziesięciorga Przykazań również dlatego, że przez wiele lat większość kaznodziejów deprecjonowała prawo Boże. Pastorzy autentycznie martwili się, że skupianie się na posłuszeństwie to szybka droga do legalizmu i formalnej, mechanicznej wiary. Stąd też słusznie zwracali uwagę, że prawdziwa sprawiedliwość obejmuje takie przymioty, jak: życzliwość, empatia, miłość. Bóg apeluje do chrześcijan o świętość wykraczającą poza suche zakazy w stylu „nie rób tego”, „nie rób tamtego”.

C.S. Lewis przypomina nam jednak, że „Bóg może być czymś więcej niż doskonałość moralna – w każdym razie nie jest czymś mniej. Droga do Ziemi Obiecanej prowadzi przez górę Synaj. Prawo moralne może istnieje w tym celu, żeby się ponad nie wznosić, ale to dotyczy jedynie tych, którzy wpierw już uznali słuszność jego żądań (...)”*.

Problem ignorowania dziesięciu przykazań z obawy przed legalizmem prowadzi nas szybciutko ku niemoralności. Właśnie dlatego w ostatnich latach protestancki świat wskrzesił dekalog. Nietrudno było ignorować dziesięć przykazań, gdy w otaczającym nas społeczeństwie panował zasadniczo ład i porządek. Gdy jednak cała nasza kultura kipi od niemoralności, raptem uświadamiamy sobie, że dekalog faktycznie jest czymś ważnym!

Powód nr 3: Sobota

Mam przypuszczenie co do trzeciego powodu braku zainteresowania dziesięciorgiem przykazań w minionych latach: niechęć przyznania, że wymogi dekalogu nas obowiązują. Chrześcijanom coraz trudniej podkreślać dziesięć przykazań i jednocześnie lekceważyć jedno z nich.

A ignorujemy ni mniej, ni więcej, tylko właśnie jedno z nich.

Żaden chrześcijanin nie pochwala przecież morderstwa, cudzołóstwa, złodziejstwa, łgarstw. Nikt w świecie Zachodu na poważnie nie przyklaskuje politeizmowi, bałwochwalstwu ani bluźnierstwu. Dzisiejsi chrześcijanie mają jedynie zastrzeżenia do soboty (szabatu), której chętnie by się pozbyli.

Tyle że czwarte przykazanie naprawdę niełatwo zignorować. Jak zauważyliśmy, tekst dziesięciu przykazań liczy nie więcej niż 250 słów, z czego – uwaga! – aż 100 słów przypada jedynie na samo czwarte przykazanie, uwydatniające sobotę jako dzień święty. Już samo to świadczy, że Autor przykazań przykłada do niej dużą wagę.

Gdyby tylko nie była ona przedstawiona tak czarno na białym. Wielu utrzymuje, jakoby zachowywanie tego przykazania miało oznaczać zażywanie odpoczynku w „jeden z siedmiu dni”. Tyle że przykazanie konkretnie definiuje siódmy dzień jako sobotę (szabat) i łączy go bezpośrednio z siódmym dniem stworzenia świata, wydarzeniem, które o dwa i pół tysiąca lat poprzedziło wstąpienie Mojżesza na górę Synaj. Na dodatek czwarte przykazanie, w odróżnieniu od ośmiu innych, nie rozpoczyna się zakazem, lecz stwierdzeniem: Pamiętaj. To również pokazuje, że szabat wyprzedza czasowo moment nadania prawa Izraelitom.

Mimo to ogromna większość chrześcijan lekceważy sobotę i zamiast niej świętuje niedzielę. Gros naśladowców Chrystusa, stanąwszy w obliczu zadania podkreślania wagi dziesięciu przykazań przy jednoczesnym ignorowaniu jednego z nich, po prostu uznała, że prościej jest przestać kłaść nacisk na prawo.

Tak sobie myślę, że postanowiono przez jeden dzień w roku wywyższać dziesięcioro przykazań, gdyż nie chce się ich wywyższać przez cały rok. Wyjątkowo paradoksalne wydaje mi się to, że organizatorzy jako dzień mający uhonorować dekalog wybrali niedzielę. Może nie musieliby promować corocznego święta wywyższającego dekalog, gdyby tylko „pamiętali”, że przykazania już mają swój dzień, i to nie jeden w roku, lecz jeden w tygodniu.


ˆ Ed Dickerson/Signs of the Times 01/2014
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

CZYTAJ TAKŻE
- Czy sobotnie święto wciąż obowiązuje?



MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2009 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.