Kościół Adwentystów Dnia Siódmego
www.adwentysci.waw.pl

"SPOTKANIE Z ANIOŁEM"

FELIETON | 23/12/2013 | jk

Maria dźwignęła dzban z wodą na ramię, uniosła pomału jeszcze wyżej i wreszcie wywindowała na sam czubek głowy. Rachela, już z dzbanem na głowie, posłała jej szeroki uśmiech i obie skierowały się w stronę domu.

– Słyszałaś o Hannie? – spytała Rachela przyciszonym głosem.

Maria spojrzała na niższą koleżankę zaciekawiona.

– O zaręczynach?

– Nie, o jej stanie – odparła Rachela, unosząc brwi. – Dowiedziałam się dopiero dziś rano, ale w mieście gadają – zniżyła głos do szeptu – że zaciążyła!

– Nie wierzę! – Maria przyśpieszyła kroku, czując lekki ucisk w mostku. – Nie wygląda.

– Ostatnio wyglądała. Jak się schylała, żeby pozbierać chrust, wtedy zobaczyłam jej brzuch. W ciąży jak nic. Przyjrzyj się dokładniej, jak sama ją zobaczysz.

– I co teraz, szybki ślub? – dziecka z nieprawego łoża Maria nie życzyła nie tylko zarozumiałej, grubiańskiej Hannie, ale i najgorszemu wrogowi.

– Nie, narzeczony zaklinał się, że nie jest ojcem, i zaręczyny zerwane.

– To co z nią teraz będzie?

Rachela nie odpowiedziała, zresztą nie musiała. Wszystkie dziewczęta od małego przestrzegano, aby właśnie dlatego nie zostawały nigdy bez świadków z mężczyzną. Dziewczynie, która okryła się hańbą, groziło ukamienowanie, chyba że z rąk oprawców wykupił ją zamożny ojciec.

Ale i w takiej sytuacji w porządnym społeczeństwie nie było miejsca dla samotnej matki z nieślubnym dzieckiem.

– Czy ojciec nie mógłby jej gdzieś odesłać, gdzie by mogła spokojnie urodzić? – zastanawiała się głośno Maria.

– Pewno by mógł, ale Hanna jest już przegrana. Żeby nawet ojciec uchronił ją teraz przed prawem, to i tak nie weźmie jej żaden mężczyzna.

A jakiej ostatecznej ochrony mogła się spodziewać niezamężna kobieta? Maria, drżąc, wciągnęła powietrze, wdzięczna, że w kwestii własnych zaręczyn zastosowała się do przestróg matki. Nigdy nie przebywała sam na sam z Józefem, ani na jedną chwilkę. Rozmawiała z nim tylko po cichu, ze schyloną głową, w obecności ojca.

Adonai niech będą dzięki! pomyślała.

Dziewczęta ostatni odcinek drogi przeszły poważne i poszły każda w swoją stronę. Plotki były pikantne, ale i przerażające. Maria, jeszcze wchodząc do swego domku z cegły, nie mogła przestać myśleć o tym, co usłyszała.

– Co ci tak długo zeszło? – zapytała matka, odrywając się na chwilę od mielenia w żarnach jęczmienia i prostując plecy.

– Spotkałam przy studni Rachelę. Powiedziała mi o Hannie.

– Aaa... – kiwnęła głową matka. – Właśnie dlatego, moja kochana, trzeba ci się przyzwoicie prowadzić. Oby Adonai nie dał jej ukamienować!

Nieśpieszna kolacja przebiegała w posępnej atmosferze. Wieści o ciąży Hanny rozniosły się już wśród mężczyzn. Ojciec Marii pokręcił smutno głową.

– Przyniosła wstyd całej rodzinie – mruknął. – Jak teraz jej ojciec będzie mógł chodzić z podniesionym czołem? Zrujnowała mu życie i zhańbiła rodzinę po wsze czasy. I to po tak korzystnych zrękowinach, które dla niej przysposobił!

Młodsze rodzeństwo Marii siedziało w milczeniu z szeroko otwartymi oczami, słuchając o przykrych konsekwencjach, które będzie musiała ponieść nieposłuszna córka. Właśnie tak uczyły się dzieci: z otwartymi uszami i zamkniętą buzią.

Po kolacji, gdy słońce skryło się za horyzontem zostawiając karmazynową poświatę, Maria wspięła się do izdebki sypialnej, którą dzieliła z młodszym rodzeństwem, kokoszącym się teraz na siennikach. Na obliczu dziewczyny wykwitł uśmiech.

– Śpijcie już – postraszyła – bo inaczej obudzę was przed świtem i każę rozniecić ogień.

– Nie zrobisz tego! – odparował jeden z braci.

– Co ty powiesz? – groźba Marii zawisła w powietrzu, ale rodzeństwo wiedziało lepiej i zaczęło się chichrać.

– Opowiedz nam jakąś historię.

– Ale tylko jedną – przeszła przez izdebkę i opadła na kolana przy łóżku. – I macie mi obiecać, że od razu potem zaśniecie.

– Obiecujemy – zapewniły szczere głosiki. – Opowiedz nam o Rut!

– Nie – potrząsnęła stanowczo głową – o niej się już nasłuchaliście. Teraz opowiem wam o szlachetnej kobiecie, jaką by chciały zostać wszystkie dziewczynki. I za jaką pewnego dnia wyjdziesz – kiwnęła głową w kierunku młodszego brata.

Dzieci przytuliły się do siebie, a Maria zaczęła snuć dzieje Sary, matki Izraela. Sara, przykładna żona dbającą o męża i duży dom, przez wiele lat nie miała dzieci, co strasznie ją bolało. Bóg jednak obiecał, że będzie mieć syna.

Głos Marii rozchodził się dźwięcznie po niewielkiej izdebce na lekkim wietrzyku wpadającym przez wąskie okno. W opowieściach tkwiła wielka moc: przekazywały historię narodu izraelskiego, ucząc kolejne pokolenia właściwego postępowania. Adonai wiedział, że świat nie jest bezpiecznym miejscem, ani też przyjaznym. Dobrzy ludzie mogli jednak w nim żyć, trzymając się słowa Stwórcy. Pielęgnowali te historie, ucząc się ich na pamięć i opowiadając innym o tym, jak Bóg strzegł swojego ludu.

Po wysłuchaniu historii dzieci, zgodnie z danym słowem, szybko posnęły. Maria spoczęła na swoim posłaniu. Miała tę odrobinę prywatności z powodu zaręczyn i bliskiego zamążpójścia. Leżąc, spoglądała przez okno i zastanawiała się, czy urodzi przyszłemu mężowi wiele dzieci, czy też podzieli los zbolałej Sary, nie mogącej się doczekać potomka. Powieki zaczęły ciążyć ołowiem. Obróciła się na bok, już prawie zasypiając

Wtem aż podskoczyła od dźwięku: jakby niebo rozdarła błyskawica. Zaraz potem pokój zalała światłość. Maria usiadła gwałtownie na posłaniu, nakryła twarz cienką derką i zacisnęła powieki, chroniąc oczy przed oślepiającą jasnością.

– Mario – usłyszała łagodny głos.

Serce załomotało jej w piersi. Kto wtargnął do jej izdebki? Czemu bracia i siostry ciągle spali?

– Mario, nie bój się. Mam wieści od samego Boga. Spotkała cię wielka łaska. Wybrano cię na matkę Syna Bożego. Dasz mu na imię Jezus. Gdy otrzyma od Pana Boga tron swego ojca Dawida, będzie rządzić na wieki wieków.

Maria spuściła lekko derkę, od razu mrużąc odsłonięte oczy. W oślepiającym świetle ujrzała zarys wspaniałej istoty.

– Mówisz o Mesjaszu? – wyszeptała.

– Tak, o Mesjaszu – odparł anioł. – Będziesz w ciąży.

Na te słowa żołądek podszedł jej do gardła. W ciąży? Teraz? Bez męża? Po tym jak uważała, żeby dobrze się prowadzić, jak starała się chronić swoje dobre imię, jak słuchała matczynych rad – teraz będzie mieć dziecko z nieprawego łoża!

– Ale ja przecież... jestem panną! – głos łamał się pod wpływem łez. – To niemożliwe!

– Zstąpi na ciebie Duch Święty. Zacieni cię moc Najwyższego. To dziecko nie narodzi się z mężczyzny, lecz będzie Synem Bożym.

Maria położyła z wolna rękę na brzuchu, wzięła głęboki oddech, dygocząc.

– Twoja bezpłodna krewna Elżbieta też zaszła w ciążę.

Czyżby w głosie anioła dało się słyszeć współczucie?

– Ale to starsza kobieta, tak jak Sara.

– Nadeszła pora cudów – światło wyraźnie przybladło. Zdawało jej się, że niemal dostrzega ludzką sylwetkę. – Spotkała cię wielka łaska.

Czy miała wybór? Nie wiedzieć skąd, czuła, że tak już musi być. Rozumiała przywilej bycia matką Najwyższego. Wiedziała, że Dziecko będzie Zbawicielem jej ludu. Wiedziała, że dziewczęta śniły o tym zaszczycie od wieków, nigdy naprawdę nie wierząc, że mogą być wybraną matką, która zapoczątkuje nową dynastię pokoju.

Mimo to przed oczami stanęła jej Hanna: Hanna, której ojciec był na tyle bogaty, aby ocalić ją przed ukamienowaniem; Hanna, której dobre imię legło w gruzach; Hanna, która musi teraz stawić czoła łatce „matki bękarta”. Ojciec Marii nie był tak bogaty jak Hanny: Marię ogarnął blady strach. Z gniewem mieszkańców miasta nie wolno igrać!

Przez wszystkie lata posłuszeństwa matce i słuchania historii o zacnych kobietach z minionych wieków nauczyła się czegoś cenniejszego niż tylko prostych reguł obycia towarzyskiego. Nauczyła się, że Boże sposoby działania są niepojęte, przeróżne, cudowne i zaskakujące. Że posługując się słabymi maluczkimi, Bóg czynił coś wielkiego i pięknego. Wiedziała, że Bóg, który dotrzymał obietnicy i dał syna niemłodej już Sarze; który wyrwał Rahab ze skazanego na zagładę miasta; który połączył Rebekę z mężczyzną darzącym ją miłością zdolną odmienić losy świata – ten sam Bóg będzie jej towarzyszyć we wszystkim, do czego ją powołał.

Skinęła głową, z początku wolno, potem energiczniej.

– Oto ja, służebnica Adonai – wyszeptała. – Niech mi się stanie według twego słowa.

Chwilę potem światło znikło. Przez chwilę otaczały ją nieprzeniknione ciemności. Oczy pomału oswoiły się z mrokiem. Z napływającymi do oczu łzami objęła rękami swoją szczupłą kibić. Czy Dziecko już tam jest?

Młodsze rodzeństwo nadal spało, oddychając głęboko i spokojnie.

Nagle przez jej umysł przemknął werset z Księgi Izajasza: „Oto panna pocznie i porodzi syna, i nada mu imię Emmanuel!” (Iz 7,14 Biblia paulińska).

To ona była tą panną!


© Patty Ntihemuka/Signs of the Times 12/2013
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl




MEDIA







REKLAMA




REKLAMA




ADRA DLA DZIECI




(c) 2006-2009 Adventist Warsaw Media Group - Niniejszy serwis jest niedochodową i wolontaryjną działalnością członków zboru Warszawa-Centrum.